Miasto, które upomniało się o Boga i chleb

Homilia księdza biskupa Zygmunta Zimowskiego, wygłoszona 25 czerwca 2006 r.
w Radomiu podczas uroczystości 30. rocznicy Czerwca ’76

Postawa Jezusa podczas burzy na jeziorze potwierdza Bożą zwierzchność nad
całym stworzeniem. Uciszając burzę, Jezus ukazuje uczniom swoją boskość. O
wielkości i mocy Boga przypomniało nam jeszcze dzisiejsze pierwsze czytanie,
w którym Bóg ukazuje Hiobowi wielkość i piękno świata, który stworzył. Jako
przykład podaje morze. Bóg pragnie podkreślić, że jest ono – w swojej wielkości
i bezgraniczności – Jemu podległe. To właśnie Stwórca opanował straszny żywioł
morski i złamał jego wielkość. Morze, będące pod kontrolą Boga, nie jest już
mieszkaniem antycznych potworów, ale staje się przedmiotem Jego troski. Pierwsze
czytanie wyraża tę prawdę językiem poetycznym, mówiąc, że morze rodzi się do
bycia dzieckiem: jako ubranie otrzymuje od Boga chmury, a pierwotną ciemność
jako pieluszki.

1. Stworzenie mówi o swoim Stwórcy
W piątym wieku po narodzeniu Chrystusa św. Augustyn, jeden z najwybitniejszych
pisarzy chrześcijańskich, medytując nad pięknem świata, pytał, kim jest ów
Bóg, o którym mówi wszystko, co istnieje. "Zapytałem – pisze św. Augustyn
– ziemię; odpowiedziała: ‚Nie jestem’. A wszystko, co się na niej znajduje,
tak samo mi odrzekło. Pytałem morze i przepaście, i pełzające w nich żywe
istoty. Odpowiedziały: ‚Nie jesteśmy Twoim Bogiem. Szukaj ponad nami’. Pytałem
wiatr i odrzekło mi całe powietrze razem z żyjącymi w nim istotami: ‚…
Nie jestem Bogiem’. Pytałem niebo, słońce, księżyc i gwiazdy. ‚My też nie
jesteśmy – rzekły – Bogiem, którego szukasz’. Zwróciłem się tedy – kontynuuje
Augustyn – do wszystkich razem rzeczy tłoczących się u wrót moich zmysłów:
‚Powiedziałyście mi o moim Bogu, że wy Nim nie jesteście. Powiedzcie mi coś
o Nim samym’. Wielkim głosem zawołały: ‚On nas stworzył’" (św. Augustyn,
Wyznania).
Wszystko, co nas otacza, mówi nam o Bogu Stworzycielu. Wszystkie stworzenia
noszą w sobie pewne podobieństwo do Boga. Szczególnym tego przykładem jest
człowiek, który został stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Odkąd odwieczne
Słowo zstąpiło na ziemię, od tej chwili, kiedy Bóg stał się Człowiekiem i zamieszkał
z nami, przybliżył nam siebie samego i od tej chwili człowiek stał się "miejscem" Boga
w świecie. Wszystko, co służy Bogu, musi służyć człowiekowi. Niebezpieczna
zaś jest droga odwrotna, tzn. antropologiczny absolutyzm – tylko i za wszelką
cenę człowiek bez Boga, bez perspektywy wieczności. Wtedy można się z człowiekiem
rozminąć i przekonać się, że przez cały ten czas służyło się tylko jakiejś
idei człowieka, jakiemuś obrazowi człowieka, a nie samemu konkretnemu człowiekowi,
do którego – jak zaznaczył Ojciec Święty Jan Paweł II w swej pierwszej encyklice
– muszą z konieczności prowadzić wszystkie drogi Kościoła, bo człowiek jest
pierwszą i zasadniczą drogą Kościoła, człowiek konkretny, człowiek odkupiony,
żyjący na ziemi, ale zaczepiony o niebo, jak przypomniał na krakowskich Błoniach
Benedykt XVI.

