Dosyć upokarzania

Tysiące osób zamanifestowało w niedzielę w Warszawie poparcie dla Telewizji Trwam. O czym świadczy to, że od półtora roku nie słabnie społeczny protest przeciw decyzji KRRiT o wykluczeniu tej jedynej ogólnopolskiej katolickiej stacji z multipleksu?

– Przede wszystkim świadczy to o tym, jak czujemy się ignorowani i pogardzani. Te minione miesiące protestów, to niedostrzeganie problemu przez polityków, niezabieranie głosu, prawdziwie piłatowe umywanie rąk jest dowodem na to, jak lekceważeni są katolicy w naszym kraju. Przecież o tym, że milionom ludzi zależy na obecności Telewizji Trwam na multipleksie, nie musimy już chyba nikogo przekonywać! Marsze, manifestacje, miliony podpisów pod protestami jednak coś znaczą! Ale jest jeszcze coś. Proszę popatrzeć, jaki to jest paradoks: władze dbają o prawa żab, ślimaków, rząd i Sejm zajmują się promocją takich czy innych mniejszości, a woli rozeznania i rozwiązania realnego problemu dyskryminacji, którą poprzez decyzję KRRiT odczuli katolicy w Polsce, nie widać. Zupełna obojętność, zupełna pogarda. Ja chcę ostrzec rządzących, że takie odnoszenie się do ludzi nigdy nie przynosi dobrych efektów, jak i politycznych korzyści. Obywatele do jakiegoś czasu zniosą lekceważenie, nawet pogardę, jednak w pewnym momencie Naród sobie przypomni, że ma możliwości wpłynięcia na to, kto w kraju sprawuje rządy.

Ignorowanie tak ogromnego społecznego protestu w Polsce świadczy o tym, że ta władza zupełnie oddaliła się od ludzi…

– To jest z jednej strony oddalenie się od ludzi, a z drugiej zupełne niezrozumienie tego, czym jest polityka. Bo polityka jest sztuką takiego rządzenia, które w miarę możliwości bezkonfliktowo układa współżycie między grupami tworzącymi społeczeństwo. Jeżeli natomiast ktoś politykę traktuje ideologicznie, czyli chodzi mu tylko o to, aby pokonać kogoś w dyskusji, by za wszelką cenę obronić jakieś swoje stanowisko, żeby mieć korzyści, żeby zdobyć jakiś urząd, żeby zachować władzę, to znaczy, że idzie zupełnie pod prąd temu, czemu powinna służyć autentyczna demokracja, polityka. To jest straszne. Nie można postępować w ten sposób, bo to jest działanie na wyniszczenie, to takie zmierzanie ku przepaści.

Nie jest więc przypadkiem mówienie przy tej batalii o multipleks dla Telewizji Trwam o demokracji, o wolności?

– Strona rządowa czasem się obraża, gdy mówimy, że w swym rządzeniu ma pokusy totalitarne. Ale czyż tak nie jest? Bo jak nazwać sytuację, w której ktoś chce zawładnąć myśleniem Polaków? I robi to za pomocą niemal wszystkich środków przekazu, które „pieją” dokładnie to samo. Wszędzie w tym samym duchu dają komentarze, interpretują wydarzenia, a jedyna rozgłośnia, która ma odwagę mówić inaczej, jest tępiona metodami administracyjnymi, niedopuszczana do dyskusji. Nie ma wątpliwości, że to są pokusy totalitarne. Bo totalitaryzm na tym też polega, że usiłuje się narzucić społeczeństwu jeden sposób myślenia. To jest dla mnie bardzo bolesne. Bo teoretycznie jesteśmy krajem demokratycznym, w którym jest miejsce np. dla różnych obrzydliwych tygodników czy pewnych, także obrzydliwych, ruchów, ale dla katolickiej Telewizji Trwam nie ma miejsca.

Monopolizacja mediów to też wielkie zagrożenie działaniami manipulacyjnymi…

– To zagrożenie polega przede wszystkim na tym, że nie szuka się prawdy, tylko podaje się „prawdę” do wierzenia. Nie szuka się wspólnie prawdy. Manipulacja jest działaniem zmierzającym do zmuszenia jak największej liczby ludzi, aby myśleli tak samo, i to zgodnie z określoną linią. Prawda się wtedy już tak nie liczy. Zatraca się to, co jest dowodem demokracji, dowodem prawdziwej wolności. A tak się dzieje, gdy zmusza się wszystkie media do mówienia dokładnie tego samego. Błogosławiony Jan Paweł II nauczał, że jeżeli nie będziemy szukali prawdy, jeżeli nie będziemy mówić i pisać, spotykać się ze sobą i dyskutować po to, aby osiągnąć prawdę, to brniemy w ślepy zaułek. I to się niestety dzieje teraz na naszych oczach. Bo spór o multipleks dla katolickiej Telewizji Trwam nie trwa 2-3 miesiące, ale ok. 1,5 roku! To nie może być przypadek. To jest przyjęte przez sprawujących władzę, decydentów, określone stanowisko, aby ludzi upokarzać.

Ta władza na siłę narzuca nam określone rozwiązania w sferze obyczajowej, co zresztą widzimy w całej Europie. Robi się sztuczne problemy z prawami mniejszości, w czym usłużne są liberalne media. Ale nie widzi się problemów rzeczywistych, tego, że nie ma pracy, że Polska wymiera, że młodzi ludzie wyjeżdżają i nie mają po co wracać; tego, że nie umiemy zbudować właściwego systemu służby zdrowia, że pada nam edukacja, że chce się indoktrynować dzieci od 6. roku życia. Tu są problemy. A gdzie są rozmowy, dyskusje, publikacje, audycje na te tematy? Tego typu postępowanie jest ohydne.

Walka w obronie Telewizji Trwam stała się zatem symbolem walki o obecność katolików, wartości religijnych, chrześcijańskich już nie tylko w mediach, ale w ogóle w życiu publicznym.

– Oczywiście. Stacja nie staje się religijna przez to, że mówi na przykład na temat Kościoła, ale ona jest religijna wtedy, gdy buduje wartości religijne, sprawiedliwość, prawdę, pokój… Chrześcijańska jest wtedy, kiedy dąży do pokazania człowiekowi właściwego wymiaru jego życia, właściwej drogi, którą jest Chrystus. Dlatego dyskryminowanie Telewizji Trwam nam ubliża. Mówiąc „nam”, myślę o chrześcijanach, katolikach, którzy wyrażali i wyrażają swój pokojowy protest, tak jak choćby uczestnicy tej niedzielnej manifestacji w Warszawie. To są ludzie, którzy nakładem ogromnych sił i czasem środków jadą, aby jasno zamanifestować swoje stanowisko. I nie pomoże, że w odwecie ktoś krzyczy: mohery, katole, czy jak tam jeszcze nas nazywają. Nie wolno nigdy poniżać żadnego człowieka, a już tym bardziej z racji jego więzi z Panem Bogiem, z racji jego wiary.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj