Dr R. Derewenda o wywózkach na Sybir: Sowieci nie odpuścili nikomu spośród tych z narodu polskiego, którzy mogli stanowić w przyszłości o niepodległym państwowym bycie Rzeczypospolitej
Sowieci nie odpuścili nikomu spośród tych z narodu polskiego, którzy mogli stanowić w przyszłości o niepodległym państwowym bycie Rzeczypospolitej. Dotyczyło to zarówno oficerów, jak i ich rodzin, leśników, strażaków, wszystkich przedwojennych polskich działaczy społecznych, czyli de facto tych, którzy potencjalnie, bo może nawet nie wprost, mogli stanowić przeszkodę dla sowietyzacji terenów, które zostały włączone do Związku Sowieckiego – mówił we wtorkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja dr Robert Derewenda, historyk, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, w 86. rocznicę pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir.
10 lutego 1940 r. NKWD rozpoczęło pierwszą masową deportację Polaków na Sybir. W głąb Związku Sowieckiego wywieziono ok. 140 tys. polskich obywateli. Wielu z nich nie przetrwało podróży, tysiące pozostały już na zawsze na „nieludzkiej ziemi”.
– 17 września 1939 r. i najazd armii sowieckiej na Rzeczpospolitą to tylko początek gehenny ludności mieszkającej na wschodzie II Rzeczypospolitej. (…) Kolejną odsłoną tej gehenny [była – radiomaryja.pl] pierwsza wywózka polskich rodzin, która miała miejsce w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Do polskich domów załomotały, zastukały kolby karabinów enkawudzistów, którzy dali dosłownie kilkanaście czy kilkadziesiąt minut na to, aby spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Niewiele można było ze sobą zabrać. Polskie rodziny były wysyłane w głąb Sowietów. Wtedy na Kresach Wschodnich panowała temperatura ok. minus 20 stopni, a w głębi Związku Sowieckiego dochodziła nawet do minus 40. Część osób zmarła w drodze, w nieludzkich warunkach. Dzieci, które umierały na rękach matek, były po prostu przez enkawudzistów porzucane przy torach. [Tak samo – radiomaryja.pl] starcy (…) czy osoby chore, które nie wytrzymywały tak nieludzkich warunków podróży, trwającej często kilka tygodni. Ci, którzy byli bliżej zsyłani, jechali ok. dwóch tygodni. Ci, którzy [byli zsyłani – radiomaryja.pl] dalej, jechali zdecydowanie dłużej. Jeśli te osoby umierały w trakcie drogi, po prostu były wyrzucane z wagonów przez enkawudzistów (…). De facto były to (…) wywózki usłane już trupami w czasie drogi, bo trudno było takie warunki wytrzymać – podkreślał dr Robert Derewenda.
Polaków zsyłano do Kazachstanu oraz innych odległych zakątków Związku Sowieckiego. Wśród deportowanych były głównie rodziny urzędników, pracowników Służby Leśnej, kolejarzy i wojskowych, w tym polskich oficerów, których wiosną 1940 r. NKWD wymordowało w ramach zbrodni katyńskiej.
– Sowieci nie odpuścili nikomu spośród tych z narodu polskiego, którzy mogli stanowić w przyszłości o niepodległym państwowym bycie Rzeczypospolitej. Dotyczyło to zarówno oficerów, jak i ich rodzin, leśników, strażaków, wszystkich przedwojennych polskich działaczy społecznych, czyli de facto tych, którzy potencjalnie, bo może nawet nie wprost, mogli stanowić przeszkodę dla sowietyzacji terenów, które zostały włączone do Związku Sowieckiego. Potem mamy do czynienia jeszcze z kolejnymi wywózkami – ostatnia przygotowywana tuż przed atakiem Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku – mówił historyk.
O wywózkach na Sybir nie wolno było mówić w PRL-u.
– Kiedy pokazano serial „Czterej pancerni i pies”, trudno było ustalić do końca, skąd wzięli się Polacy w głębi Sowietów, skąd Janek wziął się gdzieś na dalekich krańcach Związku Sowieckiego. (…) O gehennie Polaków nie mówiono przez cały okres PRL-u. Dopiero dziś, w wolnej Polsce, możemy przypominać tę historię – podkreślił gość „Aktualności dnia”.
10 lutego przypada również rocznica zaślubin Polski z morzem, jakie odbyły się w Pucku w 1920 roku. Potwierdzono w ten sposób wykonanie jednego z punktów postanowień traktatu wersalskiego, przyznającego Polsce dostęp do Bałtyku w postaci ponad 140-kilometrowego odcinka wybrzeża. Aktu tych symbolicznych zaślubin dokonał gen. Józef Haller, jeden z najbardziej zasłużonych polskich dowódców.
Całość rozmowy z dr. Robertem Derewendą jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl




