[Jestem w Kościele] Zabierz dziecku smartfona
Seria ataków nastolatków na szkoły wywołała ogromne poruszenie i niepokój w społeczeństwie. Nic dziwnego, bo kiedy agresorami są dzieci, to zawsze stanowi to potężny sygnał alarmowy. Oby przynajmniej stało się to impulsem do większego zaangażowania i troski rodziców, którzy w ogromnej części zostawili swoje dzieci na pastwę nieograniczonego dostępu smartfonów i mediów społecznościowych – prawdopodobnie największego współczesnego zagrożenia dla prawidłowego rozwoju młodego człowieka.
Kondycja najmłodszych jest dziś naprawdę zatrważająca i nie trzeba było ostatnich ataków, żeby to dostrzec. Składa się na nią choćby wpływ izolacji społecznej związanej z COVID-19, praktyczna abdykacja wielu rodziców z ich podstawowych zadań i brak stawiania przez nich jakichkolwiek granic, kryzys rodziny, postępująca destrukcja szkolnictwa… Można by wymieniać jeszcze więcej czynników, ale zawsze najważniejsze jest środowisko rodzinne. Z własnej obserwacji i rozmów ze znajomymi nauczycielami wiem, że znaczna część rodziców nie ma najmniejszego pojęcia, na czym polega wychowanie dziecka. Jedynym wychowawcą w ich domu jest smartfon, a rodzic albo się na to godzi, żeby mieć święty spokój, albo uważa, że nic w tym złego. Żeby tego było mało, tacy niekompetentni rodzice oczekują potem od nauczycieli, że ci wypełnią te braki w wychowaniu, albo wręcz przeciwnie – domagają się, aby nie stawiano ich dzieciom żadnych wymagań.
Zgodnie z rekomendacjami wielu specjalistów 13. rok życia to absolutnie najwcześniejszy możliwy moment na to, aby dziecko mogło mieć własnego smartfona. To jednak nie znaczy, że wtedy może korzystać z niego bez ograniczeń. Niepozorny, ale szalenie niebezpieczny jest dostęp do mediów społecznościowych, który powinien być możliwy dopiero po osiągnięciu 16 lat. Takie regulacje obowiązują już w kilku krajach, które zrozumiały powagę problemu. Jak najszybciej ich śladem powinna pójść także Polska, zwłaszcza, że żyjemy w dobie AI. Nawet papież Leon XIV w encyklice „Magnifica humanitas” przestrzegł przed zbyt wczesnym posiadaniem osobistego telefonu i korzystaniem z niego bez kontroli dorosłych.
Oczywiście to nie jest tak, że media społecznościowe są wylęgarnią zabójców. Niewątpliwie jednak są tam grupy, które w niezdrowy sposób fascynują się np. seryjnymi mordercami, a tego rodzaju materiały nie są blokowane. Czy jednak może to dziwić, skoro dziś „romantyzowanie” takich osób wchodzi do mainstreamu? Przemoc jest dziś przecież w popkulturze normą. To oczywiście nie znaczy, że kontakt z brutalnymi filmami, grami wideo czy muzyką stanowi jedyny czy bezpośredni powód agresji małoletnich, lecz według wielu badań naukowych jest to niewątpliwie jeden z istotnych czynników. Rzadko kiedy samodzielnie prowadzi do zachowań agresywnych, ale może je potęgować w połączeniu z innymi problemami.
Dodajmy do tego fakt, że jeśli pojawi się konieczność specjalistycznej pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej dla dziecka, to przez niedofinansowanie NFZ i zaporowe ceny u prywatnych specjalistów (wizyta u psychiatry dziecięcego to dziś minimum 400-500 zł!), mniej zamożne rodziny nie mają de facto dostępu do tego rodzaju wsparcia. Co z tym robią rządzący? Urządzają polityczne przepychanki.
W takiej sytuacji niewątpliwie lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego drogi rodzicu, jeśli Twoje dziecko ma smartfona, a nie skończyło przynajmniej 13 lat, to mu go zabierz lub przynajmniej poważnie ogranicz i wyjaśnij, dlaczego to konieczne (w tym celu przeczytaj np. książkę „Niespokojne pokolenie” Jonathana Haidta). Jeśli jeszcze go nie ma, to nie ulegaj presji i mu go nie dawaj. Ogranicz korzystanie z innych ekranów. Jednocześnie sam daj dobry przykład i poświęć więcej czasu dziecku niż własnemu smartfonowi. Oczywiście to nie wszystko. Przede wszystkim zrozum, że jesteś odpowiedzialny za swoje dziecko i zacznij je wychowywać. Jeśli ty tego nie zrobisz, zrobią to za ciebie inni. I raczej nie skończy się to dobrze.
Wojciech Grzywacz


