Resort edukacji chce, aby tzw. edukacja zdrowotna była obowiązkowa od września

Tzw. edukacja zdrowotna może być obowiązkowa już od września. Takie plany ma ministerstwo. Rząd jednocześnie forsuje szeroką reformę edukacji, która budzi poważne wątpliwości.

Resort edukacji nie kryje się ze swoimi planami.

– Nie jest tajemnicą, że zawsze Ministerstwo Edukacji Narodowej chciało, żeby to był przedmiot obowiązkowy. Zdecydowaliśmy się wprowadzić to jako przedmiot nieobowiązkowy, ponieważ rzeczywiście powstał bardzo duży spór – mówiła Katarzyna Lubnauer, wiceminister edukacji narodowej z Koalicji Obywatelskiej.

Przedmiot w tym roku szkolnym nie jest obowiązkowy. Przeciwko zajęciom protestowali rodzice i Kościół. Na tzw. edukację zdrowotną uczęszcza zaledwie 30 proc. uczniów. To porażka minister Barbary Nowackiej.

– Ludzie pełnoletni poczuli swoją odpowiedzialność za samych siebie, rodzice za swoje dzieci niepełnoletnie i w związku z tym podjęli jasną decyzję i tę decyzję trzeba uszanować – wskazał dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.

W ciągu kilku miesięcy zapadnie decyzja, czy tzw. edukacja zdrowotna będzie od września obowiązkowa. Prezydent Karol Nawrocki liczy, że społeczeństwo znów wyrazi sprzeciw.

– Mam nadzieję, że także nie zgodzi się na to ta część koalicji, która do tej pory się nie zgadzała. Mówię tutaj o PSL-u i wicepremierze Władysławie Kosiniaku-Kamyszu – podkreślił Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP.

Społeczeństwo musi zrozumieć, że tzw. edukacja zdrowotna jest wielkim oszustwem.

– W nazwie mamy edukację zdrowotną i oczywiście są tam treści związane z edukacją zdrowotną, ale one stanowią tak naprawdę tylko przykrywkę do tego, żeby wejść z tą mocną i kontrowersyjną edukacją seksualną – zauważyła Teresa Misiuk, była lubelska kurator oświaty.

Tzw. edukacja zdrowotna to jednak nie tylko kwestia seksualizacji dzieci.

– Tam jest taki zapis, który wprost brzmi, to jest dla szkół średnich: uczeń poznaje kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grup osób LGBTQ+. Są też kwestie dotyczące zmian klimatycznych, dotyczące szczepień, dotyczące praw i obowiązków ucznia – wyliczał mec. Marek Puzio z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Przedmiot jest elementem szerokiej reformy edukacji zaproponowanej przez resort minister Barbary Nowackiej. Sejm przyjął przepisy, które umożliwią wdrożenie programu pod nazwą „Kompas Jutra”. Co zakłada reforma?

– Szkoła ma być praktyczna, uczeń ma robić doświadczenia, uczeń ma praktycznie sprawdzać wiedzę. To wszystko jest w ustawie „Kompas Jutra” – powiedziała Krystyna Szumilas, poseł KO.

Tymczasem środowiska nauczycieli i rodziców alarmują, że reforma wpisuje się w europejskie, lewicowe trendy. Ma ograniczyć wpływ rodziców na wychowanie dzieci, wzmocnić rolę szkoły. Grażyna Lubszczyk ze stowarzyszenia „Nauczyciele dla Wolności” zwraca uwagę na ograniczenie podstaw programowanych.

– Zakładają między innymi całkowitą likwidację obowiązkowego kanonu lektur do klasy szóstej w szkołach podstawowych, a w klasach siódmych-ósmych jego ograniczenie do minimum – oznajmiła Grażyna Lubszczyk.

Reformie sprzeciwia się opozycja.

– Generalnie będzie to szło, tak czy inaczej, w kierunku zdecydowanie mniejszej wiedzy polskich uczniów po zakończeniu szkoły, a to nie wróży dobrze na przyszłość – akcentował prof. Przemysław Czarnek, poseł PiS.

Część rodziców i nauczycieli apeluje do prezydenta o zawetowanie reformy edukacji minister Nowackiej, kiedy ta trafi na jego biurko.

TV Trwam News

drukuj