fot. PAP

Śląskie: Stany ostrzegawcze na kilku rzekach; pogotowie w Cieszynie

Padający od środy deszcz spowodował przekroczenie stanów ostrzegawczych na kilku rzekach na terenie woj. śląskiego. W powiecie cieszyńskim starosta Jerzy Nogowczyk ogłosił pogotowie przeciwpowodziowe.

Wysoki poziom osiągnęły także rzeki w zachodniej Małopolsce. Przed południem Soła w Oświęcimiu miała poziom 4,06 m, a stan ostrzegawczy wynosi 3,7 m. Prezydent Janusz Chwierut ogłosił w mieście pogotowie przeciwpowodziowe. Prognozy zapowiadają kolejne opady i możliwość przekroczenia w niektórych miejscach stanów alarmowych.

Jak wynika z danych Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, stany ostrzegawcze w czwartek rano były przekroczone na Wiśle w Skoczowie i Jawiszowicach, Brennicy w Górach Wielkich, Pszczynce w Pszczynie, na Brynicy w Kozłowej Górze, na Żabniczance w Żabnicy, na Koszarawie w Pewli Małej i na Białej w okolicach Czechowic-Dziedzic.

Po porannym posiedzeniu wojewódzkiego sztabu kryzysowego wojewoda śląski uspokajał, że prognozy w czwartek są lepsze niż jeszcze dzień wcześniej. „Jesteśmy dziś większymi optymistami niż wczoraj; prognozy są lepsze, ale trzeba pamiętać, że to tylko prognozy, które mogą zostać zweryfikowane” – zaznaczył Litwa.

Wojewoda wskazał, że najbardziej zagrożone są obecnie tereny górskie – powyżej gotowych na przyjęcie znacznych ilości wody zbiorników retencyjnych. Przypomniał, że do tej pory, wobec możliwości zagrożenia powodziowego, pogotowie przeciwpowodziowe w Bielsku-Białej ogłosił w środę prezydent tego miasta. Marszałek woj. śląskiego Mirosław Sekuła powiedział dziennikarzom, że w dorzeczu Górnej Wisły utrzymuje się „umiarkowane zagrożenie powodziowe”.

„Jeżeli intensywne opady utrzymywałyby się przez dłuższy czas, istnieje wówczas ryzyko powodzi. Zawsze natomiast w przypadku nawalnych deszczów jest ryzyko lokalnych zalań i podtopień” – zastrzegł Sekuła. Podkreślił, że przewidywane na czwartek opady w woj. śląskim mogą sięgnąć 60-70 mm na metr kwadratowy w ciągu doby. „Bardzo duże zagrożenie powodzią pojawia się, jeżeli te opady przekraczają 100 mm na metr kwadratowy w ciągu doby” – wyjaśnił marszałek.

„Jesteśmy przygotowani na wielką powódź, jak z roku 1997 i 2010, ale w tej chwili tego zagrożenia jeszcze nie ma” – dodał. Komendant śląskiej straży pożarnej nadbrygadier Marek Rączka poinformował, że strażacy wytypowali trzy powiaty, które uznali za potencjalnie najbardziej zagrożone: żywiecki, bielski i bieruńsko-lędziński. „Zgromadziliśmy tam odpowiednie siły i środki” – zapowiedział Rączka. Strażacy koncentrują się też na rejonie Bielska-Białej i Goczałkowic, m.in. wokół rzeki Iłowniczanki, na razie stale patrolując wały i przepusty.

Na Żywieczczyźnie nawet większym problemem niż woda stał się wiatr. Strażacy odnotowali już pierwsze interwencje związane z połamanymi konarami drzew. Według wcześniejszych ostrzeżeń biura prognoz meteorologicznych krakowskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w regionie jurajskim woj. śląskiego do piątkowego popołudnia może spaść 25-40 mm deszczu, a miejscami do 60 mm w ciągu doby.

