[NASZ DZIENNIK] Patentowa pułapka

Czy Polska przystąpi do jednolitego systemu patentowego (JSP)? Z informacji, do których dotarł „Nasz Dziennik”, wynika, że rząd bardzo poważnie rozważa taki ruch.

Jeszcze w maju miały się rozpocząć analizy nad zaletami i wadami przystąpienia Polski do JSP. Zdaniem ekspertów na wdrożeniu systemu skorzystają koncerny zagraniczne. Polskich przedsiębiorców JSP zmusi do wygenerowania gigantycznych kosztów.

– Potencjalne przystąpienie Polski do jednolitego systemu patentowego nie niesie ze sobą żadnych korzyści. Trzeba to powiedzieć wprost: polscy przedsiębiorcy nic nie zyskają na pojawieniu się wielu tysięcy patentów, których ochrona zacznie wówczas obowiązywać w Polsce, a wręcz przeciwnie – będą musieli wnosić wysokie opłaty, żeby dochodzić własnych praw patentowych. Kogo będzie na to stać, żeby procesować się z zagranicznymi koncernami? – zwrócił uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Paweł Kurcman, prezes Polskiej Izby Rzeczników Patentowych.

O próbie wysadzenia polskiej gospodarki mówi w tym kontekście prof. Marcin Warchoł, były minister sprawiedliwości.

– Pojawienie się tematu ewentualnego wdrożenia jednolitego systemu patentowego to prawdopodobnie efekt nacisków niemieckiego lobby, które chce wykorzystać fakt, że obecna ekipa rządząca patrzy na inicjatywy korzystne dla nich przychylnym okiem. To jest nic innego, jak próba pogrzebania polskich przedsiębiorców – wskazał były minister sprawiedliwości.

„Nasz Dziennik” zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości z pytaniem, na jakim etapie są prace dotyczące potencjalnego przyłączenia Polski do jednolitego systemu ochrony patentowej? Nadal czekamy na odpowiedź. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że to właśnie na ministerstwo najbardziej napiera lobby, aby przeprowadzić proces przygotowania i wdrożenia Polski do JSP.

Rozpoczęcie analiz, które mają być podstawą do podjęcia decyzji o przyłączeniu się Polski do systemu jednolitej ochrony patentowej, to pokłosie niedawnego spotkania Waldemara Żurka i prezesa Urzędu Patentowego RP z prezesem Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO) António Campinosem. Ministerstwo po tym spotkaniu nie kryło, że Polska dąży do bycia aktywnym partnerem w europejskim systemie patentowym. Taki komunikat umieściło po spotkaniu na swojej stronie internetowej.

Prezes EPO stwierdził, że brak udziału Polski to stracona szansa zarówno dla polskiej gospodarki, jak i dla polskich podmiotów. Waldemar Żurek zapowiedział więc, że te kwestie „będą analizowane we współpracy z innymi właściwymi instytucjami”, a także wskazał, że kluczowe znaczenie w procesie dołączenia Polski do JSP będzie przekonanie polskiego społeczeństwa i polityków o korzyściach z tego wynikających. Jednak jak uważają zgodnie eksperci, nasi przedsiębiorcy mogą przez to stracić nawet całe swoje firmy. Warto zaznaczyć, że dyskusja o wejściu do JSP toczyła się już wiele lat temu i w 2013 r. została zablokowana z powodu wykazania właśnie braku korzyści dla polskich firm i samego państwa. Od tego czasu nic się w tej materii nie zmieniło.

Co w praktyce oznacza JSP? Patent uzyskany w kraju, w którym obowiązuje jednolity system, automatycznie jest aktywowany we wszystkich krajach uczestniczących w systemie. Obecnie jest w nim 18 krajów, m.in. Niemcy, Francja, Włochy i Portugalia. W systemie – poza Polską – nie uczestniczą Hiszpania, Chorwacja, Czechy, Słowacja, Węgry, Irlandia, Grecja i Cypr. Powód? Dla tych państw jest to ekonomicznie nieopłacalne, generuje zbyt wysokie koszty postępowań dla lokalnych przedsiębiorców, a ryzyko automatycznego unieważnienia patentu na całym unijnym rynku uderza w konkurencyjność ich gospodarek.

Jak przekazał nam Paweł Kurcman, polskie podmioty odpowiadają za mniej więcej 0,3 proc. patentów europejskich. Tymczasem ryzyko pozwów wobec polskich firm rośnie wraz z liczbą zagranicznych patentów. To oznacza, że w sporach przed JSP bylibyśmy częściej pozwanymi niż pozywającymi.

