Polska refleksja wielkopiątkowa

Ksiądz profesor Czesław S. Bartnik

Jest jakieś tragiczne prawo historii, że ludzie, którzy otrzymują wielką władzę, często stają się nieludzcy, a w swoich oczach ponadludzcy. Często najwyższą władzę zdobywają wilki społeczne i ludzie bez serca, a nierzadko bywa, że wynoszą się ponad Boga lub przynajmniej ponad Kościół. Dzisiaj zbyt często władze liczą się tylko z nielicznymi ugrupowaniami partyjnymi i politycznymi, a nie liczą się dostatecznie – poza czasem wyborów – z całością społeczeństwa, z ludem.

Obecnie utrwalił się przestępczy zwyczaj, że władze nie liczą się w swych rządach z ludźmi wierzącymi w Boga. Toteż społeczeństwo katolickie jest często w gorszej sytuacji niż grupy ateistyczne, masońskie i awanturnicze. Jak jest w Polsce?

Ciąg uzurpacji władzy u nas

Polska z ogromnym trudem wydobywa się z grobu, w który wtrącili ją Niemcy i bolszewicy, a także nierozumni słudzy tych drugich. Wprawdzie każde społeczeństwo mniej czy więcej ugnie się pod naporem potężnego najeźdźcy, krwawego i bezwzględnego, ratuje swoje życie, ale nie można usprawiedliwić tych, którzy uwierzyli umysłem i sercem w nieludzką naukę marksistowską, odrzucając naukę ewangeliczną.

„Solidarność” stała się wyraźnym prognostykiem, że zmartwychwstajemy. Powstawaliśmy z klęczek i podnosiliśmy głowy. W Narodzie budził się duch wolności i wzajemnej życzliwości. I zdawało się nam, że już została odsunięta nasza płyta grobowa, jaką założyli nam bolszewicy. I w tej euforii nie zauważyliśmy, że oto ukradkiem zakładają nam jakieś nowe czapy obcej władzy. Właśnie po roku 1980 komunizm sowiecki, a za nim i polski, postanowiły się powoli przeformować. Zaczęto więc przekształcać utopijny komunizm w neoliberalizm. W ślad za tym w porozumieniu z Sowietami komuniści polscy (czerwoni) i grupy komunistów „reformowanych” (różowi) zaczęli przekształcanie kraju od zakładania firm kapitalistycznych i od „prywatyzacji”, tzn. od grabienia mienia narodowego i państwowego przez nomenklaturę, różnych działaczy społecznych i politycznych oraz przez zwykłych złodziei. I tak nową płytę nagrobną nałożyli nam postkomuniści grabieżcy. Żebyśmy się nie zorientowali, „sprywatyzowano” media, czyli poddano je ludziom przeciwnym wyzwoleniu Polaków jako ogółu społeczeństwa. Zresztą media te są narzędziem obcej władzy nad nami do dziś.

Ale media nie wystarczały, choć ogłupiły faktycznie ogół naiwnych katolików. Na początku roku 1990 uchwalono w tajemnicy przed szerszym społeczeństwem pakiet ustaw społecznych, administracyjnych i gospodarczych, które dalej pozbawiały praw społeczność katolicką i jednocześnie przygotowywały grunt pod naszą oraz zachodnią ideologię antykościelną, antychrześcijańską, ateistyczną, choć w sformułowaniach było to dobrze kamuflowane. Pojawiły się za nimi nieznane dotąd grupy profesorów i działaczy z gruntu liberalistycznych. Ustawy Sejmu kontraktowego pozwoliły na całkiem jawne grabienie majątku państwowego i narodowego, rzekomo niczyjego, na zawłaszczanie sektora bankowego, powstawanie pozorowanych firm „polonijnych” i pasożytniczych instytucji finansowych i spekulacyjnych. I tak następowała likwidacja podstawowych gałęzi gospodarki narodowej, przemysłu stoczniowego, maszynowego, węglowego, hutniczego, zbrojeniowego, samochodowego, lotniczego, przetwórczego i innych. Toteż szybko zaczęły tracić pracę miliony ludzi.

