fot. PAP/Piotr Polak

Pracownicy szpitali kontynuują protest w związku z trudną sytuacją służby zdrowia w Polsce. W środę wybrzmiała minuta ciszy dla systemu ochrony zdrowia

Minuta ciszy dla systemu ochrony zdrowia – w ten sposób pracownicy szpitali powiatowych wyrazili niepokój o przyszłość. Narodowy Fundusz Zdrowia nie ma pieniędzy, szpitale nie są w stanie dalej kredytować ochrony zdrowia, wprowadzane są limity na badania i zabiegi. Pacjenci muszą poczekać, choć choroby nie czekają.

W całej Polsce trwa protest organizowany przez szpitale powiatowe. Przed placówkami powiewają czarne flagi. Na czarno ubrany jest szpitalny personel.

– Ta czerń mówi bardzo dużo o sytuacji, w jakiej się znajdujemy, albo w jakiej sytuacji możemy się znaleźć już wkrótce. To nie są czcze pogróżki, ale autentycznie za kilka-kilkanaście miesięcy wiele szpitali powiatowych może nie mieć pieniędzy na bieżące funkcjonowanie i część oddziałów albo wręcz całych szpitali może zniknąć w skali kraju – mówi dyrektor szpitala w Augustowie, Adam Dębski.

W szpitalach wybrzmiała w środę minuta ciszy dla systemu ochrony zdrowia.

– To jest ta chwila, ten moment, żebyśmy naszym milczeniem najgłośniej jak się da wyrazili nasz niepokój o przyszłość – zaznacza Adam Dębski.

Obecna sytuacja oznacza poważne problemy dla chorych.

– Bardzo trudno się dostać do szpitala, także popieram ten protest – wskazuje pani Grażyna, mieszkanka Suchowoli.

Należności od Narodowego Funduszu Zdrowia sięgają już milionów złotych. Dalej nie jesteśmy w stanie kredytować ochrony zdrowia – mówi prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i prezes szpitala miejskiego w Siemianowicach Śląskich, Marta Nowacka.

– My za świadczenia spoza pakietu onkologicznego, czyli pacjentów z podejrzeniem nowotworu, zrealizowaliśmy w zeszłym roku na ponad 309 tys. zł. Zaproponowano nam z tego 16 tys. zł. Nie możemy takiej ugody przyjąć, ponieważ to są rażąco niskie koszty – tłumaczy Marta Nowacka.

Przykład szpitala w Żywcu jest jeszcze bardziej szokujący. Placówka wykonała w zeszłym roku zabiegi ponadlimitowe na kwotę 24 milionów złotych. Od NFZ szpital otrzymał propozycję zapłaty… 109 złotych.

„To nie jest pomyłka ani błąd w druku. Za cały 2025 rok Szpital Żywiec otrzymał od NFZ propozycję wypłaty (na razie) 109 (stu dziewięciu) złotych w ramach rozliczenia tzw. nadwykonań limitowanych. Z drugiej strony mamy kwotę 24 129 955 złotych. (…) To tysiące wykonanych zabiegów, operacji i badań diagnostycznych, za które szpital zapłacił z własnych środków, a za które państwo nie chce/nie może teraz zwrócić pieniędzy” – oznajmił w oświadczeniu szpital w Żywcu.

Poseł, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera, prof. Przemysław Czarnek, wskazuje, że w 2024 roku pieniędzy na ochronę zdrowia zabrakło w czwartym kwartale, rok temu w trzecim, a teraz już w drugim kwartale roku.

– Decyzje które podejmuje Donald Tusk, jego namiestniczka w Ministerstwie Zdrowia i cała „Koalicja 13 grudnia”, powoduje, że w przyszłym roku, jeśli to się nie zatrzyma – i dlatego ci wszyscy Państwo protestują – nie będzie służby zdrowia już od pierwszego kwartału – przestrzega Przemysław Czarnek.

Profesor Czarnek podał przykład. Jeszcze niedawno w szpitalu w Garwolinie na kolonoskopię – np. przy podejrzeniu raka jelita grubego – czekało się około dwóch miesięcy. Dziś placówka przekłada badania na koniec 2027 roku.

– Rząd Tuska, „Koalicji 13 grudnia”, wprowadza limity, które powodują, że pacjent z podejrzeniem, w nieprawdopodobnym lęku o swoje życie, dowiaduje się, że będzie miał badanie za prawie dwa lata, za półtora roku. To jest wyrok śmierci na wielu ludziach – podkreśla Przemysław Czarnek.

Opozycja ostrzega, że sytuacja w ochronie zdrowia pod obecnym rządem zmierza do jej prywatyzacji.

TV Trwam News

drukuj