fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Czuwanie i nadzieja, a nie świętowanie: O prawdziwym duchu Adwentu

W powszechnej świadomości Adwent coraz częściej przechodzi niezauważony. Standardem stały się wigilie firmowe organizowane w tym okresie. Wielu nie widzi żadnego problemu ze śpiewaniem kolęd przed Bożym Narodzeniem. Nie wspominając już o tym, że nazajutrz po Wszystkich Świętych w sklepach i galeriach handlowych pojawiają się świąteczne dekoracje. Z jednej strony wydaje się to konsekwencją wszechobecnej komercjalizacji, ale z drugiej wiąże się z błędnym postrzeganiem samego Adwentu.

Ktoś powie, że te wymienione na wstępie postawy świadczą o tym, iż święta Bożego Narodzenia są wciąż ważne dla ludzi. Czy jednak na pewno celem jest tu świętowanie przyjścia na świat Boga-Człowieka? Czy może raczej obchodzenie „wakacji”, jak to określiła ostatnio zwracając się do dzieci Pierwsza Dama USA, Jill Biden. Co ciekawe, została wyprowadzona z błędu właśnie przez te małe szkraby, które dały świadectwo prawdzie, odpowiadając jej „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia”.

Jedno jest pewne – świętowanie Bożego Narodzenia przed Bożym Narodzeniem nie pomaga we właściwym zrozumieniu istoty tej uroczystości. Czy ktoś świętuje zmartwychwstanie Chrystusa podczas Wielkiego Postu? Raczej nie, ale ta analogia pozwala w pewien sposób uzmysłowić, jaką aberracją jest rozciągnięcie radości Bożego Narodzenia na okres Adwentu. W ogóle Adwent jest dla współczesnego człowieka niezwykle problematyczny. Z jednej strony nawet w Kościele coraz częściej mówi się, że to nie jest czas pokuty, tylko radosnego oczekiwania, z drugiej jednak takie postawienie sprawy wymaga sprecyzowania. Akcent nie jest tu położony na radości, lecz na oczekiwaniu, czy może lepiej powiedzieć – czuwaniu. Natomiast sama radość w Adwencie nie jest tożsama z radością Bożego Narodzenia. Adwentowa radość ma swoje źródło w nadziei, że „Pan blisko jest”. Stąd być może w katechezie o Adwencie powinniśmy położyć większy nacisk właśnie na nadzieję. I przywrócić niemal całkowicie porzucone elementy pokutne, co prawda innego charakteru niż w Wielkim Poście, ale jednak niewątpliwie obecne w tym okresie liturgicznym.

Na problem tego pomieszania z poplątaniem zwracał uwagę już dobrych kilkanaście lat temu ks. Wojciech Węgrzyniak. „Zasadniczo są dwa wyjścia z tych dwóch adwentowych problemów. Po pierwsze można by zastanowić się raz jeszcze nad istotą Adwentu, a może i dostosować liturgię do komercji i świata. Tak ustawić znaczenie tego okresu, żeby sens miały i kolędowanie, i zakupy, a nawet opłatek. Ustawić Boże Narodzenie jako szczyt, do którego zmierza wszystko. Drugi sposób to wrócić do właściwego znaczenia znaków i bronić za wszelką cenę czasu oczekiwania, bronić przed tym wszystkim, co czekaniu przeszkadza. Bronić przynajmniej w Kościele. Boję się jednak, że wybierzemy drogę trzecią, czyli, że zostanie – tak jest”.

Z pewnością trudno jest wygrać z konsumpcjonizmem, który wypaczył wiele rzeczy, w tym Adwent i samo Boże Narodzenie. Trzeba jednak próbować, choć okoliczności wybitnie nie sprzyjają. Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że nie potrafimy czekać, że brakuje nam cierpliwości. I choć od Bożego Narodzenia dzieli nas już zaledwie kilkadziesiąt godzin, to jeszcze jest czas, aby się do niego przygotować. Jak mówił Benedykt XVI: „Można by powiedzieć, że człowiek żyje, dopóki czeka, dopóki w jego sercu żyje nadzieja. I po jego oczekiwaniach rozpoznaje się człowieka: naszą „postawę” moralną i duchową można zmierzyć tym, na co czekamy, w czym pokładamy nadzieję. A zatem każdy z nas może zadać sobie pytanie, zwłaszcza w tym okresie, który przygotowuje nas do Bożego Narodzenia: a ja na co czekam?”.

Wojciech Grzywacz

drukuj