[TYLKO U NAS] Prof. A. Zapałowski: Zdjęcie Birczy z tablicy przy GNŻ nie mieści się w kategoriach jakiejkolwiek logiki

Gdyby dzisiaj osoby, które decydowały o ściągnięciu Birczy z tablicy przy Grobie Nieznanego Żołnierza, były w tamtym czasie w Birczy, to by po nogach całowali tych żołnierzy, którzy bronili ich rodzin i dzieci. Dopiero wtedy by zrozumieli, ile ci żołnierze znaczyli. To, co zrobiła Warszawa, nie mieści się w kategoriach jakiejkolwiek logiki – powiedział w rozmowie z reporterką TV Trwam prof. Andrzej Zapałowski. Historyk wskazał również, że Rosjanom na rękę była destabilizacja polskich terenów i często Armia Czerwona wspierała działania UPA w Polsce.  

W ówczesnej sytuacji geopolitycznej banderowcy byli bez żadnych szans na jakiekolwiek marzenia o niepodległej Ukrainie, a mimo wszystko podjęli działania, które miały na celu terroryzowanie południowo-wschodniej części Polski – powiedział dr Andrzej Zapałowski.

Banderowcy podejmują działania, które mają na celu zupełne opanowanie terenów od Sanoka po Lubaczów. Jednym z miejsc – poza Przemyślem – które było dla nich niezwykle wrażliwe była Bircza. Na przełomie czerwca i lipca 1945 r. rozwiązują się oddziały leśne Armii Krajowej i polskie oddziały partyzanckie. W tym momencie ten teren jest chroniony wyłącznie przez posterunki milicji, gdzie większość funkcjonariuszy to byli żołnierze AK bądź Batalionów Chłopskich, ponieważ tylko służba w milicji dawała im możliwość posiadania broni i ochrony tej ludności. We wrześniu 1945 r. w okolicy Birczy banderowcy rozbijają posterunki i mordują funkcjonariuszy. W październiku następuje nieudane natarcie na Birczę. W listopadzie banderowcy ponawiają uderzenie, które również się nie udaje, więc przygotowują się do kolejnego. W międzyczasie w Przemyślu zaczął stacjonować oddział Wojska Polskiego. Mimo wszystko pod koniec grudnia banderowcy uderzają na wioski wokół Przemyśla (obecnie są to dzielnice tego miasta) i je palą, natomiast centrum Przemyśla ostrzeliwują z moździerzy. Dwa tygodnie później przygotowują akcje uderzenia na Birczę. 6-7 stycznia nastąpił atak, którego celem było zniszczenie garnizonu, spalenie miasteczka i wymordowanie ludności cywilnej. Zatem Bircza stała się na tym terenie symbolem oporu – podkreślił historyk.

Często mówimy o obronie Polaków przed oddziałami UPA, ale na tym terenie w tym czasie rozstrzygał się drugi konflikt, który był znacznie większy – czy te tereny państwa polskiego będą w Polsce – dodał.

W lipcu 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego ze Stalinem podpisał porozumienie o ustaleniu granic tymczasowych. Te granice później miały być ustalone już konkretnie. Z tym wówczas nie godził się jeden z przywódców sowieckich Chruszczow (Ukrainiec z pochodzenia), który chciał, żeby wróciła linia graniczna między Polską a ZSRR na rzece San, czyli taka, jaka była we wrześniu 1939 r. Ponieważ Stalin się na to nie zgodził, Chruszczow prawdopodobnie próbował wykorzystać destabilizacje tych terenów przez UPA, żeby na nie wkroczyć. Dyskusja o tym, jak będzie wyglądała granica toczyła się jeszcze w 1945 r. Dopiero rok później podpisano ostateczne rozstrzygnięcia graniczne. Mamy dużo meldunków MO, np. w okolicy przejścia granicznego w Korczowej, że ówcześni milicjanci meldowali, że doszło do walki milicji z oddziałami Armii Czerwonej, która wspomagała oddziały UPA. To nie były jedne przypadki. Było ich wiele. To pokazywało, że Rosjanom zależało na tym, by pozwolić UPA kontrolować te tereny, żeby UPA destabilizowało te tereny, by Rosjanie mogli później tu wkroczyć i zrobić „porządek” – zaznaczył prof. Zapałowski.

W latach 1945-1946 toczyła się walka o przesunięcie granicy na korzyść sowieckiej Ukrainy tak, jak chciał tego Chruszczow – wskazał rozmówca TV Trwam.

Sotnia „Kruka” stacjonowała w okolicach Stubna – 3 km od granicy z ZSRR, sotnia „Burłaki” stacjonowała w Kniażycach – ok. 3 km od strażnic sowieckich, sotnia „Kryłacza” stacjonowała w okolicach Arłamowa – ok. 3 km od sowieckich pozycji. Takich przykładów jest wiele. Sowieci nie wiedzieli, że obok nich są bazy UPA? To może rzucić światło na to, że oni to tolerowali, ponieważ chcieli, żeby doszło do destabilizacji tych terenów. Można więc powiedzieć, że sugestie nie szły z Moskwy, ale z Kijowa. Mamy mnóstwo świadectw zarówno w relacjach, jak i opisach historycznych, że bardzo często, kiedy żołnierze polscy w 1945 r i 1946 r. chwytali banderowców i oddawali ich w ręce NKWD, to okazywało się, że po 2 dniach ci banderowcy byli z powrotem w swoich wioskach. Sowieci ich wypuszczali – mówił prof. Zapałowski i dodał, że to wszystko potwierdza tezę, jakoby Rosjanom zależało na destabilizacji wschodniej granicy Polski.