2. Kościół jako ziemskie miejsce "otwartego nieba"
W okresie stalinowskim można było oglądać na naszych ekranach film zatytułowany "Władca".
Przedstawiono w nim wszechwładnego człowieka, który wszystkim zarządzał. Zabronił
nawet całej masie ludzkiej spoglądania w górę, w niebo. W taki tylko sposób
mógł ich masowo trzymać na uwięzi i wprost mechanicznie nimi rządzić. Jeden
z odważniejszych mężczyzn potłukł swoje małe lusterko i przykucnąwszy na ziemi,
zabrał ze sobą kawałeczek potłuczonego szkła. Trzymał je następnie w dłoni
i w owym kawałeczku lusterka mógł oglądać niebo. Nawet w tym ucisku, w całkowitym
skrępowaniu jego wolności, jego najbardziej uczłowieczających dążeń w górę,
nie pozwolił sobie odebrać wrodzonej mu wolności spoglądania w niebo. W tym
osobliwym czasie Kościół był ziemskim miejscem "otwartego nieba".
Jakie to wspaniałe, że wszystkie ludzkie tęsknoty, również te najwyższe, przez
które człowiek ustawicznie przekracza samego siebie i jest całym swym jestestwem,
całą siłą ciążenia swego istnienia ukierunkowany na niebo, ulegają zaspokojeniu
w naszych kościołach, przynajmniej zaspokojeniu początkowemu. Tak było przed
30 laty. Wielu mieszkańców Radomia klęczało przed ołtarzami naszych świątyń,
wołając w uroczystość Najświętszego Serca Pana: "Serce Jezusa, sprawiedliwości
i miłości skarbnico – zmiłuj się nad nami".
W tym kontekście rozumiemy lepiej mieszkańców naszego miasta, którzy 30 lat
temu wyszli na ulicę, by upomnieć się nie tylko o chleb, ale o niebo w ich
duszach. Chwała ci, miasto niezłomne, które podjęłoś zmaganie o wolność i sprawiedliwość
po bohaterskim Poznaniu. Podjęłoś wolę czynu, aby wydobyć z siebie odwagę wartości
eliminowanych z życia publicznego. Powiedzieli wtedy: dość potłuczonych tablic
Dziesięciorga Przykazań w naszej Ojczyźnie, których nauczyli nas rodzice. "Jam
jest Pan Bóg twój, którym cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli" (Pp
5, 6). Nie chcemy oddawać czci bożkom. Powiedzieli wtedy: dość w naszym mieście
antyświadectwa względem prawdy i sprawiedliwości, względem miłości i życia,
względem osoby i wspólnoty. Chcemy żyć ze wzrokiem utkwionym w niebo, dlatego
pragniemy budować świątynie na nowych osiedlach. Za te słowa trzeba było zapłacić
zdrowiem, a nawet życiem. Napisałem w liście pasterskim, zapraszającym Was
na tę uroczystość: "Wśród ofiar tamtych wydarzeń byli uczestnicy protestu,
a nawet przypadkowi przechodnie, aresztowani, bici podczas tzw. ścieżek zdrowia,
zwalniani z pracy. Były matki w stanie błogosławionym. Ich dzieci mają dzisiaj
30 lat i są obecne wśród nas. Jedna z tych matek prosiła mnie osobiście, abym
dzisiaj o tym wspomniał i podkreślił. Ofiarą stało się w pewnym sensie całe
nasze miasto, które zyskało od tamtych wydarzeń znamię "miasta z wyrokiem".
Wśród ofiar był także proboszcz podradomskiej parafii Pelagów, ks. Roman Kotlarz,
który uczynił znak krzyża nad idącymi się upomnieć o prawo do godnego życia,
a potem w swych kazaniach stawał w obronie represjonowanych. Wielokrotnie przesłuchiwany,
szykanowany, wreszcie pobity w Radomiu przez "nieznanych sprawców",
zmarł niespełna 2 miesiące po radomskim proteście.
Zwracam się z tego miejsca do ludzi polityki obecnych wśród nas z prośbą: nie
patrzcie na to udręczone miasto w tej perspektywie, ale jako na miasto, które
30 lat temu upomniało się o chleb i niebo, gdzie mieszka Bóg! Nie pozwoliło
sobie odebrać godności i wrodzonej mu wolności spoglądania w niebo, nawet za
cenę cierpienia i życia.
O tamtych czerwcowych wydarzeniach piętnaście lat później mówił Jan Paweł II
na radomskim lotnisku: "Można powiedzieć, że rok 1976 stał się wstępem
do dalszych wydarzeń lat osiemdziesiątych. Kosztowały one wiele ofiar, aresztowań,
upokorzeń, tortur (zwłaszcza praktykowanych pod nazwą "ścieżki zdrowia"),
śmierci (m.in. jednego z duszpasterzy) – poprzez to wszystko torowały drogę
ludzkiemu pragnieniu sprawiedliwości".
Przypominamy tamte wydarzenia i uroczyście obchodzimy ich trzydziestą rocznicę
nie tylko po to, by oddać hołd radomskim robotnikom – bohaterom czerwcowego
zrywu, ale by dziękować Bogu za to, że m.in. i z ich cierpień wyrosła wolna
Rzeczpospolita. Przypominamy te wydarzenia także po to, by zastanowić się,
na ile w wolnej już Ojczyźnie spełnia się to ludzkie i ewangeliczne pragnienie
i łaknienie sprawiedliwości. Łaknienie i pragnienie sprawiedliwości oznacza
dążenie do przezwyciężenia wszystkiego, co jest niesprawiedliwością i krzywdą,
co jest pogwałceniem praw człowieka – mówił w Radomiu Jan Paweł II. Te słowa
wypowiedziane na naszej radomskiej ziemi oraz fakt papieskiej modlitwy przy
Pomniku Ludzi Skrzywdzonych muszą rodzić jakieś szczególne zobowiązanie, aby
czynić wszystko, by tych krzywd więcej nie było.

