fot. PAP

Porównanie katastrof

Takie samo zachowanie sprawców, a zupełnie inna postawa rządów, mediów i opinii publicznej – takie wnioski wyciąga parlamentarny zespół badający katastrofę polskiego TU 154-M zestawiając ją z zestrzeleniem malezyjskiego Boeinga. W tym drugim przypadku kluczowe było wystąpienie o międzynarodową pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Taki krok odrzucił jednak polski rząd oddając śledztwo w rosyjskie ręce.

Katastrofa z 10 kwietnia 2010 roku – na terytorium Rosji ginie głowa państwa i 95 innych osób – przedstawiciele najwyższych władz, generalicja. 17 lipca 2014 roku nad terytorium wschodniej Ukrainy zostaje zestrzelony malezyjski samolot pasażerski. Bilans ofiar – 298 obywateli różnych państw. Niemal 200 z nich to Holendrzy. Na pozór dwie różne katastrofy.

– Podobieństwa występują głównie w zachowaniu FR, tych którzy do tych tragedii doprowadzili, różnice widać w reakcji rządów, mediów, w reakcji opinii publicznej – powiedział Antoni Macierewicz.

Opinia publiczna w przypadku katastrofy polskiego samolotu mogła być bardzo silnym wsparciem jeśli polski rząd wystąpiłby o międzynarodową komisję.

– Władze polskie nie wystąpiły o pomoc międzynarodową oddając sprawę Rosji co utrudniło opinii międzynarodowej zapoznać się z tym co doprowadziło do katastrofy smoleńskiej – powiedział prof. Waldemar Paruch, politolog.

W przypadku Boeinga prośba władz ukraińskich i państw, których obywatele zginęli spowodowała, że sprawa zestrzelenia samolotu nie trafiła w ręce rosyjskie. To właśnie pod naciskiem opinii publicznej premier Holandii – przyjmujący z początku ostrożne stanowisko – zdecydował się na trzypunktowy plan.

– Pierwszy punkt – zabrać wszystkie szczątki tego samolotu i ludzkie z tego miejsca, nie jest nastawiony na konfrontację tylko na realizację i proszenie wszystkich łącznie z Rosją o pomoc w tej sprawie – powiedział Redbad Klynstra, Holender mieszkający w Polsce.

Międzynarodowe śledztwo i wskazanie winnych to drugi punkt holenderskiego planu. Po trzecie pojmanie i osądzenie podejrzanych. Tymczasem śledztwo w sprawie polskiego samolotu po ponad 4 latach nadal jest dalekie od zakończenia. To efekt wielu zaniedbań tuż po katastrofie.

– Przedstawiciele państwa polskiego nie uczestniczyli we wszystkich istotnych czynnościach śledczych – nie uczestniczyli w oględzinach miejsca, i oględzinach ciał a to jest obowiązkiem prokuratorów – powiedział Stanisław Piotrowicz z PiS.

Holandia natychmiast wysłała ekipę biegłych i policjantów – i to pomimo walk toczących się wokół miejsca katastrofy. Rząd Donalda Tuska do dziś nie wystąpił z oficjalną notą dyplomatyczną o zwrot wraku samolotu.

–  Polska niedorosła do tego typu standardów jakie widzimy w wydaniu administracji państwa holenderskiego – powiedział mec. Piotr Pszczółkowski. pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Porównując zachowanie władz państwowych w obu przypadkach widzimy, że śledztwo smoleńskie zostało zaprzepaszczone osobiście przez premiera Tuska oraz prokuraturę – uważa Andrzej Melak, który w katastrofie smoleńskiej stracił brata.

– Mięliśmy umowę z Rosją o katastrofach lotniczych nie skorzystano, mogliśmy skorzystać z wspólnego śledztwa z udziałem polskich specjalistów – powiedział Andrzej Melak, brat Stefana Melaka zmarłego tragicznie pod Smoleńskiem.

Tego nie zrobiono; rząd twierdził, że międzynarodowe śledztwo byłoby podważaniem wiarygodności krajowego śledztwa, faktycznie zaś rosyjskich ustaleń MAKu i komitetu śledczego FR. Pytanie, czy istnieją analogie w sprawie najważniejszej – przyczyn obu katastrof. Jest pewne istotne podobieństwo – mówi ekspert parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej prof. Wiesław Binienda.

– Wiemy z pracy archeologów, że w rejonie wypadku samolotu w Smoleńsku oszacowano, że rozpadł się on na 60 tys. małych fragmentów – powiedział prof. Wiesław Binienda, ekspert parlamentarnego zespołu ds. badania katastrofy z 10 kwietnia 2010.

Podobnie było również w przypadku zestrzelonego malezyjskiego boeinga – bardzo duża ilość fragmentów samolotu. Tymczasem z eksperymentów wynika, że w przypadku typowej katastrofy – czyli zderzenia z ziemią materiał, z którego wykonany był rządowy Tupolew, gnie się i wywija. Może również na te kwestie należałoby zwrócić uwagę. Śledczy najwyraźniej wciąż mają wątpliwości – prokuratura wojskowa zwróciła się o uzupełniającą opinię dotyczącą badań próbek z wraku Tupolewa, w związku z ewentualną obecnością w tych próbkach pozostałości materiałów wybuchowych.

TV Trwam News

drukuj