Rola katolickiej agencji

Wielka mistyfikacja – sprawa księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa

W kampanię dezinformacyjną sprawy ks. abp. Stanisława Wielgusa zaangażowała się również Katolicka Agencja Informacyjna. Nie było to bez znaczenia, zważywszy na fakt, że serwisy informacyjne KAI docierają za pośrednictwem internetu i przekazu satelitarnego do niemal wszystkich większych redakcji w Polsce.

2 stycznia br. w audycji TVP „Kwadrans po ósmej” redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski zwrócił uwagę, że badanie dokumentów dotyczących ks. Wielgusa może trwać kilka miesięcy. „Ostateczny werdykt czy opinię komisja wyda pewnie za dwa, trzy miesiące. Dlatego, że nie wystarczy zbadać zbiór akt z departamentu pierwszego, który jest w IPN, potrzebna jest dość szeroka kwerenda innych źródeł, a to trwa niestety” – podkreślił redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. „(…) Myślę, że te dokumenty, które zostały po byłej SB, nie są jednoznaczne. I stopień ewentualnej winy (…) można ocenić wyłącznie po fakcie, że są donosy. Co jest w donosach. Bo były osoby, które pisały, ale pisały rzeczy tak banalne, że nie można ich za to oskarżyć” – dodał.

Kilka dni później Marcin Przeciszewski najwyraźniej zmienił zdanie. W piątek, 5 stycznia br., na antenie radia RMF FM w audycji „Kontrwywiad” stwierdził, że „arcybiskup był faktycznie dobrowolnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa i wywiadu”. Redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej dodał, że jego zdaniem, gdyby Watykan znał zawartość teczki ks. Wielgusa, z pewnością by go nie nominował. Na pytanie prowadzącego audycję Konrada Piaseckiego, czy to był błąd, że do tych teczek nie zajrzano, odpowiedział: „Nie. Jeżeli mówimy o jakimś błędzie, to możemy podejrzewać o to abp. Wielgusa, że nie poinformował o wszystkim”.

W tym miejscu można zastanawiać się, co sprawiło, że w ciągu zaledwie trzech dni redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej tak radykalnie zmienił zdanie. Na pozór odpowiedź wydaje się prosta: komunikaty rzecznika praw obywatelskich i Kościelnej Komisji Historycznej. Dlaczego jednak Marcin Przeciszewski, który 2 stycznia był przekonany, że „potrzebna jest dość szeroka kwerenda”, co może potrwać „dwa, trzy miesiące”, już 5 stycznia ze spokojem przyjął fakt, że taka kwerenda w ogóle nie jest potrzebna? Dlaczego redaktor naczelny KAI, który podkreślał, iż „stopień ewentualnej winy (…) można ocenić wyłącznie po fakcie, że są donosy”, i to konkretne, bez żadnych wątpliwości przyjął tę winę za pewnik, pomimo braku jakiegokolwiek donosu?


Wina jest bezsporna


5 stycznia br. na stronach internetowych KAI ukazała się depesza zatytułowana „Komisja Historyczna: abp Wielgus podjął współpracę”. Jak widać, tytuł ten sugeruje, iż Kościelna Komisja Historyczna stwierdziła, że ks. abp Wielgus podjął współpracę z SB. Tymczasem komunikat wspomnianej komisji – abstrahując od faktu, kto był jego autorem – nic takiego nie stwierdzał. Komunikat nie stwierdzał, że ks. Wielgus podjął współpracę, lecz jedynie to, że „z dokumentów znajdujących się w IPN wynika, iż abp Stanisław Wielgus podjął współpracę z organami Bezpieczeństwa PRL”. To, co wynika z dokumentów, niekoniecznie musi odpowiadać temu, co miało miejsce w rzeczywistości. A ponieważ komisja tego nie zweryfikowała, powyższe stwierdzenie redaktorów KAI było nadużyciem.

