fot. TV Trwam

Mec. R. Dorosiński: Koalicja rządząca, a dokładnie Ministerstwo Cyfryzacji, pod pozorem wdrażania przepisów unijnych, chce przemycić rozwiązanie, które w żaden sposób nie jest nam narzucane, a będzie oznaczało, że urzędnik otrzyma możliwość cenzurowania treści w internecie

Polska jest zobowiązana do wdrożenia rozporządzenia, natomiast nie ma w nim obowiązku wprowadzenia mechanizmów, które znalazły się w projekcie ustawy mającym wprowadzić to rozporządzenie unijne. Innymi słowy koalicja rządząca, a dokładnie Ministerstwo Cyfryzacji, pod pozorem wdrażania przepisów unijnych chce przemycić rozwiązanie, które w żaden sposób nie jest nam narzucane, a będzie oznaczało, że urzędnik otrzyma możliwość cenzurowania treści w internecie, co stanowi zagrożenie dla fundamentalnej dla demokracji wolności słowa. To działanie z jednej strony budzi niepokój, ale z drugiej strony jakoś nie zaskakuje, biorąc pod uwagę, iż ten sam rząd jeszcze nie dawno próbował znowelizować Kodeks karny, tak aby wprowadzić tam przepisy o tzw. mowie nienawiści – mówił mec. Rafał Dorosiński, członek zarządu Instytutu Ordo Iuris, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

W ostatnim czasie opinia publiczna z niepokojem przygląda się działaniom rządu, który pod hasłem wdrażania przepisów unijnych forsuje zmiany w prawie mogące znacząco ograniczyć wolność słowa w internecie. Choć projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną przedstawiany jest jako techniczne dostosowanie polskich przepisów do prawa UE, w rzeczywistości zawiera on rozwiązania wykraczające daleko poza unijne wymogi. Zamiast zwiększać bezpieczeństwo użytkowników, otwiera on furtkę do blokowania treści przez urzędników.

Polska jest zobowiązana do wdrożenia rozporządzenia, natomiast nie ma w nim, w żadnym miejscu, obowiązku wprowadzenia mechanizmów, które znalazły się w projekcie ustawy mającym wprowadzić to rozporządzenie unijne. Innymi słowy koalicja rządząca, a dokładnie Ministerstwo Cyfryzacji, pod pozorem wdrażania przepisów unijnych chce przemycić rozwiązanie, które w żaden sposób nie jest nam narzucane, a będzie oznaczało, że urzędnik otrzyma możliwość cenzurowania treści w internecie, co stanowi zagrożenie dla fundamentalnej dla demokracji wolności słowa. To działanie z jednej strony budzi niepokój, ale z drugiej strony jakoś nie zaskakuje, biorąc pod uwagę, iż ten sam rząd jeszcze nie dawno próbował znowelizować Kodeks karny, tak aby wprowadzić tam przepisy o tzw. mowie nienawiści. To się nie udało, ponieważ jeszcze prezydent Andrzej Duda skierował tamten projekt do Trybunału Konstytucyjnego i orzeknięto, że taka zmiana jest niezgodna z Konstytucją RP. Teraz obserwujemy drugie podejście do wprowadzenia mechanizmu cenzorskiego. Mechanizm ten wprost miałby oznaczać, że to urzędnik będzie mógł zablokować takie czy inne treści. Z tego względu nadano temu projektowi pseudonim „ustawa kagańcowa”. Ten skrót bardzo trafnie określa istotę tego projektu i ryzyko, które się z nim wiąże. Obserwujemy kolejną próbę wprowadzenia cenzury do internetu – wskazał mec. Rafał Dorosiński.

Kolejnym niepokojącym elementem projektowanej ustawy jest sposób, w jaki rząd zamierza rozszerzyć kompetencje tzw. zaufanych podmiotów sygnalizujących. Choć sama instytucja takich podmiotów została przewidziana w unijnym rozporządzeniu, polski projekt znacząco modyfikuje jej zakres i nadaje jej zupełnie inny charakter. Zamiast zachować ramy wyznaczone przez prawo europejskie ustawodawca idzie o krok dalej, tworząc mechanizm, który może w praktyce stać się narzędziem ideologicznej walki i tłumienia niewygodnych opinii w przestrzeni publicznej.

Zaufany podmiot sygnalizujący jest już przewidziany w unijnym rozporządzeniu. Co tu dużo ukrywać, jest to mechanizm, który służy w praktyce do nadawania uprawnień grupom o bardzo wyraźnym profilu ideologicznym, które w ten sposób otrzymują narzędzie do tego, aby uderzać w debatę publiczną, wypowiedzi, głosy, z którymi się nie zgadzają. Niemniej jednak istnieje istotna różnica między tym, co przewiduje unijne rozporządzenie a tym, co zakłada projektu ustawy. On idzie dalej niż to, czego wymaga unijny akt. W projekcie ustawy jest napisane, że podmioty, organizacje, które uzyskają status tzw. zaufanego podmiotu sygnalizującego, będą mogły nie tylko zgłaszać swoje uwagi czy zastrzeżenia do treści zamieszczonych na portalach społecznościowych do platform, jak to jest przewidziane w unijnym rozporządzeniu, ale będą mogły robić znacznie więcej – będą mogły zgłaszać swoje zastrzeżenia do wskazanego w projekcie ustawy urzędu. Innymi słowy będą miały czynną legitymację do tego, aby wszczynać postępowania przeciwko osobom, jednostkom, organizacjom, które uznają za szerzące treści niebezpieczne. To narzędzie jest niebezpieczne, bo ono uzbraja aktywistów lewicowych w narzędzie nękania swoich oponentów ideowych. To nie może być oceniane inaczej, jak jako poważne ryzyko dla debaty publicznej – wyjaśnił członek zarządu Instytutu Ordo Iuris.

Mec. Rafał Dorosiński zauważył, że w całej sprawie widać wyraźnie, iż nie chodzi jedynie o kwestie techniczne czy administracyjne. Za tymi działaniami stoi pewien sposób myślenia charakterystyczny dla środowisk lewicowych, które coraz częściej wybierają próbę ograniczania pola debaty zamiast otwartego sporu idei. Zamiast przekonywać argumentami dążą do narzucania własnej narracji poprzez regulacje i mechanizmy kontrolne.

To wydaje się być stałym rysem formacji lewicowych, które najwyraźniej obawiają się otwartej dyskusji. Obawiają się debaty wokół tematów, które w ostatnich latach wysunęły się na pierwszy plan w ich programach politycznych. Mówię tu m.in. o postulatach i żądaniach dotyczących szerokorozumianej sfery związanej z małżeństwem, rodziną, płciowością. To są obszary, w których bardzo często chcieliby stosować narzędzia ograniczające swobodę debaty publicznej, ponieważ nie są w stanie wygrać tej debaty, przekonać opinii publicznej do słuszności swojego stanowiska, w związku z tym uciekają się do narzędzi cenzorskich, które mają przeważyć szalę zwycięstwa na ich stronę – akcentował prawnik.

Całą rozmowę z mec. Rafałem Dorosińskim można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj