fot. PAP

Ślady trotylu na wraku

Niektóre z detektorów użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki TNT – czyli trotylu – przyznał naczelny prokurator wojskowy, płk Jerzy Artymiak.

Odpowiadał on na pytania posłów z sejmowej komisji sprawiedliwości. Na nadzwyczajnym posiedzeniu prokuratura przedstawiła informację dotyczącą ewentualnej obecności śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M.

O tym, że śledczy znaleźli na wraku w Smoleńsku ślady trotylu i nitrogliceryny napisała w październiku „Rzeczpospolita”. Na konferencji prokurator płk Ireneusz Szeląg próbował zaprzeczyć tym informacjom. Dziś jego komunikat brzmiał podobnie.

Jednak w odpowiedzi na pytania posłów – płk Jerzy Artymiak przyznał, że niektóre narzędzia wykorzystywane w badaniach wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu. Zaznaczył, że to nie jest równoznaczne z obecnością materiałów wybuchowych.

 – Niektóre z użytych w Smoleńsku detektorów wykazały TNT; wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu. Co nie oznacza, że mamy do czynienia z materiałami wybuchowymi – powiedział płk Jerzy Artymiak.

Pułkownik tłumaczył, że spektrometry tak samo reagują na materiały wybuchowe i na pastę do butów. Jednak zaprzeczył temu obecny na posiedzeniu komisji Jan Bokszczanin – producent urządzeń używanych do wykrywania śladów ewentualnych materiałów wybuchowych.

Powiedział, że „nie może zgodzić się ze stwierdzeniem”, że jeśli takie urządzenie wskazuje na jony trotylu, to „mogą to być także jony innych substancji”.

 – Jeżeli to urządzenie i jeszcze jakieś inne wskazuje, że był to trotyl to prawdopodobieństwo, że nie był to trotyl jest dla mnie równe zeru. Jak ten trotyl tam trafił? Czy został naniesiony przez ludzi, którzy na co dzień mają do czynienia z materiałami wybuchowymi i wystarczy, że mieli zanieczyszczone ubranie trotylem i mogli ten trotyl nanieść; to już nie moja sprawa. To sprawa śledztwa, chęci i możliwości jego przeprowadzenia. Zakładam, że jeśli urządzenie Pilot-M,  Mo2M i jakieś jeszcze urządzenie zachodnie wykazały obecność trotylu, to ten trotyl tam był –zaznaczył Jan Bokszczanin.

Ekspert powiedział również, że takich urządzeń używa około 60 państw i gdyby ich wskazania były nieprecyzyjne i miały błędy, to urządzenia te „nie byłyby kupowane i takie drogie”.

Po tych informacjach wiceprzewodniczący komisji poseł Stanisław Piotrowicz zaproponował powrót do głównego tematu spotkania, czyli przedstawienia wyjaśnień dotyczących kłamliwej konferencji.

Temat dzisiejszego posiedzenia dotyczył konferencji prasowej na której płk Szeląg wprowadził opinię publiczną w błąd. Dowiedzieliśmy się, że urządzenia stwierdziły obecność trotylu. W związku z tym myślę, że musimy dziś uzyskać odpowiedź na to, dlaczego wówczas pułkownik wprowadził opinie publiczną w błąd. To jest istota tego posiedzenia – powiedział poseł.

Poseł Mariusz Kamiński stwierdził, że podczas konferencji prokuratury mieliśmy do czynienia z manipulacją.

Panowie nie macie prawa ukrywać przed opinią publiczną takiej informacji, takiego faktu jak to, że urządzenia użyte w Smoleńsku pokazały trotyl. Oczywiście możecie dać głos biegłym, którzy mogą powiedzieć że wymaga to potwierdzenia laboratoryjnego. Nie mieliście prawa ukrywać tego faktu, bo to jest fakt obiektywny. Wydaje się, że to redaktor Gmyz miał rację informując opinię publiczną w swoim artykule. A nie panowie manipulując informacjami – podkreślił poseł Mariusz Kamiński.

Przewodniczący komisji Ryszard Kalisz (SLD) pozwolił na replikę prokuratury i zamknął obrady – przeciw czemu protestowali posłowie PiS. Będą chcieli wrócić do sprawy.

RIRM

drukuj