fot. PAP

4 czerwca to nie święto

Dziś mijają 24 lata od wyborów 4 czerwca 1989 roku i 21 lat od obalenia rządu Jana Olszewskiego. Prezydent Bronisław Komorowski usilnie lansuje rocznicę wyborów z 4 czerwca 1989 roku jako święto wolności.

Pod koniec kwietnia Sejm przyjął uchwałę ustanawiającą 4 czerwca Dniem Wolności i Praw Obywatelskich.

Ordynariusz diecezji włocławskiej ks. bp Wiesław Mering stwierdził, że 4 czerwca przyniósł pewne zmiany, ale był to jednak pierwszy krok; o wolności być może będziemy mówili dopiero za kilka lat. Ten dzień był w moim odczuciu – jak tłumaczy ksiądz biskup – dniem smutku. „W innym miejscu Ziemi totalitarne państwo krwawo stłumiło nadzieje młodych Chińczyków”.

– Chcieli dokładnie tego samego, o czym myśmy marzyli w Polsce, wolności i demokracji. Oni nie mieli żadnych złych zamiarów, a zostali rozjechani przez czołgi. Jak ja mam się cieszyć i radować z tego, że u mnie być może już troszkę się polepszyło; i w ogóle nie interesować się tym, co działo się z moimi rówieśnikami w innym państwie na świecie. Uważałbym, że to jest głębokie nieporozumienie – zaznaczał ks. bp Wiesław Mering.  

Ksiądz biskup przypomina słowa Ojca św. Jana Pawła II, który mówił, że „wolność wtedy jest prawdziwa, kiedy służy wartościom…”.

– Jeżeli nie ma pełnej wolności, to znaczy, że jej nie ma wcale. Jeżeli kilka milionów ludzi, walczy w tej chwili w Polsce – od półtora ponad roku – o miejsce dla TV Trwam; to znaczy, że im zależy i tego chcą. Jeżeli nikt z rządu nie podejmuje nawet tych naszych próśb, tego żądania; to znaczy, że mamy prawo czuć się poniżani, czuć się ignorowani. To z czego ja mam się cieszyć, obchodząc w sposób sztuczny – święto, które nikomu w Polsce właściwie się nie kojarzy poza partią rządzącą – akcentuje ks. bp Mering.

Dziś wieczorem Bronisław Komorowski, będzie m.in. zachęcał Polaków do radości z tego, co udało nam się osiągnąć przez ostatnie niespełna ćwierć wieku. Ma także ogłosić 2014 rok całorocznym świętem wolności.

– To jest absolutnie wymyślona, sztuczna data. Przypomnijmy, że to nie była data związana z upadkiem komunizmu, tylko to była data wyborów do Sejmu i do Senatu. Wybory do Sejmu były tzw. kontraktowe czyli tylko 35% miejsc w Sejmie było zagwarantowanych dla komitetów nienależących do układu komunistycznego tzn., że większość z góry posiadają ci którzy należeli do układu komunistycznego, więc to była wolność z góry już pokazująca, że ta wolność na nic nie ma realnie wpływu – akcentuje prof. Piotr Jaroszyński. 

Profesor Piotr Jaroszyński dodaje, że 4 czerwca to dzień manipulacji, a nie demokracji, ponieważ w 1989 roku wygrał de facto socjalizm.

– Komunizm jest jednym z nurtów socjalizmu, więc chodzi oto, że ideologicznie rzecz biorąc – komuniści przepoczwarzyli się w socjalistów, a socjaliści, którzy byli opozycją demokratyczną dogadali się z tak przepoczwarzonymi komunistami. W związku z tym wygrał socjalizm. Nie wygrała Polska niepodległa, nie wygrała idea Polski historycznej, zrobiono taki trik – to co potem popularnie mówiono, że to nie jest III RP tylko PRL bis. To dokładnie mądrość ludowa rozpoznała cały ten chwyt. Właściwie 4 czerwca to byłoby święto PRL bis, a nie III Rzeczypospolitej – zwraca uwagę prof. Piotr Jaroszyński. 

Poseł Mariusz Błaszczak przewodniczący KP PiS akcentuje, że w naszym kraju mamy problem z ograniczaniem wolności przez koalicję PO-PSL i Bronisława Komorowskiego. To kolejny nieudany zabieg propagandowy prezydenta – mówi poseł.

Z wolnością w Polsce jest problem. Z ograniczaniem wolności przez koalicję rządzącą, koalicję PO-PSL i samego prezydenta Komorowskiego. Spójrzmy chociażby na sprawę dotyczącą uczczenia ofiar tragedii smoleńskiej, spójrzmy na to, co się dzieje, jeżeli chodzi o tradycyjny model rodziny, kiedy próbuje się dokonać rewolucji kulturowej w Polsce. Spójrzmy na to jak bardzo brutalnie jest atakowany Kościół katolicki. Nie słychać głosów prezydenta Komorowskiego czy tych, którzy rządzą. Trudno się tego po nich spodziewać, bo oni w tych atakach na naszą tożsamość narodową biorą udział – powiedział poseł Mariusz Błaszczak.

Przewodniczący KP PiS podkreśla, że 4 czerwca 1989 roku niewątpliwie był zwycięstwem solidarności – Polacy odrzucili komunistów masowo uczestnicząc w wyborach. Jednak jak dodaje, to, co wydarzyło się później nie przyniosło oczekiwanych skutków.

Ludzie są zawiedzeni tym, że w Polsce nie ma pracy, tym, że jest tak dużo niesprawiedliwości; tym, że beneficjentami tych zmian są byli aparatczykowie komunistyczni, którzy uwłaszczyli się na majątku państwowym oraz tym, że władza z prezydentem Komorowskim na czele nie słucha narodu. Myślę tu o dwóch i pół mln podpisów w obronie telewizji Trwam. Zamiast dekretować wolność, to prezydent Rzeczypospolitej powinien się postarać żeby ta wolność była realna i żeby wolność przynosiła pożytki konkretne dla obywateli naszego kraju. Tylko z drugiej strony czy można się tego spodziewać po prezydencie Komorowskim? Jestem przekonany, że nie – dodał poseł Mariusz Błaszczak.

„Z jednej strony społeczeństwo w plebiscycie – bo to nie były wybory przeciwstawiło się komunizmowi. Z drugiej strony jednak kierownictwo Solidarności dokonało zdrady – zgodziło się na zmianę ordynacji w trakcie wyborów i oddało komunistom 33 mandaty poselskie” – przypomina Krzysztof Wyszkowski – działasz opozycji w PRL.

„Gdyby kierownictwo Solidarności uznało wyniki plebiscytu – „precz z komunizmem” za zobowiązujące dla siebie – to historia Polski potoczyłaby się zupełnie inaczej. Przekształcono komunizm w postkomunizm, uwłaszczono nomenklaturę i rządzono razem i tak zostało do dzisiaj” – dodaje Krzysztof Wyszkowski.

– Z tego punktu widzenia jeżeli pamięta się o prawdziwych dokonanych wyborach przez kierownictwo Solidarności jak Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, ale również Michnik, Kuroń i cała reszta, to jest to rocznica wydarzenia nie tylko smutnego ale przerażającego, bo to jest rodzaj Targowicy. W sytuacji gdy nikt ich nie zmuszał, nie było ani zbrojnych sił, nie było fizycznego ani żadnego innego przymusu – a ci ludzie –  dokonali radykalnego wypowiedzenia posłuszeństwa społeczeństwu, które jednoznacznie komunizm odrzuciło – podkreśla Krzysztof Wyszkowski.

Świętowanie wyborów z 1989 roku ma także przykryć inny 4 czerwca – ten z 1992 roku, kiedy anty lustracyjna koalicja obaliła rząd premiera Jana Olszewskiego. „To była jeszcze wyrazistsza zdrada” – akcentuje Krzysztof Wyszkowski.

