fot. PAP/Wojtek Jargiło

Tusk, Kosiniak-Kamysz i Kierwiński oblali kolejny egzamin z bezpieczeństwa. Do Polski wleciała rakieta i uderzyła w pole na Lubelszczyźnie

Rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną – wszystko wskazuje na to, że rosyjska – i spadła na Lubelszczyźnie. Rząd znalazł się w ogniu pytań, bowiem syreny alarmowe zawyły, ale – jak przekonuje opozycja – za późno. Później przez trzy godziny mieszkańcy nie mieli żadnych wiadomości, bo nie skorzystano z alertu RCB. Politycy rządu z jednej strony przekonują, że wystarczające informacje zamieścili w poradniku bezpieczeństwa rozesłanym po domach, a z drugiej mówią o aktualizacji systemu ostrzegania.

Mieszkańcy Lubelszczyzny obudzili się przerażeni. W środku nocy z łóżka wyrwały ich syreny alarmowe. Rosja prowadziła wtedy zmasowany ostrzał Ukrainy. Polskie wojsko poderwało myśliwce.

– My obserwowaliśmy ponad 20 pocisków manewrujących zbliżających się do granicy z Polską – przekazał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Jeden z obiektów zbliżył się o godz. 3.29 na odległość około 5 kilometrów, po czym zmienił kierunek lotu i skierował się na wschód.

Inny – wykryty o godz. 3:40 – próbował przechwycić myśliwiec F-16 – wynika z komunikatu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sil Zbrojnych.

 „O godz. 3.46, przed dokonaniem jednoznacznej identyfikacji, obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych” – napisało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych na X.

W polską przestrzeń powietrzną wtargnęła rakieta – wszystko wskazuje na to, że CH-101 – która zawierała materiał wybuchowy w znacznej ilości. Premier przekazał, że z dużym prawdopodobieństwem była to rakieta rosyjska.

– Nasz myśliwiec odzyskał kontakt, czyli pełną wiedzę, gdzie jest rakieta tuż przed jej upadkiem. Gdyby leciała dalej, gdyby stwarzała większe zagrożenie, zostałaby zestrzelona – powiedział premier Donald Tusk.

 Prof. Marek Walancik z Akademii WSB tłumaczył, że ten rodzajów pocisków charakteryzuje spłaszczony kształt.

– Jego konstrukcja i kształt utrudniają zdecydowanie wykrycie, namierzenie jak i śledzenie – zaakcentował prof. Marek Walancik.

Do sieci trafiło nagranie, na którym słychać eksplozję.

Rakieta spadła w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia.

– Wielkość leja, krateru: 10 metrów średnicy, do 5 metrów, nawet więcej, głębokości – przekazał Donald Tusk.

Rząd znalazł się w ogniu pytań, bo syreny alarmowe zawyły, ale o godz. 3:50, czyli już po tym, jak rakieta uderzyła w ziemię w terenie niezabudowanym.

– Nie ma szybszego systemu informowania niż alarm – przekonywał szef MSWiA, Marcin Kierwiński.

 „Rzeczywistość jest taka, że rakieta leciała nad Polską przez 6 minut, spadła o 3:46, a syreny alarmowe zostały uruchomione o 3:50” – napisał Rafał Bochenek, poseł i rzecznik PiS, na X.

Dr hab. Przemysław Czarnek z PiS zwrócił uwagę, iż ludzie nie wiedzieli, ani co się dzieje, ani co mają robić.

– Następne trzy godziny czekaliśmy na Lubelszczyźnie na jakiekolwiek informacje na temat tego, co się stało – mówił kandydat PiS na premiera.

Rząd zasugerował, że informacją było już samo wyłączenie sygnałów alarmowych. Szef MSWiA próbował przekonywać, że rząd zadbał o wiedzę na temat procedur w przypadku zagrożenia.

– Zawarte zostały w specjalnym poradniku, który przygotowaliśmy – powiedział minister Marcin Kierwiński.

 – Naprawdę warto to przeczytać i sobie przyswoić tę podstawową wiedzę – dodał premier Donald Tusk.

Jednak według jednego z liderów Konfederacji, Sławomira Mentzena, nawet ta wiedza na niewiele by się zdała.

„Schronów i tak nie ma. A jeśli gdzieś jednak jakieś schrony są, to nikt nie wie gdzie” – zauważył Sławomir Mentzen we wpisie na X.

Marcin Ociepa z PiS zauważył, że w czasie kryzysu to rząd odpowiada za komunikację, a dziś w nocy poległ.

– Dlatego, że włączył syreny, ale nie wysłał smsa RCB, który by informował, co się takiego dzieje – mówił poseł Marcin Ociepa.

 – Chcemy, żeby na przyszłość te informacje były natychmiast – dodał dr hab. Przemysław Czarnek.

Wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy stwierdził na antenie Polsat News, iż lepiej przekazać precyzyjną niż jakąkolwiek informację.

– Trzeba mieć wiedzę. W czasie rzeczywistym podawanie wiedzy, co to było, jest niemożliwe – oznajmił wicepremier Krzysztof Gawkowski.

Europoseł Michał Dworczyk z Rozwój Plus skomentował, że już dawno postulował, by informacja trafiała do obywateli w oparciu o system mObywatel.

– Na Ukrainie działa system Trwoga, który każdego obywatela informuje, co się dzieje, jakie jest zagrożenie, co należy robić – powiedział Michał Dworczyk.

Prof. Marek Walancik uważa, że Polska musi odrobić lekcję.

– Zdecydowanie więcej powinno być treningów, w zakresie otrzymywania i umiejętności reagowania na te sygnały, w różnych porach – powiedział prof. Marek Walancik.

Po tym, co się stało, premier Tusk rozmawiał z sekretarzem generalnym NATO…

 „Ten incydent to kolejny lekkomyślny akt ze strony Rosji i niebezpieczna konsekwencja jej wojny przeciwko Ukrainie” – napisał Mark Rutte, sekretarz generalny NATO, na X.

Płk prof. Mieczysław Struś ocenił, że rosyjski pocisk wcale nie musiał znaleźć się w naszej przestrzeni powietrznej na skutek błędu.

– Mogło być to również celowe działanie nakierowane na sprawdzenie po raz kolejny sprawności naszej obrony przeciwlotniczej: Polski a także Sojuszu Północnoatlantyckiego – wskazał płk prof. Mieczysław Struś.

Informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej na bieżąco trafiały do prezydenta.

„Oczekujemy precyzyjnych i szczegółowych informacji dotyczących całego przebiegu zdarzenia” – poinformował Bartosz Grodecki, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, we wpisie na X.

W reakcji na to, co stało się w nocy, Ukraina oczekuje od państw NATO wzmocnienia jej obrony powietrznej.

TV Trwam News

drukuj