Przy tym rząd Mazowieckiego i Balcerowicza podniósł w 1990 roku odsetki od pożyczek w bankach o 300 proc., co doprowadziło do upadku wielu zakładów państwowych biorących kredyty i ograbiło miliony ludzi prywatnych. Jednym z mądrzejszych Polaków był wtedy np. Andrzej Lepper, który nie chciał się poddać temu zdzierstwu, czego jednak wrogowie wsi do dziś nie mogą mu wybaczyć i uważają, że popełnił przestępstwo. Trzeba też pamiętać, że zachowano prawo, iż Ziemie Odzyskane są własnością państwa, a ludzie prywatni są tam jedynie dzierżawcami. Ustawę o uwłaszczeniu tych ludzi zablokuje cyniczny Aleksander Kwaśniewski. Chodziło niewątpliwie o to, żeby ewentualnie majątki te potraktować jako przetarg polityczny z Niemcami lub przynajmniej żeby je sprzedać nomenklaturze i kolonizatorom zachodnim. I tak znaleźliśmy się pod obcą władzą ekonomiczną.

Władzę ekonomiczną w Polsce przejęło lobby żydowskie. Patronowali tym procesom głównie George Soros, Jeffrey Sachs oraz Leszek Balcerowicz i wielu innych. Chodziło zapewne o ponowne zrealizowanie czegoś takiego, jak Judeopolonia. Wsparło ich mocno współpracujące z ośrodkami kosmopolitycznymi ugrupowanie ROAD przekształcone w partię polityczną Unia Demokratyczna, a wreszcie w Unię Wolności, a dziś w Lewicę i Demokratów. Zdobyli wiele naczelnych stanowisk państwowych, społecznych i gospodarczych. A z czasem uzyskali wielki wpływ na polską politykę kościelną i na nominacje biskupie. Na przykład Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest do dziś pod ich dominacją. Oni też utworzyli Katolicką Agencję Informacyjną. Polacy dopiero po dłuższym czasie przejrzeli na oczy (A. Nowak, A. de Latour, D. Kosiur).

Niektóre afery gospodarcze nie zostały odkryte do dziś, ale niektóre ujawniły się częściowo już wcześniej: afera FOZZ, rublowa, alkoholowa, węglowa, Art-B, spółki nomenklaturowe, afera Rywina, afera paliwowa PKN Orlen, afery bankowe, np. prywatyzacja Banku Śląskiego, sprzedanego za bezcen holenderskiemu Żydowi, i nawet premier Waldemar Pawlak nie zdołał temu przeszkodzić. Jednocześnie potworzyły się gangi, mafie, bandy kradnące tysiącami samochody i napadające na tiry, na banki, i wszelcy rozbójnicy. W ten sposób znaleźliśmy się pod władzą przestępców, rozbójników, mafii i złodziei. Rozprzężenie to było bezpośrednio spowodowane stanem przejściowym między ustrojem komunistycznym a liberalnym, ale pośrednio – w głębi rzeczy – ateizmem i amoralizmem publicznym epoki minionej. Mimo to nasze czynniki społeczne i państwowe początkowo otwarły się na religię i Kościół, ale szybko zaczęły je podkopywać i otwarcie zwalczać. Szedł jeszcze bardziej finezyjny ateizm zachodni, który też zapowiadał nowe czasy i nowy rodzaj władzy nad Polską. Przez Polskę, jak i przez Europę przechodzi szeroki i potężny nurt demonicznej nienawiści do Boga, do sacrum i do etyki ogólnoludzkiej. Nienawiść taką hodują i rozniecają szczególnie niektóre ośrodki i ugrupowania, do gruntu zdegenerowane intelektualnie i moralnie.

