fot. flickr.com

Rumunia na celowniku Komisji Europejskiej

Po Polsce i Węgrzech przyszedł czas na Rumunię. Europosłowie dyskutowali w Parlamencie Europejskim w Strasburgu nad reformą sądownictwa w tym kraju. W debacie wzięła udział premier Rumunii Viorica Dancila.

Szefowa rumuńskiego rządu starała się przekonywać, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości wzmacniają niezależność sędziów. Z kolei wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans ostrzegał, że jeśli Rumunia nie zawróci ze ścieżki zmian, zaszkodzą one wymiarowi sprawiedliwości.

Rumunia to kolejny kraj, który jest atakowany przez unijnych urzędników. Dotychczas przymykali oni oko na działania liberalno-lewicowego rządu.

Jak zauważa europoseł prof. Mirosław Piotrowski, sytuacja zmieniła się w momencie, gdy zdecydowano o przeprowadzeniu referendum dotyczącego ochrony małżeństwa.

W momencie, gdy przegłosowano, że ma się odbyć referendum w Rumunii i mają zmieniać konstytucję, gdzie mają wpisać, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, to powoduje, że włączono syreny alarmowe i zdecydowano się na to, aby napiętnować Rumunię. Ten kraj – podobnie jak Polska, Węgry, a być może za chwilę Bułgaria, Słowacja, Czechy, Malta bądź inne kraje – został ustawiony pod pręgierzem Unii Europejskiej. Lewicowa premier Dancila, bo przypomnijmy, że była posłem do PE i należała do socjalistów, musiała się tłumaczyć z tego, dlaczego wprowadza reformy sądowe w swoim kraju – wskazuje prof. Mirosław Piotrowski.

Referendum odbędzie się w najbliższą niedzielę. Zmiany ustawy zasadniczej domaga się 3 mln Rumunów, którzy podpisali petycję ws. jednoznacznego uznania małżeństwa za związek mężczyzny i kobiety. Obecna konstytucja Rumunii zawiera zapis stanowiący, że małżeństwo jest „związkiem małżonków”.

RIRM

drukuj