Punkt przed progiem
Narodowy Bank Polski ustalił kursy walut w piątkowym, ostatnim w bieżącym
roku fixingu: wczoraj o godzinie 11.00 euro kosztowało 4,4168 zł, dolar – 3,4174
zł, frank szwajcarski – 3,6333 zł, funt brytyjski 5,2691 zł, a za 100 jenów
płacono 4,4082 złotego. – Relacja długu publicznego do produktu krajowego brutto
w 2011 r. nie przekroczy 54 proc. – powiedział dwie godziny później wiceminister
finansów Dominik Radziwiłł.
Nie obyło się bez walki. Przed "zafiksowaniem" kursów przez NBP złoty skakał
pomiędzy 4,44 a 4,40 zł za euro, co wskazywało na atak spekulacyjny, a tuż przed
godziną 11.00 interweniował Bank Gospodarstwa Krajowego, sprzedając na rynku
waluty w celu umocnienia złotego. Także dzień wcześniej pod koniec notowań
doszło do interwencji NBP, ponieważ złoty nadmiernie się osłabił, co pogłębiało
ryzyko gwałtownej dewaluacji na ostatnim fixingu.
Notowania walut podczas ostatniego fixingu NBP w danym roku są podstawą do
obliczenia poziomu zadłużenia kraju. Nasz dług publiczny wynosi – wedle
oficjalnych danych z końca października – 761,1 mld zł, w tym zadłużenie krajowe
– 529,2 mld zł, a zagraniczne – 231,9 mld zł (31 proc. długu). Rząd musi co roku
skonfrontować dług z wielkością produktu krajowego brutto, aby ustalić, czy
poziom zadłużenia kraju w relacji do PKB nie jest nadmierny. Zagraniczne
zadłużenie przelicza się na złote po kursie z ostatniego w danym roku fixingu
NBP. Im słabszy złoty wobec walut, tym większy dług. – Był to słaby atak
spekulacyjny, ale wystarczył, aby w ciągu kilku minut wywindować kursy walut o
5-6 groszy – komentuje Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Bank
Gospodarstwa Krajowego, a dzień wcześniej Narodowy Bank Polski musiały rzucić na
rynek miliardy euro, żeby o te parę groszy wzmocnić złotego. To dowodzi, że
granica kursu, przy której dług publiczny przekroczy próg 55 proc. PKB, jest
znacznie niższa niż 4,70 zł za euro. Może ona wynosić 4,50-4,45 zł za euro, bo z
dotychczasowych interwencji wynika, że bariery 4,45 zł za euro rząd i NBP boją
się jak ognia – podkreśla ekonomista. O tym, że ta bariera była blisko i w
resorcie finansów trwały gorączkowe przeliczenia, świadczy jego zdaniem fakt, że
kursy z fixingu NBP podał dopiero o godz. 11.37, chociaż zawsze robił to już o
godz. 11.00. – Atak na złotego był słaby, bo od połowy grudnia do początków
nowego roku bankierzy tradycyjnie urządzają sobie wakacje. Rynki, tj. największe
banki inwestycyjne i komercyjne, fundusze itd., są w tym czasie mało aktywne –
wyjaśnia Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek".
Konstytucja oraz ustawa o finansach publicznych wprowadzają trzy progi
ostrożnościowe. Zadłużenie kraju ponad te progi jest sygnałem alarmowym i wiąże
się z koniecznością podjęcia przez rząd oszczędności. Nasz dług dawno
przekroczył pierwszy próg ostrożnościowy – 50 proc. PKB, i oscyluje w granicach
drugiego progu – 55 proc. PKB. Według wielu ekonomistów, dawno i ten próg
przekroczył, niemniej dzięki rozmaitym zabiegom księgowym i operacjom finansowym
(wyłączenie zadłużenia Krajowego Funduszu Drogowego, wspólny rachunek w BGK dla
instytucji publicznych, który umożliwia kompensowanie wzajemnych długów, zakup
swapów walutowych, czasowy wykup bonów skarbowych itp.) minister finansów ukrywa
faktyczny poziom zadłużenia. Zapowiedź resortu finansów, iż dług w 2011 r. nie
przekroczy 54 proc. PKB, jest oparta na danych szacunkowych. Rząd nie ma jeszcze
pełnych danych o wielkości zadłużenia samorządów, które jest szacowane wstępnie
na 40 mld zł, ale może okazać się wyższe, m.in. z powodu inwestycji związanych z
mistrzostwami Euro 2012. Nie jest też jeszcze znany wzrost PKB, który może być
wyższy, niż szacowano.
– Od pierwszych dni nowego roku ataki na złotego przybiorą na sile, czemu
sprzyja nasze wysokie zadłużenie – uważa Szewczak. – Złoty może osłabić się do
4,8-5 zł za euro – ocenia.
Ostateczna relacja długu do PKB ogłoszona zostanie do końca maja 2012 roku.
Gdyby się okazało, że próg 55 proc. PKB został przekroczony, rząd musiałby
wprowadzić drastyczne oszczędności.
Małgorzata Goss
