[Nasz Dziennik] Niepewna przyszłość
Polscy rolnicy walczą o zachowanie wspólnej polityki rolnej. Plan Komisji Europejskiej wysadzi dotychczasowy system produkcji żywności.
Rozpoczęła się jedna z najważniejszych debat, jakie w najbliższych latach czekają Unię Europejską.
– Stawką jest nowy budżet Wspólnoty na lata 2028-2034, który zdecyduje nie tylko o kierunkach rozwoju gospodarki, lecz także o bezpieczeństwie żywnościowym, konkurencyjności europejskiego rolnictwa oraz przyszłości polityki spójności – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Adrian Wawrzyniak, rzecznik prasowy NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
Już pierwsze propozycje przedstawione przez Komisję Europejską wywołały zdecydowany sprzeciw środowisk rolniczych. Aż 30 dużych polskich organizacji branżowych wystąpiło z apelem o korektę planowanych rozwiązań, wskazując, że obecny projekt może poważnie zachwiać fundamentami europejskiej produkcji żywności. Paradoks polega na tym, że w czasie gdy Bruksela coraz częściej mówi o bezpieczeństwie jako jednym z priorytetów strategicznych, jednocześnie proponuje znaczące ograniczenie środków przeznaczonych na wspólną politykę rolną czy politykę spójności.
– Według przedstawionych założeń na wsparcie dochodów rolników miałoby zostać zabezpieczonych około 300 mld euro. Oznaczałoby to realny spadek finansowania o 20-30 proc. w porównaniu z obecną perspektywą budżetową – mówi Bogdan Rzońca, poseł PiS do Parlamentu Europejskiego.
Dlatego też polscy rolnicy chcą, aby wspólna polityka rolna pozostała jednym z głównych filarów, na których budowana jest Wspólnota.
– Od lat konsekwentnie ignorowany jest głos środowiska rolniczego, to jest zgubna polityka. Mamy ciągle wiele narzędzi nacisków. Nie zaakceptujemy sytuacji, w której polityka rolna jest niszczona – deklaruje Monika Przeworska, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.
Rolnicy zwracają uwagę, że bezpieczeństwo żywnościowe nie jest dziś wyłącznie kwestią gospodarczą.
– W świecie niestabilnych łańcuchów dostaw, konfliktów zbrojnych, napięć geopolitycznych i rosnącej presji inflacyjnej zdolność do produkowania własnej żywności staje się elementem strategicznej odporności państw i całej Wspólnoty – akcentuje Adrian Wawrzyniak.
W swoim stanowisku podkreślają, że nowy budżet powinien w większym stopniu odpowiadać na rzeczywiste wyzwania stojące przed Europą.
„Redukowanie środków na rolnictwo przy jednoczesnym zwiększaniu całego budżetu Unii byłoby sygnałem niezrozumiałym społecznie i politycznie dla milionów europejskich gospodarstw rodzinnych” – wskazano w apelu do KE.
Trudno bowiem mówić o bezpieczeństwie, jeśli równocześnie osłabia się sektor odpowiedzialny za dostarczanie żywności setkom milionów obywateli.
„Ostatnie lata pokazały wyraźnie, że silne i stabilne rolnictwo nie jest kosztem, lecz fundamentem odporności Europy na kryzysy, wojny, zakłócenia handlu międzynarodowego oraz presję inflacyjną” – zauważono w liście.
Wśród jego sygnatariuszy są m.in. NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” czy Krajowa Rada Izb Rolniczych.
Kontrowersje budzi również przyszłość polityki spójności, która od lat pozostaje jednym z najważniejszych instrumentów wyrównywania różnic rozwojowych pomiędzy regionami Unii. Planowane ograniczenia środków budzą obawy nie tylko w Europie Środkowej, lecz także w wielu innych państwach korzystających z tych środków. W tej sprawie nie ma jednomyślności. Kraje bogate – np. Niemcy, Austria czy Holandia – chcą dalszych cięć i przesuwania środków na nowe cele. Z kolei 16 państw – w tym Polska, Hiszpania, Włochy, Rumunia, Grecja itd. – domagają się wyższego budżetu na tradycyjne polityki.
Trudne negocjacje
Debata nad wieloletnimi ramami finansowymi UE na lata 2028-2034 już dziś należy do najbardziej gorących od wielu lat. Komisja Europejska przedstawiła swoje propozycje w lipcu 2025 r., jednak negocjacje prawdopodobnie potrwają aż do końca 2027 r. Niewiele wskazuje na to, by porozumienie udało się osiągnąć szybciej.
– Bruksela chce finansować nowe ambitne programy związane m.in. z bezpieczeństwem, transformacją energetyczną czy przemysłem obronnym, ale jednocześnie zmaga się z ograniczonymi możliwościami budżetowymi – podnosi Bogdan Rzońca.
W efekcie pojawiają się propozycje cięć w dotychczasowych politykach oraz zwiększania zadłużenia Wspólnoty, na co część państw członkowskich patrzy z dużą rezerwą.
Dodatkowym problemem dla Komisji Europejskiej jest sytuacja polityczna we Francji. W Brukseli nie brakuje głosów, że korzystnym rozwiązaniem byłoby zamknięcie negocjacji najpóźniej na początku 2027 r., tak aby pod ostatecznym porozumieniem mógł podpisać się jeszcze obecny prezydent Francji, Emmanuel Macron. Po kolejnych wyborach polityczny krajobraz nad Sekwaną może wyglądać zupełnie inaczej. Sondaże wskazują bowiem na rosnące poparcie zarówno dla Jordana Bardelli, jak i Jeana- -Luca Mélenchona. Obaj reprezentują środowiska krytycznie nastawione do obecnego kierunku integracji europejskiej.