– 4 czerwca 1992 roku to haniebna data. Pierwszy rząd wybrany przez demokratyczny Sejm, zalążek wolności. Sejm domaga się od tego rządu ujawnienia agentury i odsunięcia agentury od władzy nad Polską. Co się dzieje w tym momencie? Uderzenie w plecy, zdrada, obrona agentów, która trwa do dzisiaj. Przecież to wtedy Donald Tusk i inni ludzie zawarli bardzo ścisły sojusz z komunistami, z Kiszczakiem, z Jaruzelskim, z całą tą formacją, która wywodzi się z NKWD, ze źródeł najbardziej fundamentalnie antypolskich. 4 czerwca 1992 roku jest dniem hańby, który trzeba koniecznie czymś przykryć – i przykrywa się go kołderką 4 czerwca 1989 jako rzekomo tryumfu wspólnoty narodowej – dodaje Krzysztof Wyszkowski. 

W dzisiejszych obchodach tzw. święta wolności weźmie udział prezydent Bronisław Komorowski. Wręczy on odznaczenia państwowe, a późnym popołudniem wzniesie toast za wolność na placu Konstytucji – gdzie w dawnej kawiarni Niespodzianka mieścił się sztab wyborczy Komitetu Obywatelskiego. O godz. 20 prezydent wygłosi orędzie.

Dziś także w Zamku Królewskim po raz pierwszy zostanie przyznana Nagroda Wolności Słowa. Wręczy ją były prezydent Lech Wałęsa.

RIRM

***

4 czerwca to nie święto

 

Oświadczenie Biskupa Włocławskiego

 

W związku z działaniami mającymi na celu ustanowienie 4 czerwca DNIEM WOLNOŚCI I PRAW OBYWATELSKICH jak najbardziej zdecydowanie protestuję przeciwko tego typu inicjatywie.

UZASADNIENIE

4 czerwca 1989 r. przeżywałem jako dorosły człowiek. Pamiętam też, jak cieszyły Polaków coraz wyraźniejsze znaki zapowiadające koniec nienawistnego systemu. Oczywiście brałem udział w ówczesnych wyborach i dopiero znacznie później zorientowałem się, że nie wszystkie nasze nadzieje będą się spełniać. Dziś wiem o tym bardzo wyraźnie. 4 czerwca nie jest dla mnie żadną cezurą w najnowszej historii Polski.

Ale to nie wszystko. TEN DZIEŃ, który Polakom niósł nadzieję, stał się przecież ostatnim dniem wolności i nadziei w Chinach. Czołgi rozjeżdżające ciała młodych Chińczyków, strzały, tortury, więzienia, ucieczki z kraju – oto również bilans tego dnia. Słuchaliśmy wstrząśnięci i oniemiali ze zgrozy Radia Wolna Europa; nasza zaś radość potężnie została ograniczona.

Mówię w związku z tym, że dla mnie 4. dzień czerwca o wiele stosowniej byłoby nazwać DNIEM PAMIĘCI O STUDENTACH CHIŃSKICH Z 1989 ROKU, niż sztucznie kreować nasz polski Dzień Wolności i Praw Obywatelskich.

Uważam bowiem, że te wartości pewnie zostały zapoczątkowane, ale daleko im jeszcze do doskonałej postaci nawet dzisiaj. WOLNOŚĆ I PRAWA OBYWATELSKIE trzeba dopiero zdobywać; one są ideałem, od którego dzisiejsza rzeczywistość Kraju mocno nadal odbiega.

A jak cieszyć się Polską wolniejszą, szczęśliwszą, swobodniejszą, słysząc krzyki i jęki więzionych, zabijanych i torturowanych obywateli Państwa Środka. Kiedy chodziłem po miejscu zbrodni, placu Tian’anmen, modliłem się za tysiące ofiar, które wolności, szczęścia i swobody 4 czerwca zostały pozbawione. Myślałem o ich bliskich, o współczesnych Chinach, o sytuacji panującej tam dziś, o ludziach śpiących na ulicy, o kontrastach społecznych, o Nowym Zakazanym Mieście, o portrecie zbrodniarza „zdobiącym” plac Śmierci w Pekinie.

Zrozummy się dobrze: cieszę się wynikami wyboru 4 czerwca. Nie mogę jednak zapomnieć, że tego dnia w innym miejscu ziemi – totalitarne państwo krwawo stłumiło nadzieje młodych Chińczyków.

Dlatego 4 czerwca będę dziękował Bogu za DAR WOLNOŚCI i prosił, by cieszyło się nim coraz więcej ludzi.

Wiesław Mering, Biskup Włocławski

Nasz Dziennik

 

drukuj