Pewne grupy polityków narodowych, zainspirowane nadzieją wolności całego społeczeństwa i posiadania swojego państwa polskiego, długo rzeczywistego stanu rzeczy nie rozumiały, tak jak i cały bierny ogół. Nie wiedziały nawet, że partie narodowe, chrześcijańskie i wolnościowe zostały przy Okrągłym Stole z góry wykluczone. Siłą rzeczy pewne partie się przebiły, jak ZChN, Porozumienie Centrum i inne, ale zostały spenetrowane przez agentów postkomunistycznych, pozbawione środków finansowych i wreszcie manipulacyjnie rozbite. Instytucje sprawiedliwości, jak sądy, prokuratury, NIK były często znieprawione, a jeśli ktoś chciał być obiektywny, jak prezes NIK Walerian Pańko, to ginął. Podobnie chyba było też z Filipem Adwentem i innymi. Został zabity szef policji Marek Papała, a sprawców nie odkryto. Zresztą do dziś nie odebrano ani złotówki żadnemu wielkiemu złodziejowi majątku narodowego. Wybory do parlamentu bywały w znacznej mierze manipulowane. Dobre ustawy były realizowane z wielkim trudem. Wszędzie szerzyła się bezkarna korupcja. Jednocześnie, żeby nie obudził się zdrowy duch polski, zaczęto nas atakować brutalnie zarzutami antysemityzmu, ksenofobii i nacjonalizmu. Chodziło o to, żebyśmy nie buntowali się przeciwko dominacji elementów niepolskich. Już w pierwszej Komisji Finansów Sejmu jedno z ważnych posiedzeń zakonkludowano: „Ale daliśmy gojom popalić”.

Jeśli chodzi o Kościół, to Jan Paweł II był słabo informowany o sytuacji w kraju, a przede wszystkim był ogromnie wychwalany przez wrogów Kościoła, żeby Go przeciwstawić krytykowanemu w Polsce Kościołowi. Prawdziwe intencje tych fałszywych czcicieli Papieża ujawniły się szybko po Jego śmierci. Uwidoczniło się to we wzmożonej fali napływu sekularyzmu, masonerii, amoralizmu, nihilizmu i negowania wyższych wartości. Do zarzucania duchownym pedofilii doszła jeszcze bezprawna ich lustracja, która Kościoła prawnie nie obejmowała. Sugerowano wręcz tezę, że duchowieństwo zdradziło Kościół ewangeliczny, nie było prześladowane przez komunizm, a tylko za pieniądze współpracowało i ponosi wielką odpowiedzialność za korumpowanie społeczeństwa. Okazało się, że duchowieństwo nie może się bronić, bo nie ma żadnych praw publicznych. Media, choćby bandyckie, są bezkarne, a państwo, także za koalicji PiS, Samoobrony i LPR, okazuje bierność prawną, a nawet radość, że Kościół, zwłaszcza duchowni, są poniewierani. Jest to jeszcze pewien atawizm po komunistycznej nienawiści do Kościoła. I tak społeczeństwo katolickie znowu znalazło się pod jakąś dziwną władzą (A. Nowak, A. de Latour, Anna T. Pietraszek, J.R. Nowak, D. Kosiur). Być może, że panowie Kaczyńscy i PiS uginają się coraz bardziej pod zarzutami, iż są klerykalni i nacjonalistyczni. Ale to drapieżców zachodnich nie zadowoli, poprzestaną dopiero wtedy, kiedy całej Polski jako takiej nie będzie, bo nimi kieruje demoniczna nienawiść do wyższych wartości ludzkich.

W każdym razie wszystkie osobistości przed rokiem 1989, jak i po nim, odpowiedzialne za stan dżungli polskiej, powinny być osądzone. Tymczasem każda władza późniejsza kryje władzę poprzednią. Czy to ma być taka solidarność władców?

Czyżby znowu katolików oszukano?

Wybory PiS i sukces koalicjantów o normalnym profilu polskim, bez degeneracji marksistowskich i liberalistycznych, natchnęły nas nadzieją, że będziemy mieli własny rząd i że jest to cud Jana Pawła II. Ale oto katolicy polscy zaczynają znowu przeżywać jakieś rozczarowanie. Najpierw tknęło nas, że PiS nie oczyszcza zakłamanych, antypolskich i antychrześcijańskich mediów, mimo że one nie bardzo się nawet kamuflują. A media są kluczem do całej sytuacji kraju. Czyż byśmy już musieli być pod wrogą nam władzą mediów? Tutaj przypomniało się nam także, że Lech Kaczyński jako minister sprawiedliwości przerwał ekshumację w Jedwabnem, która mogła nas obronić przed kalumniami Jana Grossa. Dużym wstrząsem był udział władz wraz z przedstawicielami Unii Wolności w nielegalnym obaleniu ks. abp. Stanisława Wielgusa, niewątpliwie dlatego że był antyliberałem i przeciwnikiem oddania Polski w niewolę UE. Ani państwo, ani media nie mogą obsadzać stolic biskupich. Zabolało nas bardzo, że premier skarcił publicznie wicepremiera Romana Giertycha za to, iż na forum europejskim opowiedział się za wartościami ogólnoludzkimi, a mianowicie przeciwko aborcji i homoseksualizmowi. Podobnych zgrzytów zaczyna pojawiać się coraz więcej.

