Rząd nie zamierza wycofać się z ograniczenia finansowania diagnostyki
Badania przekładane o rok i odsyłanie na prywatne, kosztowane wizyty. W takiej sytuacji są dziś pacjenci po ograniczeniu przez rząd finansowania diagnostyki. Ministerstwo Zdrowia ze zmian się nie wycofuje, ale chciałoby ograniczyć udział wynagrodzeń w budżetach szpitali.
Badania diagnostyczne, takie jak gastroskopia, kolonoskopia, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa, są niezwykle ważne, o czym mówi senator Prawa i Sprawiedliwości, ale i lekarz, Stanisław Karczewski.
– Rozpoznanie choroby nowotworowej musi być szybkie. To wtedy przyspiesza leczenie i daje większe szanse na wyleczenie. Dlatego jest tak istotna diagnostyka. Diagnostyka otwiera później bramy postępowania z pacjentem – wyjaśnia senator Stanisław Karczewski.
Tymczasem Ministerstwo Zdrowia ograniczyło finansowanie dla tych badań powyżej limitu.
– Tak, czyli nie płacimy 100 proc., tylko płacimy 50-60 proc. za badania – informuje minister zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda.
Jakie są tego konsekwencje? Po pierwsze, przekładanie terminów.
– W tej chwili kolejki wynoszą nie miesiąc czy dwa, ale to jest kwestia pół roku, a czasami nawet w niektórych wypadkach roku na określone zabiegi medyczne – mówi Krzysztof Tenerowicz z „Solidarności”.
Minister Jolanta Sobierańska-Grenda przekonuje, że zmiany nie dotyczą osób, które leczą się onkologicznie. Ograniczają jednak dostęp do badań tym, którzy chcą przez profilaktykę zapobiec chorobie nowotworowej.
– One są bardzo ważne, dlatego że pozwolą na pierwszym etapie dostrzec pewne niebezpieczeństwa, które brak takich badań spowoduje – zaznacza Krzysztof Tenerowicz.
W jakiej sytuacji jest pacjent, który dmucha na zimne lub lekarz odsyła go na wszelki wypadek na badanie diagnostyczne? O tym, jak to wygląda w województwie podkarpackim mówi starosta dębicki, Piotr Chęciek.
– Pacjent idzie, a lekarz mu mówi: „Słuchaj, musimy ci zrobić badanie, bo jest zagrożenie twojego życia i liczą się miesiące, a czasami dni”. Daje mu skierowanie i on idzie do szpitali blisko niego położonych, czyli Dębica, Sędziszów, Mielec, Rzeszów. W każdym z nich się dowiaduje, że w przyszłym roku – wyjaśnia Piotr Chęciek.
Pacjentom, dla których nie ma szybkich terminów, a potrzebują badania, pozostaje wizyta prywatna. Szpitale, które przekraczają limity, a finansowanie nadwykonań mają ograniczone, zachęcają do płatnych badań w korzystniejszych terminach, ale za kilkaset, a nawet powyżej tysiąca złotych.
Ograniczenie diagnostyki przez Ministerstwo Zdrowia krytykuje nie tylko opozycja, ale politycy koalicji rządowej.
– Utrudnianie tego stoi w sprzeczności z ideą, że wychodzimy do pacjentów, badajcie się, profilaktyka jest ważna, wszystko jest ważne. Gdzieś można znaleźć takie mechanizmy, a gdzieś nie. W moim odczuciu za mało medycyny jest w tych decyzjach, a za dużo ekonomii – podkreśla senator Wojciech Konieczny z Lewicy, b. wiceminister zdrowia.
Minister Sobierańska-Grenda proponuje szpitalom szukać środków na badania we własnych budżetach.
– Na stawkę w badaniu wchodzi wiele składników, również wynagrodzenia. W związku z tym zachęcam do przenegocjowania również kontraktu w tym zakresie – mówiła na antenie TVN24 minister zdrowia.
Ministerstwo chciałoby ustawo dokonań zmian, aby procentowy udział wynagrodzeń w budżetach szpitali sięgał 60-70 procent. Nad projektem trwają prace. Resort przywołuje dane, że w niektórych placówkach jest to ponad 100 proc. kosztów. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt ustawy, który miałyby powiązać informację o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Teraz państwowa Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dostaje od szpitali zanonimizowane dane. Resort twierdzi, że po zmianach system wynagrodzeń będzie bardziej transparentny. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, Łukasz Jankowski, nie popiera pomysłu i uważa, że będzie wykorzystywany przeciwko lekarzom.
– Można sobie naprawdę wyobrazić scenariusz, że występuje jakiś lekarz, mówiąc jak jest i natychmiast – oprócz kontroli z NFZ-u – wjeżdża informacja prasowa: „Niech doktor tak nie opowiada, bo zarabia 60 tysięcy na przykład”. I jest to dyskredytacja przez podawanie tego typu danych wrażliwych – wskazał w programie „Super Ring” Łukasz Jankowski.
Projekt jest na etapie prac rządu.
TV Trwam News



