Figura Matki Bożej Miłosiernej w Konotopie, fot. Marzena Nykiel

[Jestem w Kościele] Komu przeszkadza figura Maryi?

Uroczyste odsłonięcie i poświęcenie monumentalnej figury Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu wywołało falę skrajnych emocji. Oprócz zachwytów i dumy, że w Polsce mogło powstać coś takiego, nie zabrakło krytyki i zwykłego hejtu. Włączył się w to nawet dominikanin o. Paweł Gużyński, który określił pomnik mianem „potworka” i „King Konga w szczerym polu”. Czy zatem rzeczywiście ta figura to jedna wielka pomyłka? A może problem tkwi w pogardzie do tego, co ona przedstawia?

Nie każdy musi zachwycać się monumentem, to oczywiste. Można się zastanawiać nad jego formą czy wskazywać, że niekoniecznie wzbudzi on w ludziach duchowe pragnienia, lecz raczej ciekawość. Takie zastrzeżenia to jednak zupełnie coś innego niż to, co można zaobserwować wśród większości krytyków. Do hejtu, z którym można się zetknąć niemal w każdej sekcji komentarzy poświęconej temu tematowi, nie zamierzam się nawet odnosić, bo zwyczajnie nie warto. Warto jednak odnieść się do najbardziej powielanego zarzutu dotyczącego niewłaściwego spożytkowania środków.

„Powinien dać na biedne dzieci!” – grzmieli w sieci internauci. Po pierwsze, skoro jest to prywatna inicjatywa, Roman Karkosik mógł wykorzystać swoje pieniądze tak, jak uznał za stosowne. Nie zrobił nic nielegalnego. Po drugie, gdyby wszyscy tak myśleli, nie mielibyśmy pięknych kościołów, zamków i innych zabytków, które tworzą bogactwo dziedzictwa kulturalnego naszej cywilizacji. Wreszcie po trzecie, nie należy przeciwstawiać sobie miłości Boga i miłości człowieka. To tworzenie fałszywej alternatywy, obcej myśli chrześcijańskiej.

„Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać” – te słowa Chrystusa skierowane do faryzeuszy są tu wyjątkowo adekwatne. Nasza wiara opiera się bowiem na syntezach takich jak sprawiedliwość i miłosierdzie czy też właśnie chęć oddania chwały Bogu i niesienie pomocy bliźnim. Sam Jezus stanął w obronie Marii, która namaściła Go drogocennym olejkiem (wartym mniej więcej tyle, ile ówczesne roczne wynagrodzenie robotnika), co spotkało się z krytyką Judasza. „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim” – zapytał. Ta analogia, jak to z analogiami bywa, jest oczywiście niedoskonała i byłaby bardziej trafna w kontekście liturgicznym niż w przypadku omawianej figury. Mimo to jednak pokazuje, że nie ma nic złego w chęci ofiarowania Bogu najlepszych dzieł ludzkich rąk. Nie dlatego, że Bóg tego potrzebuje, lecz dlatego, że to naturalna potrzeba człowieka.

Fundator figury Roman Karkosik wciąż powtarza, że jest ona wotum wdzięczności za odzyskane zdrowie po ciężkiej chorobie. Jego żona podkreślała, że lekarze nie dawali miliarderowi większych szans na przeżycie. Trudno więc kwestionować czystość intencji biznesmena, nic o nich nie wiedząc. Niewykluczone, że jest w tym jakiś element próżności, ale nie mając na to żadnych dowodów, wolę przyjąć, że jest tak, jak to przedstawiają fundatorzy.

Zwłaszcza, że z tego, co wiadomo, państwo Karkosik od lat prowadzą działalność charytatywną, finansując m.in. domy dziecka, domy samotnej matki, hospicja czy szpitale. Nie wspominając o tym, że pomnik i związany z nim ruch turystyczno-pielgrzymkowy stanowi ogromną szansę dla tego bardzo biednego i zaniedbanego regionu, a więc może stać się wymierną pomocą dla tamtejszych mieszkańców.

Część reakcji na figurę obnaża więc głębszy problem – niechęć wobec katolickiej ekspresji w przestrzeni publicznej. Choć klimat dla wiary w Polsce staje się coraz trudniejszy, pomnik w Konotopiu jest symbolem tego, że na razie nie udało się nas zepchnąć do katakumb.

Wojciech Grzywacz

drukuj