fot. Tomasz Strąg

Prof. M. Ryba o rzekomej kradzieży 100 miliardów złotych przez Prawo i Sprawiedliwość: Chyba nie ma już takich bzdur, których Donald Tusk nie wygłosiłby na potrzeby zbliżającej się kampanii prezydenckiej

To są bzdury i absurdy. Tego nikt nie dałby rady zrobić nawet w najbardziej skorumpowanym państwie. Chyba nie ma już takich bzdur, których Donald Tusk nie wygłosiłby na potrzeby zbliżającej się kampanii prezydenckiej (…). Jeśli są jakieś projekty społeczne, pomoc strażom pożarnym, promocja tych rzeczy to są wydatki kampanijne, wobec tego wszystko, co w budżecie pojawiało się jako nowe, inwestycyjne, można uznać, że to jest kampania. W istocie jakby tak głęboko popatrzeć, to kampanią jest także budowanie dróg. Jak się wybudowało drogę, to wyborcy są zadowoleni i później głosują. To jest absurd, w którym funkcjonujemy wskazał prof. Mieczysław Ryba, politolog, historyk, wykładowca akademicki, w programie „Polski punkt widzenia” emitowanym w TV Trwam.

Premier Donald Tusk za wszelką cenę chce wmówić opinii publicznej, że Prawo i Sprawiedliwość mogło ukraść nawet 100 miliardów złotych na potrzeby swojej kampanii.

W rzeczywistości są to bzdury wyssane z palca, które nie byłyby możliwe w najbardziej skorumpowanym państwie. Rządzący chcą sobie tą sprawą zbudować drogę do wyborów.

To są bzdury i absurdy. Tego nikt nie dałby rady zrobić nawet w najbardziej skorumpowanym państwie. Chyba nie ma już takich bzdur, których Donald Tusk nie wygłosiłby na potrzeby zbliżającej się kampanii prezydenckiej (…). Jeśli są jakieś projekty społeczne, pomoc strażom pożarnym, promocja tych rzeczy to są wydatki kampanijne, wobec tego wszystko, co w budżecie pojawiało się jako nowe, inwestycyjne, można uznać, że to jest kampania. W istocie jakby tak głęboko popatrzeć, to kampanią jest także budowanie dróg. Jak się wybudowało drogę, to wyborcy są zadowoleni i później głosują. To jest absurd, w którym funkcjonujemy – mówił prof. Mieczysław Ryba.

Oczernianie oraz niszczenie Prawa i Sprawiedliwości ma cel czysto polityczny. Chodzi o to, żeby wyeliminować przeciwnika w zbliżających się wyborach prezydenckich. Koalicja rządząca chce zdelegalizować obecną opozycję.

Cel jest czysto partyjno-polityczny. Pamiętajmy, że jesteśmy w toku decyzji Państwowej Komisji Wyborczej o ewentualnemu odwołaniu subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości. Jest cała nagonka w kierunku tego, aby partię zdelegalizować. Wreszcie pojawia się problem z wynikami gospodarczymi. Mamy do czynienia z pewnego rodzaju zapaścią w sferze eksportu, finansowania służby zdrowia. W związku z tym szuka się czegoś, co by to przykryło – oznajmił politolog.

29 sierpnia Państwowa Komisja Wyborcza ma podjąć decyzję w sprawie subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości. Niewykluczone jest, że partia pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego straci finansowanie w części lub całości.

To jest bardzo realny scenariusz, ponieważ nacisk jest bardzo duży. Pamiętajmy, że to też jest trochę wina Prawa i Sprawiedliwości, iż stworzyli tak ustawę, że dała możliwość większości sejmowej ustawienia sobie większości w PKW, dlatego tam tak jest wszystko przedłużane. Pojawia się pytanie czy zostanie zabrana cała subwencja, czy część. Tutaj będziemy widzieć, do jakiego stopnia sędziowie ulegną naciskom zewnętrznym. Chodzi o to, żeby pod przyszłoroczne wybory prezydenckie doprowadzić do tego, że Prawo i Sprawiedliwość będzie uważane za partię korupcyjną. Taka mniej więcej jest strategia, wtedy nawet Donald Tusk będzie mógł wystartować na prezydenta – akcentował historyk.

Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, iż Konfederacja wzmacnia swoją pozycję. W zbliżających się wyborach prezydenckich kandydat tej partii może zająć trzecie miejsce.

– Taki wynik jest możliwy, ponieważ Konfederacja w tej chwili spełnia rolę trzeciej drogi, ale nie w sensie PSL czy Polski 2050, ale spełnia rolę kogoś, kto może być trzecią siłą, czyli kimś między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską. Kolejna kwestia dotyczy coraz większych absurdów i obciążeń, które idą z Unii Europejskiej, a które są związane z Zielonym Ładem. Tutaj Konfederacja jawi się jako partia antyunijna czy występująca przeciwko tym absurdom. Partia Szymona Hołowni wyraźnie słabnie, bo on jest tylko narzędziem w rękach Donalda Tuska. Jeśli Konfederacja mądrze poprowadzi kampanie, to może mieć trzeci wynik – zauważył wykładowca akademicki.

Politolog stwierdził, że jeszcze nie wiadomo, kto wystartuje na prezydenta jako kandydat Platformy Obywatelskiej. To czy Donald Tusk powalczy o fotel prezydenta, może zależeć od tego, jakie będą dalsze losy Prawa i Sprawiedliwości.

Myślę, że Donald Tusk kalkuluje i jeszcze nie podjął decyzji, w którą stronę pójdzie. Próba zabicia Prawa i Sprawiedliwości deskami to jest przygotowanie do ewentualnej decyzji o starcie w wyborach prezydenckich. Donald Tusk ma szansę tylko wtedy, kiedy nie będzie telewizji alternatywnych, partii i kandydatów mogących mu zagrozić. Tak to on ma negatywny elektorat i to, co robi w Polsce nie sprawia, że wygrałby w drugiej turze, dlatego się tego obawia. Myślę, że cały czas nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji – powiedział prof. Mieczysław Ryba.

radiomaryja.pl

drukuj