Mielibyśmy prawdziwy wysyp pozwów o naruszenie patentów. To są znane metody działań największych koncernów, które są zdeterminowane, aby wyeliminować konkurencję. Takie postępowania do tej pory odbywają się w kraju pozywającego, czyli w praktyce poza Polską. Najczęściej są to Niemcy i Francja. Trzeba więc będzie się liczyć z zatrudnianiem kancelarii w tych krajach. Do tego nierzadko zasądzenia sądów patentowych do tej pory oscylowały w granicach milionów euro. Trudno przy takich kwotach mówić o tym, że polscy przedsiębiorcy będą w stanie sobie poradzić z takimi kosztami – przyznał Paweł Kurcman.

Jak zaznaczył, tych powodów, dla których nie należy przystępować do tego systemu, jest znacznie więcej.

Można się spodziewać, że wszystkie postępowania byłyby prowadzone w Niemczech bądź we Francji, bo te kraje najbardziej korzystają z tej ochrony. A w Polsce zaczęłyby obowiązywać tysiące patentów nieobjętych dotąd ochroną. To są tak mocne przesłanki, aby nie przystępować do tego systemu, że trudno sobie nawet to wyobrazić, iż ktoś może myśleć, aby włączyć Polskę do systemu – akcentował prezes Polskiej Izby Rzeczników Patentowych.

Na alarm biją także polscy producenci leków, którzy nie mają złudzeń, że przystąpienie do jednolitego systemu patentowego to jedno z największych zagrożeń dostępności leków w polskim systemie ochrony zdrowia. Przypomnijmy, że polskie firmy specjalizują się w produkcji tzw. generyków, czyli tańszych zamienników leków oryginalnych, które trafiają na rynek po wygaśnięciu ochrony patentowej oryginału.

Koncerny zagraniczne natychmiast będą przedłużać monopol na swoje leki, którym wygasa patent, i występować o zabezpieczenie bezpodstawnych roszczeń wobec producentów wprowadzających konkurujące produkty – mówił  Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowych Producentów Leków.

Kolejną metodą jest patentowanie najpierw wynalezionej cząsteczki, następnie różnych jej zastosowań, sposobu podawania, składników pomocniczych, technologii wytwarzania, zakresu dawek itp., których ochrona kończy się w różnym momencie.

Znamy przypadek leku chronionego 1300 patentami wątpliwej jakości – zauważył rozmówca.

Potwierdził też, że zakaz sprzedaży generyku w czasie procesu uderza w chorych czekających na dostęp do terapii i w NFZ finansujący ją z naszych składek po wyższej cenie.

Dla krajowych producentów leków przystąpienie do jednolitego systemu patentowego to ogromne ryzyko i ciężar finansowy często nie do udźwignięcia.

Koszty prowadzenia sporów przewyższają budżety wielu małych i średnich firm. Obawy przed gigantycznymi kosztami hamowałyby więc inwestycje branży w innowacje, a stracone na procesy miliardy euro byłyby kulą u nogi naszej gospodarki, a nie impulsem innowacyjności – oznajmił Grzegorz Rychwalski.

Zaznaczył przy tym, że procesy o naruszenie patentów farmaceutycznych należą do najbardziej skomplikowanych postępowań prawnych. Łączą zaawansowaną wiedzę naukową z zakresu chemii, biologii molekularnej, medycyny, farmakologii, biotechnologii ze skomplikowanymi przepisami prawa własności intelektualnej.

Polska podjęła w 2013 r. decyzję o nieprzystąpieniu do JSP nie z powodów politycznych czy eurosceptycznych.

Wstrzymała się ze względów ekonomicznych i ze względu na ochronę rozwoju naszej gospodarki. Dziś jednak z powodów prawdopodobnie politycznych i pomimo względów ekonomicznych chce się do tego systemu Polskę włączyć. Nie miejmy złudzeń, że jeśli Polska zostanie wepchnięta w ten system, to stracą na tym polscy przedsiębiorcy, ale przede wszystkim stracą konsumenci. Dlatego trzeba się będzie liczyć ze wzrostem cen – alarmował prof. Marcin Warchoł.

Nie ma złudzeń, że wyroki, jakie będą zapadać w sądach patentowych, nie będą korzystne dla polskich przedsiębiorców.

To jest system chroniący interesy tzw. starej UE. Międzynarodowe koncerny mają swoje przedstawicielstwa handlowe w Komisji Europejskiej, która jest ich lobbystą. Dziś ten lobbysta wykorzystuje to, że w Polsce rządzący wykonują wszystkie jego polecenia, i próbuje przepchnąć ten niekorzystny projekt. Dlatego trzeba o tym głośno mówić – apelował prof. Marcin Warchoł.

Urszula Wróbel/Nasz Dziennik

drukuj