fot. PAP

Wypadek w kopalni Mysłowice-Wesoła

Wstrzymano akcję poszukiwawczą zaginionego górnika w kopalni Mysłowice-Wesoła, gdzie doszło zapalenia i wybuchu metanu. Wczoraj wieczorem doszło tam do zapalenia i – prawdopodobnie – wybuchu metanu.

W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników, 36 wyjechało na powierzchnię, ogółem 29 trafiło do szpitali. 26 górników dziś rano przebywało tam nadal, wśród nich 18 w stanie ciężkim.

Do wypadku doszło w należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego kopalni Mysłowice-Wesoła. Zapalenie i najprawdopodobniej wybuch metanu miało miejsce w poniedziałek ok. godz. 20.55 na głębokości 665 m. W rejonie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. Część z nich wyjechała na powierzchnię samodzielnie, kolejni z pomocą ratowników. Do godz. 1.30 odnaleziono i wydobyto łącznie 36 pracowników. Jeden nadal pozostawał pod ziemią.

Do akcji ratowniczej skierowano sześć zastępów ratowniczych, łącznie ok. 30 osób. To specjaliści z kopalnianej stacji ratownictwa oraz Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. Jak informował nocą rzecznik KHW Wojciech Jaros, ich pracę utrudniały dymy wskazujące na pożar – ratownicy pracowali w maskach z aparatami tlenowymi. Nad ranem m.in. zabudowywali sprzęt służący do analizy składu powietrza.

Jak mówił rano dziennikarzom szef sztabu akcji ratowniczej i główny inżynier energomechaniczny kopalni Grzegorz Standziak, chodzi o wyeliminowanie grożącego potencjalnie ratownikom zagrożenia ponownym wybuchem metanu.

– Jeżeli atmosfera będzie zdatna, to znaczy ratownikom nie będzie groził wybuch metanu, to w swoich aparatach ratownicy są w stanie dojść do miejsca zdarzenia praktycznie w ciągu godziny. My z grubsza wiemy, gdzie ten pracownik się znajduje, wiemy to z rozmów z pracownikami, którzy wyszli z tego rejonu lub zostali z niego wyniesieni – powiedział Standziak.

Inżynier wyraził nadzieję, że w rejonie zdarzenia powinny być warunki, które pozwalają na przeżycie. Ze względu na poszukiwania pracownika nie zamknięto tam obiegu powietrza, jak to się zwykle robi w przypadku podziemnych pożarów.

Standziak podał też m.in., że na podstawie wskazań kopalnianej aparatury określono dokładny czas zdarzenia, a także zinterpretowano, że pod ziemią doszło nie tyle do zapalenia, co do wybuchu metanu.

W następstwie pożaru większość z 36 górników trafiła do szpitali, kilku zostało zwolnionych do domów. Poszkodowani – z różnymi obrażeniami – byli przewożeni m.in. do szpitali w Sosnowcu, Katowicach, a także do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Do siemianowickiego CLO przewieziono do wtorkowego poranka 18 górników. Jak relacjonował we wtorek rano dyrektor placówki Mariusz Nowak, „wszyscy są w bardzo ciężkim stanie”. Dyrektor mówił o dużych powierzchniach poparzeń u górników; u wszystkich podejrzewane są oparzenia dróg oddechowych. Siedmiu górników z CLO trafiło na intensywną terapię, wymagali wspomagania respiratorem.

Metan jest przyczyną wielu wypadków lub incydentów w górnictwie. W ubiegłym roku w kopalniach zanotowano siedem przypadków zapalenia metanu. Od 1990 r. do 2013 r. w polskich kopalniach węgla doszło do 42 pożarów lub wybuchów tego gazu – śmierć poniosło 88 osób, 117 osób zostało ciężko rannych, a 112 odniosło lekkie obrażenia.

PAP

drukuj