Aż wreszcie przyszła sprawa skorzystania z normalnej większości w Sejmie, by dopełnić art. 38 Konstytucji o ochronie życia słowami „od momentu poczęcia do naturalnej śmierci”. Prezydent, premier i cały PiS w czasie wyborów opowiadali się za pełną ochroną życia, więc katolicy sądzili, że nie będzie problemu z dopełnieniem Konstytucji i w konsekwencji może ulec likwidacji lub zawężeniu ustawa, która dopuszcza trzy wyjątki.

Kiedy mówili oni o ustawie w jej dotychczasowym brzmieniu, to na początku myśleliśmy, że mówią tylko o dopuszczalności prawnej owych przypadków zabijania dziecka, czyli o niekaraniu prawnym za ten czyn. Tymczasem z dalszych wypowiedzi wynikło, że mają oni na myśli także dopuszczalność moralną, czyli aborcji w tych przypadkach nie uważają za zło moralne. Premier powiada, że 13-latka nie może urodzić, że ciężko chory nie może cierpieć, a nawet, że jakoby Jan Paweł II dokonał na sobie eutanazji, bo odmówił na koniec hospitalizacji słowami: „Pozwólcie mi odejść” (J.M. Jackowski).

I tak do zezwolenia prawnego i moralnego na aborcję zdaje się już dochodzić zezwolenie i na eutanazję. Tymczasem co do Papieża, to teologia moralna od dawna pozwala przerwać bardzo uporczywą i beznadziejną terapię sztuczną, ale to nie jest eutanazja. Obawiamy się tu masońskich i ateistycznych wpływów na Polskę. Myślę, że urząd prezydenta i urząd premiera powinny mieć jakiegoś rzeczoznawcę teologicznego lub kanonicznego, są bowiem głoszone błędy. Sam kapelan prezydenta nie wystarczy, bo nie zna on teologii. Nie twierdzę, że nasze władze muszą mieć poglądy katolickie, ale błędy nie mogą być uważane za naukę Kościoła. Boimy się, że właśnie i eutanazja może się okazać dozwolona moralnie. Parę lat temu wyprodukowano taką kartę pocztową: „Kochana Mamusiu! Niech Mamusia na razie siedzi na tej Białorusi, bo tu cały czas szaleje eutanazja, zwłaszcza że ubezpieczalnia już się o Mamusię pytała”. Premier nie może być premierem samych ateistów, a raczej przestępców, bo i aborcja, i eutanazja to nie są sprawy tylko religijne, lecz także godzące w naturalną i „świecką” godność człowieka. Ludzie, którzy te rzeczy uprawiają, są albo chorzy, albo opętani.

Niektórzy w PiS powołują się na to, że i czterech naszych arcybiskupów opowiada się za zachowaniem ustawy o życiu i niedodawaniem niczego do art. 38. Jest to znowu brak wiedzy u tych ludzi. Owi arcybiskupi nie uczą o dozwoloności moralnej aborcji, lecz tylko o ewentualnej niekaralności prawnej za nią, żeby nie narazić się na zamieszanie społeczne, gdyż nawet nawiązujące do katolicyzmu PiS ma tutaj poplątane poglądy. Obawiamy się, że i ci ludzie, którzy niweczą podstawowe przesłanie Jana Pawła II co do ochrony życia, pojadą pierwsi na Jego beatyfikację. Żeby ich nie spotkała kara Boża. Żądzy zabijania nie może zrozumieć nawet szlachetny ateista. Jest czyste diabelstwo w kobiecie, która z zimną krwią i bez żalu zabija swoje dziecko i jeszcze chce tysięcy euro „odszkodowania”. Przypomina się tu znamienny tekst Pisma Świętego: „Małe jest wszelkie zło wobec przewrotności kobiety” (Syr 25, 19). I podobnie ze zgrozą i z obrzydzeniem patrzymy na te wszystkie ugrupowania, które są za moralną dozwolonością zabijania dzieci poczętych i ludzi ciężko chorych.

Aborcja i eutanazja są tak potwornym złem, choć rozprzestrzenionym, że Kościół wcześniej czy później będzie musiał odmówić sakramentów świętych sprawcom tych zbrodni. Pobłażliwość czy milczenie w tych sprawach prowadzi do zabicia sumień. Niech oprawcy nie robią Kościołowi łaski, że należą do niego. Jeśli ktoś bardzo potem pokutuje, może być dopuszczony do sakramentów, ale kto szerzy nauki o dozwoloności moralnej tych zbrodni, nie może korzystać z łask Bożych w Kościele, o ile tych nauk nie odwoła. Kościół Chrystusowy bowiem to nie wieża Babel ani panteon wielobóstwa, ani śmietnik przy autostradzie życia. I biskupi godni swego urzędu powinni się zachowywać wobec władz tak, jak kiedyś św. Ambroży z Mediolanu (zm. 397), najpierw senator rzymski. Kiedy potężny cesarz rzymski Teodozjusz I w roku 390 w Tesalonikach kazał zgładzić wielu ludzi, to św. Ambroży wyklął go publicznie i zażądał publicznej pokuty. I cesarz, który miał charakter, ugiął się i pokutował. Tak i dziś biskupi katoliccy na całym świecie powinni publicznie wzywać zabójców dzieci i chorych do publicznej pokuty, pod karą pozbawienia sakramentów i pogrzebu kościelnego. W przeciwnym razie ogół katolików może sądzić, że Kościół Chrystusowy zabójstwa te usprawiedliwia. Nie należy słuchać ataków ludzi, którzy są opętani demonem zabijania.

I niektóre inne żale

Niepokoi nas bardzo niski poziom wielu parlamentarzystów, także PiS. Chyba „władza poszła im w smak”.

O ileż bardziej godne i odpowiedzialne okazują się partie koalicyjne, Samoobrona i LPR. Natomiast PiS, na które tak liczyliśmy – i liczymy nadal mimo wszystko – w sprawach aborcji i eutanazji gromadzi wielu ludzi, którzy mają pomieszanie z poplątaniem. A co obiecywali? Weźmy też pod uwagę i inny fakt, mniej ważny, ale jakże obrazujący poziom umysłowy. Oto 25 posłów z PiS zgłosiło projekt ustawy o zakazie pornografii, zwłaszcza dziecięcej, ale po paru dniach 13 wycofało swoje podpisy. Dlaczego? Ponieważ – jak powiedział jeden z nich – zmniejszą się dochody. To dobre!

Premierowi z kolei władza tak „poszła w smak”, że w polemice z biskupem Tadeuszem Pieronkiem wygłosił tezę, iż nowa ustawa lustracyjna obejmuje także wszystkich księży na parafiach i w zakonach, redagujących gazetki, nawet chyba i ścienne. Dlaczego? „Bo księża są obywatelami”. Nie widzi się konkordatowej autonomii Kościoła. A więc już od jutra premier może obsadzać biskupstwa, parafie, opactwa, wikariaty, seminaria duchowne, klasztory, bo tam są „obywatele”, a więc podlegają rządowi. Zapewne też zechce teraz obsadzić i Radio Maryja po lustracji. Coś w tym duchu powiedział ustępujący ksiądz Prymas, który zaproponował, by dyrektorem Radia Maryja była osoba świecka. Mam pomysł, dyrektorem mógłby zostać pan Tomasz Terlikowski albo pan Jerzy Urban, tylko że ten drugi to „chłop” inteligentny i mógłby wstąpić do redemptorystów. Jednak wtedy ksiądz Prymas musiałby wziąć Radio na swoje utrzymanie, bo ludzie nie składaliby ofiar.

