fot. pixabay

Skażone jajka z Ukrainy

Na francuski rynek trafiły jaja z Ukrainy skażone pozostałościami antybiotyków. Eksperci ostrzegają o zagrożeniu dla zdrowia ludzi – wskazuje red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.

Nad Sekwaną wybuchł wielki skandal. Okazało się, że pomimo zapewnień jaja, które trafiały do tego kraju z Ukrainy, nie spełniały norm sanitarnych – zawierały pozostałości po stosowanych antybiotykach. Środowisko rolnicze wrze, domagając się od Paryża stosownej reakcji. Paryż bije na alarm i domaga się od Brukseli zaostrzenia kontroli granicznych. Jeśli sprawa nie zostanie rozwiązana u źródła, zaufanie konsumentów do unijnych standardów żywnościowych legnie w gruzach.

Według francuskiego Narodowego Komitetu ds. Promocji Jajek (CNPO) importowane produkty nie spełniają unijnych wymogów dotyczących hodowli, a tym bardziej restrykcyjnych norm francuskich.

– Istnieje poważne ryzyko, że w ich produkcji stosowane są niedozwolone antybiotyki oraz że nie przestrzega się krajowego porozumienia w sprawie owoselekcji, czyli technologii pozwalającej uniknąć masowego uśmiercania samców. A to oznacza, że w imię taniego importu cofamy się w etyce hodowli i bezpieczeństwie żywności o całe dekady – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Roman Niżnikowski z Katedry Hodowli i Żywienia Zwierząt Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Pozostałości antybiotyków w jedzeniu to nie błahostka – to realne zagrożenie.

– W dopuszczalnych normach mogą być neutralne, ale gdy te limity są przekroczone, ryzyko staje się poważne. Chodzi nie tylko o odporność bakterii, lecz także o wpływ na ludzki organizm, w tym na procesy rozwojowe. W nauce istnieje hipoteza, że mają one wpływ m.in. na przyspieszone dojrzewanie płciowe. To już nie jest kwestia komfortu konsumenta – to sprawa zdrowia publicznego – wyjaśnia prof. Roman Niżnikowski.

Francuzi wskazują, że skażenie jajek antybiotykami to tylko część skandalu. Kolejną jest to, że ukraińska żywność nie jest produkowana w takich samych warunkach co ta pochodząca z krajów UE, a więc jest dużo tańsza. A to oznacza, że w sytuacji, w której wchodzi ona na nasz europejski rynek, w poważny sposób zaburza konkurencję. Podnoszone są również kwestie etyczne. Otóż hodowla zwierząt na Ukrainie stoi na dużo niższym poziomie, a więc tamtejsi hodowcy nie są zainteresowani podnoszeniem standardów dobrostanu zwierząt. Dla zachodnich społeczeństw jest to jeden z kluczowych argumentów przy decydowaniu się na dany produkt podczas zakupów.

Cały artykuł dostępny [tutaj].

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj