fot. M. Borawski

Sprint po kasę Lasów

Głosami koalicji PO – PSL Sejm podjął decyzję, że Lasy Państwowe będą musiały wpłacić do budżetu państwa w tym i przyszłym roku sumę 1,6 mld zł, a od roku 2016 danina będzie uzależniona od wielkości sprzedaży drewna i będzie wynosiła 2 proc. tej sumy, czyli ok. 150 mln zł rocznie. Chwilę wcześniej koalicjanci podnieśli ręce, by poprzeć senacką poprawkę do budżetu państwa na rok 2014, która wprowadzała nowe źródło dochodów, właśnie z Lasów Państwowych. Określała ona, że 650 mln zł trafi na budowę lokalnych dróg, a 150 mln zł zmniejszy deficyt budżetowy.

Jeśli patrzeć na tempo wprowadzenia zmian w ustawie o lasach, Sejm pobił rekord prędkości. Jeszcze w czwartek rano nad projektem pracowały komisje sejmowe, by nocą odbyć dyskusję i skierować dokument na pospieszne nocne drugie komisyjne czytanie, a wczoraj przegłosować projekt w Sejmie. Bez żadnych poprawek. Cała procedura trwała niecałe 27 godzin.

Posłowie opozycji w czasie dyskusji zgłaszali wiele wątpliwości co do celowości wprowadzenia zmian w ustawie. Pytali, jak można godzić się na wprowadzenie senackich poprawek w budżecie państwa dotyczących pieniędzy odebranych Lasom Państwowym, podczas gdy jeszcze taka regulacja nie obowiązuje. Rząd jednak ze spokojem odpowiadał, że w razie, gdyby ustawa o lasach przepadła, to umowy z samorządami na budowę dróg będą podpisywane na niższą kwotę.

Jak twierdziła poseł Ewa Wolak (PO), nałożenie daniny na Lasy Państwowe jest uzasadnione, ponieważ zarządzają one mieniem Skarbu Państwa, więc po pokryciu kosztów nadwyżka też powinna należeć do państwa. Zaznaczyła, że pieniądze z Lasów trafią na przebudowę i budowę dróg lokalnych.

Właśnie ten mechanizm również budził wątpliwości posłów opozycji, bo zarówno resort finansów, jak i środowiska zapewniały, że na podobne cele pieniądze przeznaczyłyby Lasy Państwowe, więc w zasadzie nic się nie zmieni… oprócz dysponenta środków. O co więc chodzi? Opozycja dopytywała, które samorządy otrzymają te pieniądze i według jakiego klucza będą wybierane oraz ile z nich to gminy typowo leśne, a ile uzależnione partyjnie. Usłyszeli tylko tyle, że aplikacje będą trafiać do wojewodów i ci będą oceniać wnioski. Jak wskazywał poseł Zbigniew Kuźmiuk (PiS), przykład Mazowsza pokazuje, że będą to samorządy wspierające koalicję. Zresztą opozycja podczas debaty wielokrotnie zarzucała, że PO – PSL tworzy sobie fundusz wyborczy.

Oszczędność nie popłaca

Po raz kolejny rząd zapewniał też, że Lasy, bez zabranych im środków, wypełnią wszystkie swoje ustawowe obowiązki, gospodarka leśna nie ucierpi, a zatrudnienie pozostanie na obecnym poziomie.

Profesor Jan Szyszko (PiS) zauważył, że taka perspektywa oznacza bezrobocie dla tysięcy absolwentów szkół i uczelni leśnych w czasie, gdy w lasach jest wiele prac do wykonania. Były minister środowiska wytykał również ekipie PO – PSL zaniedbanie i niewłączenie Lasów Państwowych w proces handlu CO2. Takie rozwiązanie oznaczałoby, że Lasy na wychwytywaniu dwutlenku węgla mogłyby zarobić około 3 mld zł rocznie. Szyszko zauważył też, że założenie, iż Lasy mają płacić, bo mają pieniądze, bez spojrzenia na zakres wykonywanych zadań w ramach posiadanych środków, jest błędem. Jak podkreślił, w innych państwach unijnych lasy państwowe utrzymuje budżet państwa i te mogą oddawać większość swoich dochodów. Gdyby taki model przełożyć na realia polskie, to Lasy za wykonywane zadania powinny otrzymać z budżetu 3 mld zł rocznie. – Wówczas mogą płacić i 90 procent podatku – wskazywał poseł.

Z kolei Andrzej Romanek (SP) podkreślał, że sposób procedowania nad projektem, nieinformowanie posłów o szczegółowej sytuacji ekonomicznej Lasów to zwykłe „awanturnictwo legislacyjne”. – Jak inne podmioty, które oszczędzają na gorsze czasy i mogą być nagle pozbawione wypracowanego dochodu, mają się zachować? – pytał. Obydwa kluby wniosły o odrzucenie całości projektu.

SLD zaś wskazywał, że zamiast zabierać Lasom pieniądze ustawą i przeznaczać je na drogi lokalne, należało sprowokować to przedsiębiorstwo i samorządy do szerszej współpracy. Lewica oczekiwała zmian projektu właśnie w tym kierunku. SLD chciał też, by nie naliczać do 2 proc. wpłaty od sprzedaży tzw. drobnicy, a daninę na przyszły rok zmniejszyć o połowę, do 400 mln złotych. Podobnie sprawę oceniał Twój Ruch.

Manewr Żelichowskiego

Co ciekawe, uwagi do sposobu procedowania nad ustawą zgłosił Stanisław Żelichowski (PSL), który uznał, że projekt przeleżał kilka miesięcy w Biurze Analiz Sejmowych i nagle prace przyspieszyły. Wskutek tego posłowie otrzymali dokument nieprecyzyjny, stąd też rodzący wątpliwości. Jak wskazał, gdyby prace rozpoczęły się wcześniej, projekt nie budziłby tylu emocji. Żelichowski zgłosił też poprawkę, która odnosiła się do zmiany sposobu zatrudniania leśników. Taki ruch sprowokował Związek Leśników Polskich w RP, który na początku roku otrzymał od Żelichowskiego pisemne zapewnienie o wprowadzeniu takich zmian w ustawie i upomniał się publicznie o swoje. Poprawka jednak jak szybko powstała, tak szybko przepadła.

Podczas nocnego posiedzenia połączonych komisji: Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Finansów Publicznych, poseł Żelichowski zdecydował, że PSL wycofa zaproponowaną poprawkę – jako znacznie wychodzącą poza treść rządowego projektu ustawy o lasach. Na sali nie było już leśników.

Pozostałe poprawki połączone komisje w ekspresowym tempie odrzuciły, przy negatywnej opinii resortu środowiska. Jak przekonywał Janusz Zaleski, wiceminister środowiska, proponowane zmiany w znaczący sposób wpłynęłyby na wysokość wpłaty i nie mogą być zaakceptowane.

Koalicji rządzącej nie przeszkodziły rozbieżne dane dotyczące środków finansowych będących w posiadaniu Lasów. Te zaś w relacjach kolejnych ministrów rosły od 1 mld zł poprzez 1,5 mld zł do 3,8 mld złotych. Podobnie sejmowa większość nie zważała na to, że minister finansów Mateusz Szczurek kilkakrotnie określił daninę mianem podatku, a w takim przypadku procedowanie nad projektem musiałoby odbywać się na sali plenarnej. W końcu Maciej Grabowski, minister środowiska, określił, że wpłata ma charakter quasi-dywidendy od zarządzania majątkiem wartym 400 mld zł, nie podatku, bo ten musiałby mieć charakter powszechny. W efekcie posłowie koalicji PO – PSL zagłosowali zgodnie z rekomendacją połączonych komisji – z wyjątkiem Waldemara Pawlaka, który w głosowaniach dotyczących ustawy o lasach konsekwentnie wstrzymywał się od głosu.

Projekt zmiany ustawy o lasach ujrzał światło dzienne tuż przed Bożym Narodzeniem. Niekonsultowany dokument szybko trafił do Sejmu i ekspresowo przeszedł procedurę legislacyjną. Jak wskazywały opozycja oraz środowisko leśników, zmiany spowodują drenaż finansowy Lasów i zachwianie gospodarki. Także dyrekcja Lasów nie kryła, że obciążenia są znaczne, a firma dysponuje blisko 1 mld zł wolnych środków, które może przekazać do budżetu. Jak wskazywano, pozostałe 600 mln zł będzie musiało zostać wygospodarowane z zysku za rok 2013 (szacuje się, że będzie to 250 mln zł) i za lata 2014-2015 (po mniej więcej 170 mln zł). Bo już w kolejnych latach, na skutek nałożonego obciążenia od obrotów, realny zysk Lasów zostanie zmniejszony do około 30 mln złotych. Jak zauważył m.in. prof. Jan Szyszko, takie rozwiązanie spowoduje niewydolność finansową Lasów i w efekcie konieczność zmian własnościowych. Tymczasem po roku 2016 uwolniony zostanie obrót ziemią. Stąd też z inicjatywy posła Szyszko, przy wsparciu Klubu Parlamentarnego PiS, rozpoczęto akcję zbierania głosów poparcia dla przeprowadzenia referendum w sprawie ochrony dotychczasowego modelu funkcjonowania Lasów Państwowych oraz przesunięcia daty uwolnienia sprzedaży polskich ziem do czasu uzyskania przez Polaków dochodów pozwalających konkurować o nie z mieszkańcami silnych państw UE.

 

Marcin Austyn

drukuj