W centrum tego regionu opady mogą sięgnąć 30-50 mm, miejscami do 70 mm, a w regionie południowym – 30-50 mm; miejscami do 80 mm opadów w ciągu doby. Już w środę hydrologowie przestrzegli przed wezbraniami (z możliwością przekroczenia stanów ostrzegawczych) rzek zlewni Olzy oraz Górnej Warty na terenie woj. śląskiego. W przypadku rzek zlewni Małej Wisły, Przemszy i Soły ostrzeżenie dotyczyło wysokiego prawdopodobieństwa przekroczenia stanów ostrzegawczych, a w dalszej kolejności – alarmowych W czwartek od południa do piątkowego poranka w woj. śląskim może wiać też silny wiatr.

Według ostrzeżenia IMGW wiatr z północnego wschodu i północy może mieć prędkość 30-40 km/h, w porywach do 80 km/h. Wojewoda śląski uściślił w czwartek, że wiatr ten może korzystnie wpłynąć na sytuację powodziową w woj. śląskim – odsuwając od niego strefę opadów. Z drugiej strony jednak może być dotkliwy na terenach górskich, gdzie należy się spodziewać związanych z nim znacznych spadków temperatury. Lokalnie w górach może wówczas spaść śnieg – nawet do 15 cm.

***

W ciągu 48 godzin opady na południu Polski będą intensywne; niewykluczone są lokalne podtopienia, ale to jeszcze nie powódź – poinformowali przedstawiciele Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na czwartkowej konferencji prasowej. Dyrektor IMGW Mieczysław Ostojski powiedział, że opady dopiero nad Polskę nadchodzą.

 „W czwartek wystąpią one głównie na terenach od województwa podkarpackiego do województwa małopolskiego, a następnie śląskiego. Jutro opady przejdą w kierunku województwa śląskiego, opolskiego i dolnośląskiego” – poinformował. Według niego dziennie będą to opady rzędu 20-30 mm, a lokalnie nawet 50 mm.

Ostojski zaznaczył, że potwierdzają się wcześniejsze prognozy IMGW: na wybranych terenach może spaść w ciągu 48 godzin nawet 120 mm, a więc więcej, niż średnio wynoszą opady z całego maja. Od soboty będzie coraz mniej padać. Ostojski powiedział, że sytuacja jest o wiele lepsza niż w 2010 roku. Jak mówił, przygotowane są już zbiorniki retencyjne i zidentyfikowane są słabe punkty na wałach.

„Przekroczenie stanów alarmowych na wałach nie znaczy, że będzie powódź. To znaczy, że trzeba wzmóc czujność” – zaznaczył. „Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się stanie, ale sytuacja jest na tyle pod kontrolą, że mniej więcej wiemy czego i w których miejscach się spodziewać, a służby państwowe odpowiedzialne za to reagują prawidłowo. Chciałem zaapelować, by nie podnosić paniki” – powiedział Ostojski.

 Dodał, że po raz pierwszy służby mogą działać aż z trzydniowym wyprzedzeniem. Zapowiedział jednak, że możliwe będą lokalne podtopienia czy nawet tzw. flash floody, czyli tzw. szybkie powodzie. „Na to nie mamy wpływu – jak lokalnie spadnie gdzieś dużo opadów, takie zjawisko może się pojawić” – powiedział dyrektor IMGW.

Według niego, coś więcej będzie można powiedzieć dopiero w sobotę, kiedy woda spłynie do rzek i zacznie formować się fala wezbraniowa. Jak dodał, jeśli zadziałają właściwie zbiorniki retencyjne, falę tę „powinniśmy bezpiecznie doprowadzić do Bałtyku”. Według niego fala wezbraniowa nie będzie trwała tak długo jak w 2010 r. Wtedy – jak przypomniał – przez tydzień, a teraz – jak spodziewają się synoptycy – najwyżej 24-36 godzin.

PAP

drukuj