DĄŻMY DO „WYSOKIEJ MIARY ŻYCIA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO” List Pasterski na Poniedziałek Wielkanocny – o sytuacji w szkolnictwie
Drodzy Bracia w kapłaństwie,
Szanowni Nauczyciele i Wychowawcy,
Uczniowie i uczennice!
1. O szkole warto myśleć.
Dzisiejszy dzień świąteczny od dziesięcioleci jest związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Przeważnie bywał czytany apel kolejnego rektora uczelni i zawsze są zbierane ofiary na akademickie potrzeby. Uniwersytet ten powstał bowiem jako uczelnia kościelna, przez całe dziesięciolecia zmuszana do pokonywania różnych przeszkód, zwłaszcza administracyjnych i materialnych. W ostatnich kilkunastu latach sytuacja się zmieniła na lepszą i dlatego zmniejszona została ilość składek kościelnych na ten cel. Ale dzisiejsza pozostaje.
Z wdzięcznością też wspominamy tych wszystkich, którzy dali początek tej uczelni, tuż po odzyskaniu niepodległości, zaraz po pierwszej wojnie światowej. Tej wdzięczności nie może zabraknąć względem osób pracujących w strukturach państwowych, a wnoszących swój wkład w rozwój KUL- u i w jego coraz bardziej poszerzającą się działalność. Nadal uczelnia ta potrzebuje wsparcia modlitewnego, na nią przecież przychodzą ludzie młodzi, o względnie wyraźnie zarysowanym światopoglądzie, ale mający swoje słabości. Nadal też nie zapominajmy o wsparciu materialnym.
List ten jednak powstał w związku z coraz to dziwniejszymi zawirowaniami, zwłaszcza w odniesieniu do szkół podstawowych. Dziwnie są traktowane programy szkolne, w ogóle, czas edukacji i całe zaplecze materialne. Z pewnością niepokoi także fakt, że urzędy centralne zobowiązując samorządy do zabezpieczenia materialnego szkoły bez przekazywania odpowiednich funduszy, w pewnej mierze jakby zmuszają władze lokalne do pomniejszania dotacji, do ograniczania godzin, a nawet do likwidowania szkół mniejszych. To wszystko napawa nas niepokojem, gdyż oświata, a więc wychowanie i kształcenie dzieci powinny być ostatnimi dziedzinami, na których się zaczyna oszczędzać. I z tego względu warto właśnie dzisiaj uważniej przypatrzeć się tym kwestiom i przypomnieć sobie, czym jest szkoła?
2. Czym jest szkoła?
Przed kilku minutami wsłuchiwaliśmy się z uwagą we fragment z Dziejów Apostolskich, opowiadający o tym, jak przemawiał do ludzi św. Piotr. Miało to miejsce tuż po Zesłaniu Ducha Świętego. Książę Apostołów przypomina Osobę Jezusa Chrystusa. Mówi o Jego działalności. To była jedna z pierwszych chrześcijańskich katechez, to była jedna z pierwszych lekcji religii. Przypomina Syna Bożego jako Tego, którego posłannictwo potwierdzone zostało „niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał”.
Ale to wszystko zlekceważyli słuchacze i uczestnicy spotkań Jezusem. Nie skorzystali z Chrystusowych katechez. A Syna Bożego pojmano, fałszywie oskarżono, niesłusznie skazano na śmierć i ukrzyżowano. To jednak nie koniec. Św. Piotr jako dobry pedagog odwołuje się do ludzi Starego Testamentu. Przywołuje na pamięć Dawida, który mówił o zmartwychwstaniu. Będąc wielkim prorokiem zapowiedział, że „jego Potomek zasiądzie na jego tronie” i że zmartwychwstanie, a „Jego ciało nie ulegnie rozkładowi”.
To wszystko, o czym mówił król Dawid, stało się rzeczywistością, a Piotr razem z pozostałymi apostołami może o tym poświadczyć. Takiej lekcji nie da się zapomnieć. Takie nauczanie ma wyjątkowe znaczenie. My zaś możemy podziwiać Pana Jezusa, który w ciągu trzech lat potrafił przygotować jakże wspaniałych nauczycieli, których posyła na cały świat i zawierza im nauczanie o Królestwie Bożym.
