Rosyjska rakieta uderzyła w pole na Lubelszczyźnie. PiS: bezwarunkowe oddawanie sprzętu wojskowego Ukrainie to osłabianie możliwości obrony Polski na swoim terytorium
Wstrzymanie decyzji o utworzeniu dywizjonu przeciwlotniczego w Sobieszynie na Lubelszczyźnie stanowi poważne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa – podkreśla opozycja. PiS wskazuje, że bezwarunkowe oddawanie sprzętu wojskowego Ukrainie to osłabianie możliwości obrony Polski na swoim terytorium.
W 2023 roku rząd PiS ogłosił utworzenie dywizjonu przeciwlotniczego w Sobieszynie na Lubelszczyźnie. Decyzja została jednak wstrzymana, a później całkowicie zmieniona przez nowe kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Zamiast pełnowymiarowej bojowej jednostki wojskowej, teren ten został przeznaczony na potrzeby lądowiska szkoleniowego dla Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie.
– Na mapie Lubelszczyzny takich miejsc, w których powinna być jednostka obrony powietrznej, powinno być dużo, dużo więcej. My rozpoczęliśmy proces budowy siły Polskiego Wojska, tak żeby odstraszyć agresora. Tak żeby to, jeżeli zdecyduje się Putin wysłać rakiety na polskie terytorium, żeby te rakiety zostały zestrzelone, zneutralizowane przez jednostki obrony powietrznej wyposażone w nowoczesną broń. To tu miał stacjonować element systemu NAREW, a więc wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, czyli obrony powietrznej. To jest jeden wielki skandal, że Polską rządzą ludzie, którzy za nic mają bezpieczeństwo naszej Ojczyzny – mówił poseł Mariusz Błaszczak, były szef MON.
Rosyjska rakieta wleciała w czwartek na prawie 100 km w głąb terytorium Polski. Były minister obrony narodowej zapytał publicznie premiera Donalda Tuska, czy został aktywowany system obrony przeciwlotniczej, który znajduje się w Sitańcu nieopodal Zamościa. To siedziba kluczowego dla obrony Polski Wschodniej 18. Pułku Przeciwlotniczego. Jest jednak więcej wątpliwości.
– Skąd pan Donald Tusk i Kosiniak-Kamysz wiedzą, że wszystkie rakiety rosyjskie zawsze będą przylatywać do nas nad Ukrainę? No bo skoro mamy tezę, oddajmy jak najwięcej sprzętu Ukrainie, żeby Ukraina zestrzeliwała rakiety rosyjskie, to skąd pan Donald Tusk i Kosiniak-Kamysz wiedzą, że rakiety na przykład nie przylecą z terenu Białorusi bądź okręgu obwodu królewieckiego z Rosji? To jest bardzo ważne pytanie, bo od wczoraj forsowana jest na siłę w mediach mainstreamowych teza: musimy jak najwięcej broni oddać na Ukrainę, żeby Ukraina zestrzeliwała rakiety rosyjskie. Pytam raz jeszcze, skąd Tusk wie i Kosiniak-Kamysz, że rakiety rosyjskie będą nadlatywały tylko z terenu Ukrainy? I to jest pytanie zasadnicze, pokazujące również, kto nami rządzi. Jesteśmy, proszę Państwa, w skrajnym niebezpieczeństwie. To pole zamiast jednostki wojskowej jest tylko dowodem na to niebezpieczeństwo i też można powiedzieć cennym przykładem braku działania rządu w sprawach bezpieczeństwa – wskazał dr hab. Przemysław Czarnek, poseł PiS.
Poważane zastrzeżenia budzi także system ostrzegania obywateli przed niebezpieczeństwami. Przez wiele godzin nie było w czwartek informacji o tym, co się dzieje.
– Wczoraj było potężne zagrożenie, dlatego że blefowanie przez Tuska, że obserwowali rakietę i byli gotowi ją zestrzelić. Proszę Państwa, nie mieli szans. Skąd wiedzieli, że ona spadnie dwa kilometry od domostw? To jest oszukiwanie ludzi z powiatu biłgorajskiego i całej Lubelszczyzny. Ta rakieta równie dobrze mogła spaść na domostwa i zabić ludzi, dlatego że Tusk nie miał żadnego panowania łącznie z Kosiniakiem-Kamyszem nad tym, co się działo i nie był w stanie tego zestrzelić, bo tak dzisiaj działa państwo polskie – zaakcentował kandydat PiS na premiera.
PiS podkreśla, że bezwarunkowe oddawanie sprzętu wojskowego Ukrainie to osłabianie możliwości obrony Polski na swoim terytorium.
TV Trwam News