Wielu z nas niepokoi nieetyczne prowadzenie wojny z Irakiem, Afganistanem, a tylko czekać, jak i z Iranem, z którym utrzymywaliśmy doskonałe stosunki dyplomatyczne od XV wieku. Co gorsza, ten udział w wojnach służy Izraelowi, a nie Polsce. Oszustwem jest, że tarcza antyrakietowa ma nas chronić przed Iranem, kiedy każdy wie, że ma nas chronić przed Rosją i Azją.

Boli nas bardzo niski poziom naszych parlamentarzystów, a zwłaszcza kiedy patrzymy na awanturnicze i nieracjonalne zachowanie się opozycji, choćby w sprawach o wielką korupcję posła. Przypomina mi się, mówiąc krótko, studencka facecja z czasów Gomułki: „Dlaczego nasz Sejm jest okrągły? A widziałeś kiedyś cyrk prostokątny?”. Po co są w ogóle wybory do parlamentu? Państwem powinna rządzić grupa wybitnych umysłów i specjalistów.

Trzeba się mieć na baczności, bo wrogowie polskości i prawowiernego katolicyzmu zwierają siły i rozwijają już nieopanowaną nienawiść. Ostatnio SLD, PO, LiD i inne partie, w tym Aleksander Kwaśniewski, Tadeusz Mazowiecki, Donald Tusk itd., wołają, żeby „ratować Konstytucję oraz III Rzeczpospolitą”. Tymczasem nie o Konstytucję tu chodzi, lecz by oddać im znowu władzę nad całą Polską, którą by ponownie mogli gnoić. Zbiera się na wielki, decydujący bój, a władze zajmują się fatałaszkami, np. czy ktoś nie donosił na kolegę, że ma krzywy nos, lub czy ktoś nie dał kwiatów lekarzowi, który go operował.

Dyplomacja musi umieć rozwiązywać sprzeczności. To prawda. Ale u nas jest za dużo ruchów wahadłowych między zachodnim liberalizmem a rzeczywistością polską, między idiotycznymi modami zachodnimi a prawdziwymi potrzebami i problemami krajowymi. W rezultacie np. nie wiemy, czy wylądujemy w uścisku Niemiec, czy jako obsługujący tarczę amerykańską, czy w dziedzinie prawa i wychowania przyjmujemy nierozumną „bezstresowość”, czy realistyczną wizję człowieka itd. I to zgrzyta niemal w każdej dziedzinie naszego życia. Podobnie nie można odradzać życia społecznego przez ataki lub zezwolenie na nieudokumentowane ataki na wszystkie po kolei społeczności, bo to przynosi skutki raczej przeciwne. Trzeba tu większej subtelności, jak mówi stare przysłowie łacińskie: „Suaviter in modo, fortiter in re” – „Łagodnie co do sposobu, a mocno co do samej rzeczy”.

Nie rozumiemy, dlaczego tuż po brutalnej nagonce na duchowieństwo rozwija się coraz szerzej nagonka na świat lekarski. Podli ludzie zaczynają wykorzystywać jakieś błędy w prawie i w praktyce służby zdrowia. Nagle ożyła obsesja na punkcie nie tylko łapówek przyjmowanych przez lekarzy, ale i atakowanie ich rzekomej niekompetencji zawodowej lub błędów. Jeśli lekarz nie chce zrobić operacji bez łapówki, to jest przestępstwo. Ale zdarzają się często zwykli szantażyści i ludzie „szurnięci”, jakich jest w dzisiejszej cywilizacji coraz więcej. Zdarzają się idioci, którzy uważają, że danie kwiatów lekarzowi po udanej operacji to łapówka, a cóż dopiero mówić o koniaku. Nawet gdy zdarzają się inne podarunki, to nie można zakuwać lekarza publicznie w kajdanki, bo to jest również przestępstwo władzy wobec społeczeństwa. Lekarze przestają robić operacje lub w ogóle leczyć. Coraz więcej ich ucieka za granicę. Szpitale pustoszeją. Coraz więcej ludzi nieleczonych umiera. Jak tak może być? Czy władze nie wiedzą, co to jest szantaż dla zysku, nieraz ogromnego? Szkoda, że nie pytają o doświadczenie nas, księży, którzy bywamy często bez winy szantażowani przez jakąś idiotkę. Wystarczy, że się ksiądz do niej uśmiechnął lub przy „Pan z wami” popatrzył w jej stronę, i już „molestuje”. Za dużo jest wśród decydentów ludzi młodych, bez doświadczenia, a przekonanych, że są wszystkowiedzący. Nasze społeczeństwo, rujnowane przez amoralny komunizm i teraz przez nihilistyczny liberalizm, robi się coraz bardziej zwilczałe i pieniackie. Wystarczy popatrzeć na SLD i na PO. Sama nienawiść oraz żądza władzy i pieniędzy. A w Europejskim Trybunale Praw Człowieka leży już prawie 2 tysiące spraw z powództwa Polaków w sumie na 6 miliardów złotych, które zapłaci Pol-ska. Liberalizm odbiera zmysł moralny. Ja myślę, że np. taki pan Jan Kulczyk, gdyby był hospitalizowany – daj mu, Boże, sto lat zdrowia! – to powinien dać 100 tys. zł na szpital i na personel.