Z tego to ducha, w takim klimacie zrodziła się w chrześcijaństwie idea zakładania szkół, dostępnych dla coraz to większej liczby dzieci. Starożytność sprzed chrześcijaństwa czegoś podobnego nie znała. Kultywowała przygotowywanie do pewnych stanowisk, albo funkcji, czy też ról artystycznych – i na tym koniec.
Natomiast Kościół od początku zabiegał o to, aby nauczaniem obejmować jak najwięcej osób. Nie było to łatwe w ciągu pierwszych trzech wieków prześladowań. Jednakże już św. Klemens Rzymski pod koniec pierwszego wieku mówi, posługując się językiem greckim o „EN CRISTO PAIDEIA” (rok 96), czyli o wychowaniu w Chrystusie. Słowo „PAIDEIA” to nawiązanie do jednego z najważniejszych symboli greckiej kultury, w ramach której odkryto, że człowiek potrzebuje nie tylko przyuczenia do zawodu, ale jeśli to człowiek wolny, to potrzebuje integralnego rozwoju (ENKYLOS PAIDEIA). PAIDEIA więc to integralne wychowanie dziecka do pełni człowieczeństwa. Chrystus, zwyciężając grzech i śmierć, uczynił nas wolnymi. I dlatego otworzył przed ludźmi możliwość integralnego, czyli pełnego rozwoju.
Stąd też, już po wyciszeniu się wędrówek ludów, zaczynają powstawać pierwsze szkoły. Popiera je bardzo król Karol Wielki, a wykonawcą tego planu będzie mnich irlandzki imieniem Alkuin. Najpierw bowiem szkoły zaczęły powstawać przy klasztorach, głównie benedyktyńskich, potem przy katedrach i parafiach, aż dojdziemy do wspaniałych średniowiecznych uniwersytetów. Warto wszakże zaznaczyć, że nie były to szkoły liczebnie wielkie. Niekiedy zaczynano od dwóch, trzech osób. Konsekwentnie jednak z różnych źródeł zdobywając fundusze, rozwijano nauczanie, zabezpieczano struktury, a obiekty szkolne zaliczano do najładniejszych.
3. Programy szkolne.
Najważniejszą wszelako sprawą była troska o integralną formację, obecną w nauczaniu i wychowywaniu. Rzecz jasna, zaczynano naukę od spraw najbardziej podstawowych. A w miarę upływu czasu poszerzano zakres formacji, wydłużano lata nauki. Zawsze wszakże liczyła się troska o pełne przygotowanie do dojrzałego życia.
Było czymś oczywistym, że nie mogło brakować miejsca na praktyki religijne, które wymarzonej integralności nadawały etyczny wymiar i moralną przejrzystość. Przejdziemy jednak do bliższych nam czasów. Mamy rok 1785. Zacznijmy od elementarza, on zawsze jest na początku szkolnej drogi. Autorzy kalendarza z tegoż 1785 r. pomieścili w nim to, co uważali za najistotniejsze. Przykładowo przypatrzmy się czterem pierwszym lekcjom. Na dwóch pierwszych lekcjach omawiano znaczenie słów: „oyciec, matka, siostra; kolejna – fara, xiądz, Bóg; następna – król, pan, sługa. W efekcie, w czterech lekcjach, z pomocą 12 słów, elementarz przedstawia strukturę rodziny, Kościoła i państwa” (Adrian Markowski, Historia elementarza w pigułce (Elementarz dla szkół parafijalnych narodowych, Kraków, 1785), w: Życie, 27. VIII. 1997, str. 1).