– To starcie różnych wizji przyszłości Europy: między zwolennikami dalszej centralizacji kompetencji i nowych wspólnych programów a tymi, którzy uważają, że bezpieczeństwo Wspólnoty zaczyna się od silnego rolnictwa, stabilnej produkcji żywności i zachowania narzędzi wspierających rozwój poszczególnych państw – akcentuje Bogdan Rzońca.
Im bliżej finału negocjacji, tym bardziej będzie to spór polityczny, a nie jedynie finansowy.
Dotychczas system był stosunkowo przejrzysty. Rolnictwo posiadało własny, wyodrębniony budżet, podzielony na dwa filary. Pierwszy obejmował dopłaty bezpośrednie stanowiące podstawowe wsparcie dochodów gospodarstw rolnych. Drugi koncentrował się na inwestycjach, modernizacji oraz rozwoju obszarów wiejskich. Rolnicy wiedzieli, jakie środki są dostępne, na jakie cele zostaną przeznaczone i w jakim kierunku będzie zmierzała polityka unijna. Teraz ten model przechodzi do historii. W jego miejsce mają pojawić się krajowe i regionalne plany partnerstwa, które połączą środki przeznaczane dotąd na rolnictwo z funduszami wykorzystywanymi w innych obszarach gospodarki.
– Teoretycznie brzmi to jak większa elastyczność. W praktyce rodzi jednak bardzo poważne obawy. Rolnictwo będzie musiało konkurować o pieniądze z innymi sektorami, a nie jest tajemnicą, że przedsiębiorstwa z branży przemysłowej czy sektora MŚP znacznie łatwiej mogą wykazać realizację celów związanych z transformacją klimatyczną, redukcją emisji czy szeroko rozumianą polityką środowiskową – tłumaczy Monika Przeworska.
W efekcie może dojść do sytuacji, w której środki formalnie przeznaczone dla obszarów wiejskich będą trafiały na inwestycje mające niewiele wspólnego z produkcją żywności.
– Powstaną nowe drogi, chodniki, sieci kanalizacyjne czy infrastruktura techniczna. Wszystko to jest potrzebne, jednak nie zwiększa konkurencyjności gospodarstw rolnych ani nie wzmacnia zdolności Europy do samodzielnego zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego – podkreśla dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.
Rolnictwo pozostanie obciążone kolejnymi wymogami, normami i ograniczeniami, natomiast wsparcie dla samej produkcji będzie coraz bardziej rozmywane.
– Już i tak wielu rolników nie jest w stanie unieść ciężarów wynikających z norm produkcji żywności. Bardzo cieszymy się z tego, że nasi odbiorcy otrzymują żywność najwyższej klasy, a przetwórcy świetny surowiec, ale nie udawajmy, że nie jest to dla nas olbrzymie obciążenie – wskazuje Adrian Wawrzyniak.
Jak dodaje, pomimo tego, że w ostatnim czasie wzrosły ceny żywności, to jednak rolnicy nie otrzymują większych sum pieniędzy.
– Zarówno Komisja Europejska, jak i stolice państw narodowych muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcą robić dalej. Czy uwolnią ceny żywności, a to doprowadzi do ich olbrzymiego wzrostu czy jednak przemyślą politykę dopłat – zauważa.
Jak dodaje, jest jeszcze trzecia opcja: rezygnacja z zadań wynikających z Europejskiego Zielonego Ładu, które to głównie podbijają koszty produkcji – ale na to się na razie nie zanosi.
Pieniądze za praworządność?
To jednak nie koniec problemów. Równie niepokojącym elementem nowych propozycji jest uzależnienie wypłat od spełniania określonych warunków politycznych i administracyjnych, czyli mechanizmu znanego już z Krajowego Planu Odbudowy i tzw. kamieni milowych.
– A więc chcą wprowadzić mechanizm – pieniądze za praworządność. I gdy np. znowu w Polsce będzie rządził rząd prawicowy, to Bruksela będzie miała wyborne narzędzie wywierania presji na nas – wystarczy uderzyć brakiem dopłat w rolników – podnosi Bogdan Rzońca.
Rolnicy obawiają się scenariusza, w którym przyszłe fundusze rolne będą mogły zostać ograniczone lub wstrzymane nie z powodów gospodarczych, lecz wskutek sporów politycznych pomiędzy Brukselą a władzami państw członkowskich.
– W takiej sytuacji podstawowa idea, która przyświecała wspólnej polityce rolnej od początku jej istnienia, czyli wyrównywanie szans rozwojowych oraz stabilizacja dochodów gospodarstw, zostałaby całkowicie podważona – podnosi Monika Przeworska.
Głos organizacji rolniczych należy traktować bardzo poważnie. Nie jest to wyłącznie walka o wysokość dopłat ani spór o budżetowe liczby.
– W rzeczywistości chodzi o przyszłość europejskiego rolnictwa, bezpieczeństwo żywnościowe kontynentu oraz utrzymanie zdolności do produkcji żywności w warunkach coraz większej niestabilności gospodarczej i geopolitycznej – podsumowuje Monika Przeworska.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik




