fot. Monika-Tomaszek

Ks. S. Kostrzewa dla „Naszego Dziennika”: Kto i dlaczego nienawidzi Kościoła i kapłanów?

Dlaczego Kościół katolicki jest dziś najbardziej prześladowaną i atakowaną instytucją na świecie, a katoliccy księża są najbardziej szykanowaną grupą społeczną? Nie sposób znaleźć właściwą odpowiedź na to pytanie, jeśli nie podejmiemy wysiłku przyjrzenia się temu problemowi przez pryzmat wiary i istoty sakramentu kapłaństwa – wskazuje ks. Sławomir Kostrzewa, kulturoznawca, na łamach „Naszego Dziennika”.

Kościół nie jest, jak chcieliby dziś niektórzy, jedną z wielu instytucji charytatywnych na świecie. Nie jest także instytucją powołaną do tego, by od czasu do czasu świadczyć ludziom usługi poprawiające ich samopoczucie i spełniające potrzeby psychiczno-duchowe. Kościół katolicki został założony przez Boga – Jezusa Chrystusa w konkretnym celu, a jest nim zbawienie dusz przez posługę sakramentalną, prowadzenie ich do Boga przez przypominanie i głoszenie niezmiennej nauki Boga. Kościół został powołany także jako najważniejsza przestrzeń prowadzenia skutecznej walki duchowej przeciwko szatanowi oraz sprzeciwiania się ludziom, którzy stali się jego narzędziami.

Kapłani z kolei w najdoskonalszy sposób uobecniają moc Boga na ziemi, gdy sprawują sakramenty, szczególnie Eucharystii i spowiedzi świętej. Robią dokładnie to samo, co czynił Jezus: uzdrawiają dusze i walczą z szatanem. Przeszkadzają złym duchom w dziele prowadzenia dusz ludzkich do piekła.

Z tego powodu szatan atakuje każdego księdza przez całe jego życie. Czyni to bezpośrednio: przez serce, duszę, pokusy, i pośrednio: przez przeciwności, wydarzenia i innych ludzi, którzy mniej lub bardziej świadomie stają się narzędziami szatana właśnie w tym celu, żeby niszczyć księdza, niszczyć kapłaństwo. Żaden ksiądz nie będzie wolny od tego, co zapowiedział sam Pan Jezus: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: ’Sługa nie jest większy od swego pana’. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał” (J 15,18-21).

Prześladowania trwają

Słowa Jezusa spełniają się, i to bardzo dosłownie, od początków chrześcijaństwa. Z grona powołanych przez Jezusa apostołów jedynie św. Jan umarł śmiercią naturalną. W jakimś stopniu każdy kapłan dzieli losy Jezusa Chrystusa i Jego apostołów. Są prześladowani, więzieni, szykanowani, wielu z nich ginie śmiercią męczeńską tylko dlatego, że poszli za głosem Chrystusa, że chcą uosabiać Go w świecie i realizować Jego zadania.

Gdybyśmy przyjrzeli się historii Kościoła katolickiego, od samego jego początku nie było okresu, w którym by nie toczono walki z Kościołem i kapłaństwem. W Polsce okresem szczególnie mrocznym dla Kościoła katolickiego były czasy komuny, kiedy powołano specjalne jednostki do niszczenia i zwalczania Kościoła i kapłanów. Szczególnie złą sławą cieszył się IV Departament Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: specjalna jednostka operacyjna, która zajmowała się nie tylko kontrolą i inwigilacją Kościoła katolickiego, ale przede wszystkim represjonowaniem osób duchownych za to, że są kapłanami. Zbierano na ich temat różnego rodzaju informacje, kontrolowano ich działalność, przygotowywano prowokacje w mediach i lokalnych społecznościach, ośmieszano ich, szantażowano, zastraszano. Wszystko po to, żeby dyskredytować Kościół i osoby duchowne w oczach społeczeństwa, żeby utrudnić ich misję i działalność.

Tragicznym finałem działania tego departamentu były losy bł. ks. Jerzego Popiełuszki. To najbardziej znany, ale nie jedyny przypadek, kiedy kapłan został zamordowany przez służby lub „zginął w niewyjaśnionych okolicznościach” tylko dlatego, że był kapłanem i głosił prawdę. Systemowi nie przeszkadza kapłan, który milczy lub jest bierny. Jeśli jednak wypełnia swoje kapłańskie obowiązki, staje się jego śmiertelnym wrogiem.