W pierwszych dniach stycznia na stronach internetowych Katolickiej Agencji Informacyjnej znalazło się wiele wypowiedzi różnych osób na temat sprawy ks. abp. Stanisława Wielgusa. Bez trudu jednak można zauważyć, że eksponowano przede wszystkim wypowiedzi negatywne w stosunku do ks. abp. i starannie pomijane wszystkie, które mogłyby sugerować coś innego niż tezę, że „wina ks. abp. Wielgusa jest bezsporna”. Oczywiście na stronach KAI ukazało się wiele wypowiedzi w obronie nowego metropolity warszawskiego. Były to przede wszystkim oficjalne oświadczenia księży biskupów, grup duchowieństwa, rektora KUL itp. Jeśli chodzi o wypowiedzi osób świeckich, głosów mogących w jakikolwiek sposób podważyć tezę o rzekomej winie ks. abp. Stanisława Wielgusa zabrakło. Jest to o tyle dziwne, że wypowiedzi osób świeckich krytykujących zarówno nowego metropolitę warszawskiego, jak i postawę całego Episkopatu Polski na stronach internetowych KAI w owym czasie nie brakowało. Wśród czołowych autorytetów Katolickiej Agencji Informacyjnej w sprawie ks. abp. Stanisława Wielgusa znaleźli się m.in. Paweł Milcarek, redaktor naczelny kwartalnika „Christianitas”, Zbigniew Nosowski i Tomasz Wiścicki z redakcji miesięcznika „Więź”, prof. Władysław Bartoszewski, prof. Mirosława Grabowska…


Oskarżenie o „krzywoprzysięstwo”


12 stycznia 2007 roku o godz. 12.22 na kodowanej stronie internetowej Katolickiej Agencji Informacyjnej (www.kai.pl) ukazał się wywiad z nuncjuszem apostolskim w Polsce ks. abp. Józefem Kowalczykiem. Depeszę zatytułowano „Abp Kowalczyk stwierdza, że abp Wielgus zataił przed Papieżem fakt współpracy z SB”. Niedługo potem również na ogólnodostępnej stronie internetowej Katolickiej Agencji Informacyjnej (www.ekai.pl) ukazał się ten sam wywiad, opatrzony tytułem „Abp Kowalczyk: Abp Wielgus zataił przed papieżem fakt współpracy z SB”. Pod nim znalazła się informacja: „Nuncjusz Apostolski w Polsce, arcybiskup Józef Kowalczyk w wywiadzie dla KAI przyznaje, że abp Stanisław Wielgus zataił przed Ojcem Świętym fakt swej współpracy ze służbą bezpieczeństwa PRL”. Wieczorem na kodowanej stronie internetowej KAI (www.kai.pl) raz jeszcze zamieszczono ten sam wywiad. Tytuł jednak zmieniono i tym razem brzmiał on: „Abp Kowalczyk: wydaje się, że abp Wielgus nie podał pełnego obrazu swej współpracy z SB”. Pod nim znalazła się informacja: „Nuncjusz Apostolski w Polsce, arcybiskup Józef Kowalczyk w wywiadzie dla KAI przyznaje, że abp Stanisław Wielgus nie podał pełnego obrazu swej współpracy ze służbą bezpieczeństwa PRL”.

Jak widać, o ile w południe nuncjusz miał stwierdzić, że ks. abp. Stanisław Wielgus zataił przed Papieżem swoją współpracę z SB, w drugiej informacji już tylko miało się mu wydawać, iż ją zataił. W końcu uznano, że nuncjusz jedynie wyraził takie przypuszczenie. I już nie co do tego, że ks. abp Stanisław Wielgus „zataił”, ale „nie podał pełnego obrazu swej współpracy ze służbą bezpieczeństwa PRL”. Między znaczeniem tych słów jest duża różnica. Oczywiście redakcja KAI mogła uznać, że takiej różnicy nie ma. W takim razie w jakim celu zmieniała treść depeszy?

Ale to nie wszystko. Czytając wspomniany wywiad, nie sposób nie zauważyć, że ks. abp Józef Kowalczyk nigdzie nie przyznał dosłownie, iż ks. abp Stanisław Wielgus „zataił” przed Papieżem swoją współpracę z SB. Nie stwierdził również, że mu się tak wydaje, iż ks. abp Wielgus nie podał pełnego obrazu swej współpracy ze służbą bezpieczeństwa PRL. Nie wyraził także takiego przypuszczenia.