Ponadto władze państwowe nie mogą wystawiać całego naszego życia prywatnego i publicznego na żer dziennikarzy, którzy zarobkują na ludzkim nieszczęściu i na sensacjach bez dowodu, we wszystkim wydają wyroki, nieodwołalne i nieomylne. Tak nie może być. Robi się dżungla. Tak dłużej nie można żyć w Polsce. Robi się jeden wspólny łagier, gdzie dziennikarze, często nieobiektywni, są strażnikami i dozorcami. Praktyka rządów dziennikarskich przyszła do nas z niskiej subkultury amerykańskiej. Naszą tradycją są rozwaga, mądrość, życzliwość i prawda. W najgorszej sytuacji są u nas katolicy, bo poza Medium Toruńskim, mocno zwalczanym przez różne męty, nie mamy mediów ogólnopolskich i mocnych. My nie pozwolilibyśmy na stwarzanie atmosfery szczucia, zastraszania, mordowania medialnego, szerzenia nienawiści i niszczenia duchowego Polski. Rzeczywiście, może być coś z prawdy w tym, że inżynierowie nowej Europy chcą sprowadzić liczebność Polaków tylko do 16 milionów. Chyba i służba zdrowia idzie po tej linii. W każdym razie musi przyjść silna, porządkująca ingerencja władzy, gdyż dziś cała sytuacja niezadowolenia idzie na konto panów Kaczyńskich oraz PiS, no i częściowo na całą koalicję. A my postawiliśmy na ten rząd i na tę koalicję jako wyjątkową szansę dla Polski.

Wydaje się, że władze na wszystkich szczeblach nie mają kadr. Dzieje się tak zwłaszcza na szczeblu centralnym. Wszyscy wszystkiego się dopiero uczą. W niektórych sprawach nie są wykorzystywani wybitni uczeni, profesorowie i eksperci katoliccy (zdanie T. Gerstenkorna, A. de Latoura, J.R. Nowaka). Bierze się często ludzi przypadkowych lub tylko znajomych. Wprawdzie typowi profesorowie bywają nieżyciowi, wąskoaspektowi, szkoda im czasu na praktykę, ale ogólnie są mądrzy, etyczni i logiczni. Nie można zaś patrzeć na tak wielu nieudaczników lub oszołomów występujących w telewizji. Telewizja lubi takich brać, bo oni normalnego człowieka drażnią i jest atrakcja. Biorą takich dyżurnych, co to na wszystkim się znają i wszystko wiedzą nieomylnie. I tacy wywodzą się zwykle z tradycji marksistowskich, a dziś liberalnych. Obawiam się, że i ośrodek prezydencki, i rządowy nie nawiązują kontaktów z uczonymi katolickimi, naprawdę biegłymi w naukach społecznych, prawnych, politycznych i gospodarczych. Nasza władza boi się ataków rodzimych oszołomów antyreligijnych i wstydzi się tego przed „demokracją” zachodnią, czyli przed propagandą zachodnią.

Zorientowałem się w tej chwili, że na Wielkanoc nie mówiłem o rzeczach pozytywnych. Ale miało to być rozmyślanie wielkopiątkowe – o grzechach i ich odkupieniu. Zresztą, gdy się wydobędziemy z większego zła, wtedy dopiero Polska naprawdę zmartwychwstanie.

drukuj