fot. PAP/Albert Zawada

Puste obietnice? Resort zdrowia odpowiada na afery szpitalne

Ministerstwo Zdrowia chce ograniczyć zarobki lekarzy w publicznej służbie zdrowia do 240 zł brutto za godzinę. To odpowiedź resortu na aferę związaną z zarobkami lekarza Dawida Kacprzyka. Opozycja mówi o pustych obietnicach.

Afera w szpitalu południowym w Warszawie pokazała jak w soczewce problemy, z jakimi zmaga się opieka zdrowotna w Polsce – zaznaczył dr Sławomir Łabsz, prezes Stowarzyszenia Pacjentów RP w Gdańsku.

– Teraz ten wrzód pękł. Pękł za pomocą rezydenta. Wszyscy widzimy, jaki jest skutek nieleczenia tego wrzodu – mówił dr Sławomir Łabsz.

Opozycja domagała się dymisji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Protegowana premiera utrzymała jednak stanowisko.

– Mam kontrakt zawarty z Premierem. Zgodnie z tym kontraktem każdego dnia kontynuuję swoją pracę – podkreśliła Jolanta Sobierańska-Grenda.

Minister na polecenie szefa rządu przygotowała plan reformy ochrony zdrowia. Jej główny cel to ograniczenie wydatków szpitali przez wprowadzenie limitów wynagrodzeń medyków.

– Chcemy zaproponować przelicznik do 240 zł brutto za godzinę, jako ten przelicznik, który będzie stanowił górną granicę zarobków w publicznym systemie ochrony zdrowia – wskazała Jolanta Sobierańska-Grenda.

Według prezesa NFZ Filipa Nowaka limity kontraktów lekarzy poprawią sytuację szczególnie małych szpitali.

– Małe szpitale, czy też część szpitali, nie może sobie poradzić z kosztami, które musi ponieść i z tego powodu grozi nam zamykanie szpitali w naszym kraju. My nie możemy dopuścić do tego, żeby w którymś powiecie zabrakło szpitala – akcentował Filip Nowak.

Resort zapowiada zakaz zatrudniania lekarzy przez szpitale za pośrednictwem spółek. Medycy nie będą mogli też pracować równolegle w kilku miejscach. Mają być związani z jednym szpitalem na stałe. Placówka będzie wydawała zgodę na dodatkowe aktywności.

– Pracownik medyczny będzie zobowiązany do zatrudnienia co najmniej na pół etatu w jednym szpitalu – zapowiedziała minister zdrowia.

Wątpliwości w sprawie przedstawionych rozwiązań zgłasza były premier Mateusz Morawiecki.

„Tusk pokazuje prezent dla prywatnej służby zdrowia, która bez problemu podkupi lekarzy z publicznych placówek. W pierwszej kolejności ucierpią na tym szpitale powiatowe i ich pacjenci z mniejszych miejscowości. To nie reforma. To kapitulacja państwa” – napisał na portalu X Mateusz Morawiecki.

Równolegle do zmian dotyczących lekarzy resort ogłosił ułatwienia dla pacjentów. Do końca roku ruszy system e-kolejka, który ma wyeliminować specjalne traktowanie wybranych pacjentów i ułatwić znalezienie najszybszego terminu wizyty. Resort zapowiada też wdrożenie pełnej e-rejestracji dla wszystkich specjalizacji do końca 2027 roku. Do propozycji odniosła się Naczelna Izba Lekarska.

„Zapowiedzi tej samej treści słyszeliśmy jesienią 2025 roku. Na proponowane ustawy czekamy już ponad 9 miesięcy. Po tym czasie minister zdrowia wychodzi na konferencję i proponuje to samo. Czekamy na propozycje ustaw, by móc się odnieść” – poinformowała Naczelna Izba Lekarska.

To pudrowanie rzeczywistości – stwierdził Michał Nieznański z Konfederacji.

– Boją się dużej reformy ochrony zdrowia, dolewając cały czas pieniądze do kasy NFZ. To jest absolutnie nieskuteczne – mówił Michał Nieznański.

Prawo i Sprawiedliwość domaga się rozdziału systemu prywatnego i publicznego, reformy nadzoru właścicielskiego nad szpitalami oraz zniesienia limitów na diagnostykę, którą wprowadził rząd Donalda Tuska. Trzeba też zwiększać liczbę kierunków medycznych, co robił rząd Zjednoczona Prawicy – przypomniał prof. Przemysław Czarnek.

– Będziemy zdecydowanie poszerzać kadrę lekarską, kadrę pielęgniarską, bo to jest klucz do sukcesu – wskazał poseł PiS Przemysław Czarnek.

Dziś lekarze, przyjmując prywatnie w swoich gabinetach, kierują tych samych pacjentów na zabiegi do publicznych szpitali. To obciąża publiczny system zdrowia i napędza prywatny biznes.

TV Trwam News

drukuj