
fot. Autorstwa Autor nieznany - Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=99846663
Niemiecka zbrodnia pomorska – prawda, której nie da się zagłuszyć. Historycy: to była eksterminacja zaplanowana w Berlinie na długo przed wojną
Pomorze nie było „kolejnym regionem dotkniętym wojną”. Było laboratorium niemieckiego terroru – miejscem, gdzie w pierwszych tygodniach września 1939 roku dokonano jednej z największych zbrodni na polskiej ludności cywilnej – przypominali na antenie TV Trwam goście niedzielnych „Rozmów Niedokończonych”: red. Piotr Szubarczyk – historyk, publicysta, wieloletni pracownik IPN; Roman Dambek – prezes stowarzyszenia upamiętniającego Tajną Organizację Wojskową Gryf Pomorski; Lech Makowiecki – artysta, twórca utworów o tematyce historyczno-patriotycznej.
Zbrodnia pomorska nie była spontanicznym wybuchem agresji ani konsekwencją działań wojennych. Była świadomym, celowo organizowanym mordem – często prowadzonym rękami tych, którzy do niedawna mówili swoim ofiarom: „dzień dobry”. To mechanizm terroru – podkreśla red. Piotr Szubarczyk, historyk i publicysta, wieloletni pracownik IPN-u.
– Niemiecka zbrodnia pomorska 1939 roku to po prostu zabijanie sąsiadów. […] Niemiecki cywil strzelał w lesie do polskiego sąsiada, ponieważ jutro jego gospodarstwo będzie mógł przejąć, a jego dzieci i jego żona będą służyć za parobków. […] W październiku i listopadzie 1939 roku była niesamowita erupcja tej nienawiści i zbrodni. Dlatego potrzebujemy tych trzech słów: niemiecka zbrodnia pomorska – wskazuje red. Piotr Szubarczyk.
Zbrodnia pomorska była przygotowana jeszcze przed wojną. Listy osób, które miały zostać zabite, obejmowały inteligencję, księży, nauczycieli, urzędników, działaczy społecznych. Wszystkich tych, którzy mogli w jakiś sposób organizować życie zgodne z polskimi wartościami.
– Tutaj nastąpił mord na około 40 tysiącach Polaków Pomorza. […] Niemcy zbierali już listy proskrypcyjne od 1938 roku. Był cały spis zrobiony, jakich ludzi należy zlikwidować, czyli zamordować. Po prostu zamordować. […] To było zaplanowane już w Berlinie, dobry rok przed wojną – mówi Roman Dambek, prezes stowarzyszenia Gryf Pomorski, bratanek komendanta Gryfa Pomorskiego kpt. Józefa Dambka.
Zbrodnia miała złamać kręgosłup moralny Pomorza. Relacja Lecha Makowieckiego, kompozytora i autora tekstów, pokazuje, jak wstrząsająca była fala mordów.
– Kiedy wybuchła II wojna światowa […] Polacy walczyli, jeszcze Hel się bronił, to w Rypinie i okolicach już zaczęły się – zgodnie z przygotowanymi listami – mordy inteligencji, mordy księży, mordy urzędników. Wszystkich tych, którzy mieli patriotyczne polskie zacięcie. Mordowano według list, które sporządzał pastor Waldemar Krusze. Pastor ewangelicki, który przez dwa lata przed wojną odbywał różne szkolenia dywersyjne i sporządzał listy osób do wysiedlenia. Kiedy Niemcy 7 września wkroczyli do mojego miasta, zbombardowano nawet szpital. Uczniowie niemieccy doprowadzali swoich nauczycieli na posterunek Gestapo, który mieścił się w przedwojennym posterunku Policji Polskiej i tam w podziemiach tego posterunku Gestapo zamordowano około tysiąca osób – przypomina Lech Makowiecki, lider zespołu ZAYAZD.
Niemiecka zbrodnia pomorska wciąż jest marginalizowana, a uznaje się, że była to pierwsza – na tak wielką skalę – systemowa akcja eksterminacyjna II wojny światowej. Szacuje się, że zginęło wówczas około 40 tysięcy mieszkańców Pomorza.
radiomaryja.pl