A to wszystko znajdowało oparcie w motywacjach religijnych, gdyż rozsądna znajomość Pisma Świętego była czymś oczywistym. Zaś zwyczajne praktyki religijne umacniały wolę i dzięki temu kształtowały odpowiednie postawy i zachowania. Ks. Stanisław Konarski, jeden z najwybitniejszych wychowawców, jakich spotykamy w naszej historii nauczał jasno: „Czy uważacie, moi słuchacze, że można dać inny, lepszy czy prawdziwszy obraz uczciwego człowieka niż człowieka religijnego i sprawiedliwego? W ten sposób inne cele wychowawcze łatwo są osiągalne, po cierpliwym zaszczepieniu w duszach młodzieńców miłości religii i sprawiedliwości. Czy może pragniecie, aby im stale wpajano obowiązki względem rodziców, królów, przodków, krewnych, przyjaciół, bliźnich, sług, poddanych ich panowaniu i władzy? Stale to czynimy. Czy może chcielibyście, aby im mocno zalecać ścisłą skrupulatność w opłacaniu sług, mistrzów i rzemieślników, kupców, w szybkim i dokładnym regulowaniu wszelkich długów? I to również poleca się im usilnie. Czy może uważacie za rzecz konieczną uczyć ich świętego dochowania wiary i prawdy we wszelkiego rodzaju obietnicach, zobowiązaniach prywatnych, we wszelkich układach i ugodach sądowych? Troskliwie ich tego uczymy. A może życzycie sobie, aby ich nakłaniać już od lat najmłodszych do szczerości i stałości w przyjaźni, do doboru przyzwoitych przyjaciół? Czynimy to w pierwszym rzędzie.” (Ks. S. Konarski, Pisma wybrane, t. 2. Warszawa 1955, str. 119).
Wspaniałym był mistrzem reformator szkolnictwa Rzeczypospolitej w XVIII wieku. Jego wizja nauczania, jego podejście do tematów ma w sobie coś, co łączy mądrość z miłością. A dzięki temu młody człowiek mógł wzrastać coraz bardziej w dojrzałości osobowej. Stawać się coraz to wyrazistszym człowiekiem.
4. Klimat szkoły.
Zastanawiając się nad nauczaniem i wychowywaniem kolejnych pokoleń wypada też parę słów poświecić temu, co mówi o duchu szkoły, o jej specyficznym klimacie, który we współczesnych reformach bywa zupełnie zapominany.
Od paru dziesiątków lat przeżywamy permanentne reformy szkolnictwa. Te, niestety, niekiedy jedynie rzekome reformy, mają tyczyć struktur szkolnych, metod nauczania i wychowywania, korzystania z techniki i wielu innych spraw. Z pewnością zauważyliście, że mówiąc o reformach, da się zauważyć odcień niepokoju. I trzeba to jeszcze dodatkowo podkreślić. Ten niepokój wypływa właśnie z tej nadmiernej ich częstotliwości. Już sam ten fakt wskazuje na bezzasadność wielu ostatnich reform, które nie przyniosły żadnej poprawy, a wprost przeciwnie osłabiły oddziaływanie szkoły.
Warto więc w tym miejscu przytoczyć opinię bł. Jana Pawła II na temat szkolnego klimatu. Papież mówił: „Potrzeba szczególnej wrażliwości ze strony wszystkich, którzy pracują w szkole, aby stworzyć w niej klimat przyjaznego i otwartego dialogu. We wszystkich szkołach niech panuje duch koleżeństwa i wzajemnego szacunku, co było i jest charakterystyczne dla polskiej szkoły. Szkoła winna stać się kuźnią cnót społecznych tak bardzo potrzebnych dla naszego narodu. Trzeba, aby ten klimat przyczynił się do tego, by dzieci i młodzież mogły otwarcie przyznawać się do swoich przekonań religijnych i zgodnie z nimi postępować. Starajmy się rozwijać i pogłębiać w sercach dzieci i młodzieży uczucia patriotyczne i więź z Ojczyzną. Wyczulać na dobro wspólne narodu i uczyć ich odpowiedzialności za przyszłość.” (Łowicz, 14. VI. 1999).
Kilka dni temu przeżywaliśmy rocznicę odejścia z tego świata do domu Ojca właśnie Autora powyższych słów. Wypadało je przytoczyć, zwłaszcza że nawet nasza telewizja publiczna informowała, że ponad 80% dorosłych uważa, iż spuścizna bł. Jana Pawła ciągle ma znaczenie, ale tego samego zdania jest ponad 90% młodych ludzi. A to winno w nas umacniać zapał wychowawczy, skoro możemy współpracować z pokoleniem, które tak wysoko ceni zmarłego przed siedmiu laty Papieża.
5. Szkoła i współczesność.
My wszakże nie możemy zapominać, że nasze szkolnictwo znajduje się w bardzo złożonej kondycji. Stale dające o sobie znać reformy instytucjonalne i programowe wnoszą poważne spustoszenie w tej szerokiej płaszczyźnie życia, jaką jest sfera szkolnego nauczania i wychowywania. Zanim jakiś program zacznie być rozumiany i w miarę zaakceptowany zwłaszcza przez nauczycieli, już pojawia się reforma. Trudno też usprawiedliwić ciągle zmieniające się podręczniki, oczywiście, poza sytuacjami, kiedy dają o sobie znać nowe jakieś odkrycia czy wynalazki.
Z perspektywy polskiego szkolnictwa patrząc na Polskę, z bólem należy podkreślić tragiczną sytuację polskich wsi w tym względzie. To prawda, dzięki współczesnej technice można łatwiej docierać do większych grup uczennic i uczniów. Ale przecież nie o to chodzi. Gdyby to była najważniejsze, to całość nauczania można byłoby przenieść i usadowić przed ekranami telewizyjnymi. Potrzebny jest jednak ludzki kontakt. Relacje nauczyciel – dziecko, dziecko – nauczyciel, dziecko lub młody człowiek i obok dziecko i inny młody człowiek; te właśnie relacje są istotne dla rozwoju osobowego.
Wydaje się, że zbyt łatwo rezygnujemy z małych szkół. Monizm w tej sprawie, czyli nastawienie jedynie na wielkie zespoły szkolne nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Technika w tym względzie ułatwia wiele. Ale technika okrada dzieci i młodzież z ludzkich odniesień. Uczennice i uczniowie będą mogli świetnie posługiwać się coraz to doskonalszą techniką, ale będzie im brakowało zwyczajnego widoku człowieka – nauczyciela, który się trudzi w docieraniu do prawdy, w docieraniu do każdego wychowanka oddzielnie.
Małe szkoły gwarantują głębsze relacje międzyosobowe. Mają wpływ na pełniejszy rozwój uczuciowy i na większą wrażliwość w spojrzeniu na innych, w ich rozumieniu i dostrzeganiu kogoś innego obok siebie.
Natomiast reformy instytucjonalne podejmowane obecnie kierują się najczęściej względami ekonomicznymi. Nic bardziej fałszywego. Wieki minione nie żałowały wnoszenia nakładów finansowych na małe szkółki; zaczynano, zresztą, od niewielkich zespołów. Ale to właśnie owocowało. Oszczędzanie na szkołach po to, aby budować drogi, stadiony, czy też wprowadzać wiele innych udogodnień, jest poważnym błędem w spojrzeniu na dzisiaj i na jutro. Najważniejsze jest bowiem to, kto będzie korzystał z tych dróg i udogodnień. Kim on będzie jako człowiek. Chociaż o drogach zapominać nie można.
Niepokoi też fakt przerzucania z urzędu na urząd odpowiedzialności za funkcjonowanie szkolnictwa. Rzecz dotyczy odpowiedzialności finansowej. To może zachęcać niektóre samorządy do oszczędzania na szkołach, byłoby to coś strasznego. Stanowiłoby to podeptanie najpiękniejszych tradycji polskich. To dzięki ich funkcjonowaniu w świadomości naszych rodaków, nawet w czasach rozbiorów, najbardziej okrutnych prześladowań, Polacy nie żałowali pieniędzy na organizowanie tajnego nauczania choćby dla kilku uczniów.
6. Paschalna nadzieja.
O tych sprawach, tak ważnych dla nas mamy okazję zastanawiać się w Święto Wielkanocne, kiedy Chrystus Zmartwychwstały jawi się na licznych spotkaniach i bywa przyjmowany jako Nauczyciel. Tak jest i w dzisiejszej Ewangelii. Pan Jezus wychodzi naprzeciw szlachetnym niewiastom, nauczając, gdy mówi: „Witajcie… Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”. Taką Galileą dla nas jest nasza Ojczyzna, podobnie jak i Podlasie. Ale taką Galileą jest też każdy nasz umysł i każde nasze serce. Kształtujmy je tak, abyśmy mogli postrzegać obecność Chrystusa w świecie i w naszym życiu. Aby mogły Go dostrzegać kolejne pokolenia. Niech to zadanie i to posłannictwo przepaja nasze szkolnictwo. A wtedy nie będziemy lękali się ludzi. Będziemy tęsknili za nimi. A każda szkoła jeszcze mocniej zapadnie w naszej pamięci, tuż obok świątyni, tuż obok rodzinnego domu. Niech nam w tych planach i programach błogosławi Chrystus Zmartwychwstały. Amen.
+. Antoni Dydycz
Biskup Drohiczyński