Wieczorem 13 stycznia na stronie internetowej KAI zamieszczono wyjaśnienie, że „tytuły publikowanych artykułów i wywiadów, zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej, pochodzą od redakcji” i „stanowią najkrótsze redakcyjne streszczenie treści depeszy bądź wywiadu, który następuje dalej”. Dlaczego zatem w tym przypadku wybrano tytuł, który oskarżał ks. abp. Stanisława Wielgusa o „krzywoprzysięstwo”? Tego nuncjusz apostolski w Polsce nigdy nie powiedział.


Fałszywa interpretacja


Następnego dnia ks. abp Stanisław Wielgus oświadczył Katolickiej Agencji Informacyjnej, że nie złożył fałszywej przysięgi na ręce nuncjusza apostolskiego. Przekazał też KAI kopię tekstu przysięgi, którą złożył nuncjuszowi 2 grudnia 2006 roku, podkreślając, że jej treść w całości podtrzymuje. Jeszcze tego samego dnia na antenie Radia RMF FM redaktor Marcin Przeciszewski odniósł się do oświadczenia ks. abp. Stanisława Wielgusa, stwierdzając, iż „nowe oświadczenie arcybiskupa Wielgusa potwierdza, że zastrzeżenia nuncjusza Kowalczyka są słuszne”. „W tekście tej przysięgi nie ma przyznania się do współpracy. Jest tylko mowa o tym, że były prowadzone rozmowy, które nie mogły nikomu zaszkodzić, więc fakt współpracy nie został przez arcybiskupa Wielgusa ujawniony” – podkreślił redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Powyższa wypowiedź mówi sama za siebie. Trudno się jednak jej dziwić, zważywszy na fakt, że tego samego dnia, w którym „Gazeta Polska” opublikowała dokumenty z teczki przypisanej ks. Stanisławowi Wielgusowi, w Wiadomościach TVP Marcin Przeciszewski nie zawahał się nazwać nowego metropolity warszawskiego „wielokrotnym kłamcą…” Warto przypomnieć, że zupełnie inaczej redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej zachowywał się w maju 2005 roku w przypadku ks. Michała Czajkowskiego. Wtedy publicznie wyrażał obawy, że informacje o współpracy ks. prof. Michała Czajkowskiego ze Służbą Bezpieczeństwa PRL „mogą wywołać niepotrzebną sensację”. O ile w przypadku ks. abp. Stanisława Wielgusa bez żadnych podstaw oskarżył go o kłamstwo, o tyle – mając takie podstawy w przypadku ks. Czajkowskiego – nie odważył się na jego publiczną ocenę. „Fakt, że ktoś posiada dossier w IPN, jak ksiądz Michał Czajkowski, nie uprawnia do wyciągania wniosku, że był agentem bezpieki. (…) Sam fakt prowadzenia rozmów z przedstawicielami Służby Bezpieczeństwa przez 24 lata nie musi oznaczać wcale działalności agenturalnej” – przekonywał Marcin Przeciszewski na łamach „Życia Warszawy”.


Dezinformacji ciąg dalszy


Dezinformacyjna działalność Katolickiej Agencji Informacyjnej w sprawie ks. abp. Stanisława Wielgusa wciąż trwa, a dała o sobie znać po pierwszych publikacjach „Naszego Dziennika” dotyczących tego tematu. Przypomnijmy dwa przykłady. Otóż 4 lipca br. na stronach internetowych KAI zamieszczono depeszę informującą o tym, że „abp Wielgus nie wybiera się na pielgrzymkę Radia Maryja”. Odnosiła się ona do informacji zamieszczonych na portalu Salon24.pl przez redaktora Tomasza Sakiewicza. Czytamy w niej m.in.: „Naczelny „Gazety Polskiej” napisał, że przed pielgrzymką Radia Maryja na Jasną Górę, na którą miał wybierać się arcybiskup Wielgus, w „Naszym Dzienniku” ukazała się seria publikacji negujących kontakty z SB abpa Wielgusa”. Jest to nieprawda. We wspomnianym tekście pan Sakiewicz, choć zarzucił nam „bezczelne kłamstwa i próbę wybielania cynicznego agenta SB”, w żadnym jednak miejscu nie stwierdził, że seria naszych publikacji „negowała” kontakty z SB ks. abp. Stanisława Wielgusa. Tak więc znów mamy do czynienia ze swoistym „dodatkiem” redaktorów Katolickiej Agencji Informacyjnej, w przypadku którego można mówić o pewnego rodzaju cynizmie. Z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że KAI usiłuje wmówić, jakoby publikacje „Naszego Dziennika” negowały kontakty księdza arcybiskupa z SB, co jest nieprawdą. Po drugie, twierdzenie owo przypisuje osobie trzeciej, która skądinąd takiego twierdzenia nie wysunęła.

I kolejny przykład. Dwa dni później, 6 lipca br., w serwisie KAI pojawiła się informacja pt. „Nowe materiały w sprawie abp. Wielgusa”. Czytamy w niej m.in.: „Kościelna Komisja Historyczna otrzymała z IPN nowe dokumenty dotyczące ks. Stanisława Wielgusa – poinformował KAI rzecznik Komisji ks. dr Józef Kloch. Odmówił przy tym odpowiedzi na pytania o zawartość dokumentacji, okres, jakiego dotyczy, oraz kiedy zostały przekazane Komisji. Są to materiały nowe w stosunku do tych, przekazanych komisji w styczniu”. Zarówno czas pojawienia się depeszy, jak i jej konstrukcja świadczą o dużej przewrotności redaktorów Katolickiej Agencji Informacyjnej. Wiedzą oni bowiem dobrze, że owe „nowe” dokumenty wcale nie są takie „nowe”, lecz Kościelna Komisja Historyczna otrzymała je kilka miesięcy wcześniej, o czym głośno było w mediach. Pojawienie się tej informacji w serwisie KAI również teraz nie było przypadkowe. Była to swoista odpowiedź na publikacje „Naszego Dziennika” podważające wiarygodność oskarżeń w stosunku do ks. abp. Stanisława Wielgusa.


Pytanie o intencje


W tym miejscu ktoś powie, że staram się przypisać złe intencje redaktorom Katolickiej Agencji Informacyjnej. Otóż chcę stwierdzić, że nie znam ich prawdziwych intencji. Znane są jednak fakty, jak te powyżej, które świadczą o tym, że również KAI przyczyniła się do dezorientacji w sprawie ks. abp. Stanisława Wielgusa. Dlaczego tak się stało? To pytanie należałoby skierować do kilku osób. Spróbujmy je wymienić. Otóż w informacjach zamieszczonych na stronach internetowych Katolickiej Agencji Informacyjnej czytamy, że na czele jej Rady Programowej stoją ks. abp Józef Życiński jako przewodniczący oraz ks. abp Tadeusz Pieronek jako wiceprzewodniczący. W skład Rady wchodzą również ks. abp Stanisław Gądecki, ks. bp Jan Tyrawa i ks. bp Marek Jędraszewski. Zarówno na czele zarządu, jak i redakcji KAI stoi Marcin Przeciszewski. Jego zastępcami są Tomasz Krolak i o. Marcin Lisak jako wiceprezesi.

Katolicka Agencja Informacyjna jest w Polsce instytucją bardzo ważną i niezastąpioną, ponieważ rzeczywiście „na polskim rynku medialnym stanowi dla dziennikarzy podstawowe źródło informacji o Kościele”. Serwisy informacyjne KAI docierają za pośrednictwem internetu do niemal wszystkich większych redakcji w Polsce. Rzecz w tym, by były one tworzone uczciwie, z zachowaniem pełnego obiektywizmu i w blasku prawdy. Tego też wypada na zakończenie życzyć wszystkim redaktorom Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Sebastian Karczewski
drukuj