Niektórzy twierdzą, że te czasy minęły bezpowrotnie. Nic bardziej mylnego. Zmienili się ludzie, nazwy ministerstw i urzędów, zmieniły się metody, ale cel pozostał ten sam. Jak długo będzie istniał Kościół, tak długo będzie w nienawiści szatana i osób, które mu służą. A więc i dziś kapłani doświadczają różnego rodzaju prześladowań.

Niesłuszne represje

Wiele osób zostało poruszonych w ostatnich miesiącach sprawą [ks. Michała Olszewskiego]. W piątek 25 października po 7 miesiącach został uwolniony z aresztu. Jego historia to dowód na to, że prześladowania duchownych wciąż mają miejsce. I tu ważna uwaga: nikt nie ma pretensji o to, że jeśli istnieje podejrzenie, że kapłan łamie prawo, wszczyna się wobec niego odpowiednie procedury śledcze i sądowe. Ale nie może być zgody na to, że pozbawia się go przy takich okazjach najbardziej elementarnych praw człowieka, a sam fakt aresztowania czyni narzędziem ośmieszania człowieka i represjonowania instytucji Kościoła, której jest członkiem.

Już sam dzień, w którym został aresztowany ks. Olszewski, jest symboliczny: to był 26 marca – w roku 2024 w tym dniu wypadał Wielki Czwartek. To jest największe święto dla kapłanów, dzień ustanowienia sakramentu kapłaństwa. Można by zadać sobie retoryczne pytanie, czy osoby, które podjęły decyzję o areszcie kapłana w tym dniu, czyniły to zupełnie nieświadomie.

Oczywiście miały świadomość, w jakim dniu to się wydarzyło. Uczyniły to specjalnie, żeby niejako zaśmiać się kapłanom i osobom wierzącym, katolikom w twarz: „Popatrzcie, co możemy, popatrzcie, do czego jesteśmy zdolni!”. Niedługo po uwolnieniu ks. Olszewskiego do opinii publicznej zaczęły docierać kolejne informacje na temat tego, jak bardzo brutalnie przebiegało jego aresztowanie. Potraktowano go jak najgorszego gangstera. Człowiek aresztowany ma swoje prawa. Tymczasem w przypadku ks. Olszewskiego dowiadujemy się, że został pozbawiony na wiele godzin dostępu do jedzenia i wody, uniemożliwiano mu sen. Do ks. Olszewskiego przez długie miesiące nie miała dostępu najbliższa rodzina, a jego obrońcy na różne sposoby utrudniano pracę. Specjaliści prawa karnego i praw człowieka mówią bez ogródek, iż w przypadku ks. Olszewskiego wielomiesięczny areszt był bezzasadny i że jego prawa, jako prawa człowieka, były wiele razy łamane. Warto też dodać, że niesłuszne represje spotkały także dwie urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości, które współpracowały z ks. Michałem. One także doświadczyły w areszcie dodatkowych represji tylko dlatego, że wiązano je z osobą kapłana.

Wzbudzanie nienawiści do Kościoła

Uważne śledzenie tej sprawy słusznie przywodzi na myśl działania IV Departamentu MSW z czasów komuny i działania wielu współczesnych totalitarnych systemów. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego to się dzieje w dzisiejszej Polsce? Czy może dlatego, że w naszym kraju Kościół wciąż ma silną pozycję i gromadzi przy sobie wielu ludzi? Pojedyncze prawdziwe przypadki przestępstw i upadków moralnych kapłanów nagłaśniane są i pompowane w mediach w nieskończoność. Na temat Kościoła i kapłanów codziennie produkowanych są setki kipiących od nierzetelności, kłamstw i pomówień wiadomości i reportaży. Taka sytuacja trwa w Polsce od dziesięcioleci, ale nasiliła się szczególnie po śmierci św. Jana Pawła II. Mimo to wciąż dla wielu ludzi kapłani są autorytetem moralnym i wciąż do seminariów duchownych zgłaszają się nowi kandydaci, choć oczywiście ich liczba jest o wiele niższa niż kilka dekad temu. Pomimo tak zaawansowanego i kosztownego aparatu represyjnego Kościół w Polsce wciąż wyróżnia się na tle wielu wspólnot katolickich na świecie swoją aktywnością i żywotnością, a przede wszystkim zdolnością do obrony nauki Jezusa Chrystusa.

Oczywiście fakt ten nie uchodzi uwadze osób, które stoją za kolejnymi akcjami wymierzanymi w Kościół. Ataki na kościoły i osoby duchowne stają się coraz bardziej brutalne, a osoby, które są ich inicjatorami, stawiają się ponad prawem i sądami. Obecnie jesteśmy świadkami budzenia w społeczeństwie autentycznej nienawiści do osób duchownych: zarówno kapłanów, jak i sióstr zakonnych. Owoce tych działań prowadzą do niewyobrażalnych tragedii. 7 listopada br. zmarł [ks. Lech Lachowicz, brutalnie napadnięty i pobity na plebanii w Szczytnie]. Policjanci, którzy przybyli na miejsce zbrodni, mówili, że nigdy wcześniej nie widzieli tak zmasakrowanej uderzeniami toporka twarzy człowieka, jakby osoba, która zadawała te uderzenia, działała w jakimś amoku, furii.

Dla osób wierzących zachowanie 27-letniego mordercy ks. Lachowicza nie jest trudne do wytłumaczenia. Nie dają sobie wmówić, że po raz kolejny kapłan „przypadkiem” padł ofiarą osoby chorej psychicznie i niepoczytalnej. Dla osób wierzących tego rodzaju zachowanie jest typowym znakiem opętania demonicznego.

W obecnym czasie szczególną odpowiedzialność za sianie nienawiści ponoszą dziennikarze i politycy, którzy podjęli bezpardonową walkę z Kościołem katolickim i kapłanami, realizując wyborcze hasło „opiłowywania katolików”.

Obojętność zabija

Niestety, wciąż słabo słyszalne są głosy oburzenia tym, co wydarzyło się na plebanii w Szczytnie. Ktoś przewrotnie zapytał, co działoby się w mediach głównego nurtu w Polsce i na świecie, gdyby tego rodzaju zbrodnia wydarzyłaby się na terenie jednej z polskich synagog?

W takim przypadku nie można milczeć, gdyż milczenie jest przyzwalaniem na jeszcze większe zło i niebezpiecznym sygnałem wysyłanym do przeciwników Kościoła katolickiego, którzy coraz bardziej otwarcie śmieją się katolikom w twarz: „Popatrzcie, na co nas stać, właśnie o to chodzi, macie się bać. Możemy odebrać wam wszystko, życie, wolność, to, nad czym ciężko pracujecie przez całe wasze życie, czemu się poświęcacie”. A może chodzi tu o sygnał wysyłany do młodych, którzy myślą o kapłaństwie: „Nawet sobie o tym nie marzcie, nawet nie próbujcie o tym myśleć, bo będziemy was prześladować do końca waszych dni, upokarzać za to, że jesteście kapłanami. Będziemy robili wszystko, żeby ludzie wam nie ufali, aby was przeklinali, aby was znienawidzili”.

Niestety, ich działania w jakimś stopniu są skuteczne. Ilu młodych ludzi dzisiaj zrezygnowało z tego, żeby pójść do seminarium, albo nawet i z kapłaństwa, ponieważ nie byli w stanie poradzić sobie z antyklerykalną presją, z przykrościami, doświadczeniem realnego prześladowania? Już dawno przewidywano, że walka z krzyżami w przestrzeni publicznej będzie wstępem do usunięcia religii ze szkół, a potem nastąpi utrudnianie i ograniczanie działalności duszpasterskiej w parafiach, co już się zresztą dokonuje za pomocą narzędzi ekonomicznych.

Komu dzisiaj „szkodzą” kapłaństwo i Kościół katolicki? Tylko tym, którzy chcą władzy totalnej, władzy bez Boga. Wiedzą, że osoby reprezentujące Boga upominają się o Jego odwieczne prawa i władzę na ziemi. Dlatego ci, którzy świadomie czy nieświadomie służą szatanowi, będą zwalczać kapłanów. Im chodzi o władzę nad duszami, o walkę z Bogiem. I choć ostateczne zwycięstwo będzie po stronie Boga, i spełnią się słowa Jezusa Chrystusa, że założonego przez Niego Kościoła katolickiego bramy piekielne nie przemogą (por. Mt 16,18), to trzeba zadać sobie pytanie: po jakiej stronie właściwie jesteśmy? Czy po stronie tych, którzy walczą z Kościołem katolickim aktywnie? Czy po stronie tych, którzy biernie przyglądają się i zaniedbują obowiązek jego obrony? Czy po stronie tych, którzy codziennie doświadczają cierpień i prześladowań, ale wiernie wypełniają misję powierzoną im przez Boga?

ks. Sławomir Kostrzewa/Nasz Dziennik

drukuj