Obrona Birczy, a później skutecznie przeprowadzona operacja „Wisła” doprowadziły w konsekwencji do tego, że w maju 1948 r. kilkanaście wiosek wróciło do Polski, mimo że 3 lata były po stronie rosyjskiej, jak np. Medyka – powiedział historyk.

Obrona Birczy, poza samym faktem obrony ludności, ma też bardzo duże znaczenie, jeżeli chodzi o ochronę polskości na tych ziemiach.

Wołodymyr Wiatrowycz powiedział, że po stronie polskiej walczyli czekiści, a ja powiem, że czekiści zabiegali o to, żeby UPA swobodnie zdobyła Birczę, żeby Bircza weszła w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Wielu historyków nie rozumie – albo nie chce zrozumieć – specyfiki tych terenów. Tutaj milicjant to był ten, który chronił ludzi. Nie było na Pogórzu Przemyskim walk Wojska Polskiego z polskim podziemiem niepodległościowym. Kiedy w okolicach Dubiecka w czerwcu 1945 r. otoczono oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego „Pirata”, to żołnierze II armii WP skontaktowali się z nimi i mówili, by złożyli broń i się rozeszli. Nie chcieli z nimi walczyć. Obie strony nie chciały walczyć. Celem jednych i drugich było to, po co powstało Narodowe Zjednoczenie Wojskowe wiosną 1945 r., czyli ochrona miejscowej ludności przed UPA. Na tym terenie była specyfika. Tu walczono nie z komuną, ale walczono o życie ludności polskiej i o to, by te ziemie pozostały przy Polsce – zaznaczył prof. Zapałowski.

Historyk odniósł się również do usunięcia Birczy z tablicy na Grobie Nieznanego Żołnierza i wskazał, że nie mogło to się odbyć bez porozumienia z MON. Trudno jest natomiast mówić o sugestiach spoza Polski, poza sugestiami Wiatrowycza, którego świat historyczny na świecie uznaje za propagandzistę i kłamcę. Lokalna społeczność jest tym faktem zbulwersowana – podkreślił.

W pierwszych momentach, kiedy społeczność lokalna usłyszała, że na tablicy jest Bircza, powiedziała, że w końcu dostrzeżono znaczenie tego miejsca dla polskiej historii. Natomiast kiedy po dwóch dniach Bircza zniknęła, oburzenie było niesamowite. Gdyby w ogóle tej nazwy nigdy nie dawano, to wszyscy by przełknęli, ale to było już w kategoriach obrazy godności nie tylko obrońców Birczy, ale wszystkich na tych ziemiach, których dziadkowie i rodzice pamiętają, co ci żołnierze i milicjanci zrobili. Gdyby dzisiaj osoby, które decydowały o ściągnięciu Birczy z tablicy przy Grobie Nieznanego Żołnierza, były w tamtym czasie w Birczy, to by po nogach całowali tych żołnierzy, którzy bronili ich rodzin i dzieci. Dopiero wtedy by zrozumieli, ile ci żołnierze znaczyli. Czego oni oczekiwali? Że ci ludzie dadzą się wymordować? Ci żołnierze byli z poboru. W ówczesnych warunkach walczono o Polskę na tyle, na ile można było walczyć. Przede wszystkim broniono ludzi. Nikt oficjalnie nie mógł mówić, że walczy o to, żeby Sowieci tego nie zabrali, bo każdy oficer i żołnierz, który powiedziałby to głośno skończyłby przed sądem polowym. To oburzenie nie ustaje. Cały czas rośnie świadomość ludzi, którzy o tym nie wiedzieli. Radio Maryja jako jedne z pierwszych mediów podjęło ten temat. Tego ludzie nigdy nie zapomną. Do dziś żyją ludzie, którzy bronili Birczy w III napadzie. Tam ginęli ich najbliżsi koledzy, przyjaciele, broniąc polskiej ludności i mówią im, że oni z czekistami bronili się przed banderowcami. To ma być zarzut? To jest absurd. To, co zrobiła Warszawa, nie mieście się w kategoriach jakiejkolwiek logiki – zaznaczył prof. Andrzej Zapałowski.

Historyk wskazał na solidarność dla gminy Bircza ze strony wszystkich środowisk.

Został zorganizowany komitet, którego celem jest wspomaganie władzy Birczy. Wstąpili do niego przedstawiciele wielu środowisk. Wszystkie gminy wokół Przemyśla udzieliły pełnego poparcia gminie Bircza. Powiat Przemyski podjął uchwałę o poparciu dla gminy Bircza. Ten solidaryzm jest tu powszechny. Na wszystkich Mszach św. w niedzielę został odczytany przez księży apel o wsparcie dla Birczy. Gmina Bircza stanęła murem, a za nią stanęły murem wszystkie gminy dookoła i powiat. Nie ustąpimy. Ta sprawa przez najbliższy rok nie zejdzie z ust ludzi na tym terenie – zapowiedział prof. Andrzej Zapałowski.

***

Więcej o wydarzeniach z Birczy, a także komentarze na temat usunięcia nazwy tej miejscowości z Grobu Nieznanego Żołnierza będą mogli państwo zobaczyć w najbliższym czasie w reportażu, którego emisja w TV Trwam jest przygotowywana.

RIRM

drukuj