3. Wspólne noszenie brzemion
Napisałem tydzień temu w liście pasterskim: "Budujmy więc naszą teraźniejszość
i przyszłość, wzrastając w sprawiedliwości wobec Boga i naszych bliźnich. Niech
uszanowane będzie Boskie prawo Dekalogu, w szczególności prawo do życia, do
zachowania świątecznego charakteru dnia Pańskiego; niech uszanowany będzie
człowiek i jego prawo do pracy i słusznej płacy. Podejmijmy wszyscy wysiłek
budowania lepszej przyszłości Ojczyzny: niech rządzący przedkładają dobro wspólne
nad partykularne interesy i prawdziwie kierują się sprawiedliwością, a obywatele
uczciwie wypełniają słuszne obowiązki wobec państwa; niech pracodawcy uznają,
że zysk nie może być jedynym wyznacznikiem ich działań; że prawa ekonomii nie
mogą naruszać prawa Bożego i praw człowieka, pracownicy zaś niech rzetelnie
i uczciwie wykonują swą pracę. W imię tej sprawiedliwości podejmijmy większą
troskę o rodzinę, od której zależy los narodu i państwa. Pamiętajmy też o tym,
że sama sprawiedliwość nie wystarczy, by zbudować lepszy, szczęśliwszy świat,
by odbudować to, co zostało zrujnowane. Nie ma takiego sprawiedliwego porządku
państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna" (DCE,
29) – napisał w swej encyklice papież Benedykt XVI. Potrzeba więc miłości i
solidarności. Te cnoty i zasady życia społecznego ściśle się ze sobą łączą.
Może właśnie dlatego radomskie wołanie o sprawiedliwość w czerwcu 1976 r. przerodziło
się kilka lat później w wielkie wołanie o solidarność. A "solidarność
– mówił Jan Paweł II – to znaczy jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię
niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni
przeciw drugim. (…) Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie ma
solidarności bez miłości".
Jan Paweł II w liście apostolskim "Novo millennio ineunte" prosił
o "krzewienie duchowości komunii". Powinna być ona zasadą wychowawczą
wszędzie tam, gdzie kształtuje się człowiek i chrześcijanin, gdzie formują
się przyszli kapłani, osoby konsekrowane, gdzie powstają rodziny i wspólnoty.
Jakie to wielkie wyzwanie dla naszego miasta. Ojciec Święty podkreślił też,
że duchowość komunii to również umiejętność "czynienia miejsca" bliźniemu,
wzajemnego "noszenia brzemion" (por. Ga 6, 2) i odrzucania pokus
egoizmu. Bez takiej postawy duchowej nic nie znaczą zewnętrzne narzędzia komunii.
Pozostaną jedynie bezdusznymi mechanizmami, raczej pozorami komunii niż sposobami
jej wyrażania i pogłębiania. Siostry i Bracia! Chciejmy to zrozumieć tu i teraz.
Niech nasze miasto stanie się domem i szkołą komunii. Oto wielkie wyzwanie,
jakie staje przed nami.
Dwa miesiące temu, 22 kwietnia, z tego miejsca rozpoczęliśmy nawiedzenie Matki
Bożej w Kopii Jasnogórskiego Obrazu. Do Matki Nadziei i Pocieszenia zwracamy
się ufnie w naszej modlitwie, zawierzając Jej realizację tego wyzwania i przyszłość
naszego miasta Radomia słowami Jana Pawła II:
Maryjo, Matko nadziei,
Bądź z nami na naszych drogach!
Jutrzenko nowego świata,
Okaż się Matką nadziei i czuwaj nad nami!
Czuwaj nad ludźmi odpowiedzialnymi
Za narody i naszą Ojczyznę:
Niech podejmą budowanie
Wspólnego domu, w którym
szanować się będzie
Godność i prawa każdego.
Maryjo, daj nam Jezusa!
Spraw, abyśmy za Nim szli i kochali Go!
On jest nadzieją Kościoła,
Europy i ludzkości.
On żyje z nami, pośród nas,
W swoim Kościele!
Z Tobą mówimy:
"
Przyjdź, Panie Jezu!" (Ap 22, 20)
Niech nadzieja chwały
Wlana przez Niego w nasze serca
Przynosi owoce sprawiedliwości
i pokoju!
Amen.

drukuj