[TYLKO U NAS] ks. prof. P. Bortkiewicz: Propozycja, która pada ze strony propagatorów tolerancji, jest zupełnie pusta i destrukcyjna

Propozycja, która pada dzisiaj ze strony wszystkich propagatorów tolerancji, ze strony propagatorów tych różnych mniejszości (…) to jest propozycja zupełnie, absolutnie pusta, a jednocześnie destrukcyjna. Ona nie zawiera w sobie żadnej treści pozytywnej, natomiast zawiera w sobie rażącą siłę niszczenia zastanego porządku rzeczywistości – mówił w środowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk i moralista, wykładowca UAM w Poznaniu i WSKSiM w Toruniu.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz zwrócił uwagę, że dzieje Polski są jednocześnie dziejami naszej wiary, które biorą początek w roku 966 poprzez małżeństwo Dobrawy z Mieszkiem.

– Tutaj warto zauważyć, że ten prapoczątek naszej tożsamości kulturowej rozpoczyna się od zdrowego, katolickiego małżeństwa, monogamicznego, heteroseksualnego, czyli po prostu od normalnego małżeństwa. Natomiast to, co obserwujemy dzisiaj, to jest nie tylko jakaś przemiana kulturowa, ale to jest właśnie dewastacja natury człowieka, to jest dewastacja naszej tożsamości, zarówno tej w wymiarze antropologicznym, jak i tej w wymiarze narodowym. Dlatego po prostu od razu sobie powiedzmy – na to zgody nie ma i nie będzie. Po prostu takiej zgody być nie może, bo to by była zgoda na destrukcję – akcentował kapłan.

Gość „Rozmów niedokończonych” wskazał, że w rozumieniu katolickim istnieją trzy rodzaje miłości: miłość pożądania, miłość upodobania i miłość życzliwości.

– Miłość pożądania to jest taka miłość, w której ja dążę do tego, aby zaspokoić swoje potrzeby, aby mnie było dobrze. Miłość upodobania to już jest taka pewna miłość równowagi, w której dążę do tego, aby zaspokajać swoje potrzeby, ale jednocześnie dostrzegam potrzeby tego drugiego człowieka. I wreszcie miłość życzliwości to jest taka miłość, w której zależy mi na tym, aby tej drugiej osobie było dobrze, aby jej potrzeby były zaspokojone. To jest miłość daru. (…) Kiedy skonfrontujemy ten właśnie obraz miłości ewangelicznej, katolickiej, tej miłości autentycznej z tym, co dzisiaj jest przedstawiane jako miłość, to powiedzmy sobie szczerze – to jest nadużycie pojęcia miłości w odniesieniu to zaspokajania własnych potrzeb, które są po prostu potrzebami seksualnymi, które nie mają nic wspólnego z autentycznie rozumianą miłością – zaznaczył etyk.

Współcześnie mamy do czynienia z próbą narzucenia przez pewne grupy całemu społeczeństwu tolerancji dla wszelkich odmienności, w tym odmienności seksualnych. W tym kontekście ks. prof. Paweł Bortkiewicz przypomniał fragment Ewangelii, gdy do Chrystusa przyprowadzono jawnogrzesznicę. Chrystus mówi wówczas, że jej nie potępia, ale upomina ją, aby już więcej nie grzeszyła.

– Jeżeli teraz Chrystus jej daje nadzieję, to właśnie na tej podstawie, że stawia ją w sytuacji prawdy. Przypomina jej, że grzeszyła, że to, co robiła, jest złem i teraz daje jej nadzieję zmiany życia. Wedle współczesnych tendencji Chrystus zachował się w sposób radykalnie nietolerancyjny, bo przecież powinien powiedzieć „kobieto, no problem, don’t worry, be happy, nie ma żadnego problemu, zachowuj się tak, jak się zachowywałaś, po prostu grzesz dalej, bądź wolna, czuj się swobodnie, ja ciebie toleruję, toleruję twoje zachowania”. Zauważmy, że propozycja, która pada dzisiaj ze strony tych wszystkich propagatorów tolerancji, ze strony propagatorów tych różnych mniejszości, nawet bliżej nienazwanych, niedookreślonych (na co warto też zwrócić uwagę) to jest propozycja zupełnie, absolutnie pusta, a jednocześnie destrukcyjna. Ona nie zawiera w sobie żadnej treści pozytywnej, natomiast zawiera w sobie rażącą siłę niszczenia zastanego porządku rzeczywistości – ocenił wykładowca UAM i WSKSiM.

Tęczowa rewolucja” wzięła swój początek w 1968 roku i przyświecały jej dwa podstawowe hasła: „zabrania się zabraniać”, które w zasadzie oznacza odrzucenie Dekalogu oraz „nie ma już nauczyciela ani Boga, ty sam jesteś Bogiem” – akcentował kapłan.

– Dlaczego to przypominam? Zauważmy, że chrześcijaństwo proponuje perspektywę życia wiecznego. (…) To jest perspektywa fascynująca, jeżeli na nią spojrzymy. A co mamy tutaj, po drugiej stronie? Mamy sytuację taką, w której nie ma autorytetu Boga (on zostaje na samym wstępie wykluczony), nie ma prawa moralnego (bo Dekalog zostaje zniesiony). Co zostaje proponowane? Zejście do poziomu poniżej ludzkiego, bo człowiek pozbawiony Boga schodzi do poziomu poniżej ludzkiego w gruncie rzeczy, dlatego że odrzucenie Boga to odrzucenie najwyższego wymiaru godności człowieka. Pozostaje więc jakiś obraz zwierzęcy w człowieku, obraz popędu seksualnego, obraz zredukowanego człowieczeństwa. Taki człowiek staje się sprowadzony do zaspokajania własnego libido, własnego popędu, czyli do zaspokajania pewnego instynktu natury biologicznej – tłumaczył gość „Rozmów niedokończonych”.

Propagatorzy „tęczowych związków” odrzucają racjonalność i prawo naturalne, co powoduje sprowadzenie człowieka do poziomu instynktownego – zwrócił uwagę etyk.

– Na tym właśnie polega racjonalność człowieka, że ja nie reaguję na każdą emocję, nie reaguję na każdą potrzebę fizjologiczną, potrafię nad tym zapanować. Dlaczego? Dlatego że rozum mi podpowiada, że to jest dobre, że dobrym będzie nie ulec emocjom w sytuacji, w której np. ktoś mnie sprowokował do jakiegoś czynu agresywnego, ja potrafię nad tym zapanować. (…) Od doby oświecenia natura racjonalna, prawo naturalne zostało całkowicie odstawione na bok, a kiedy słyszymy hasło „natura”, to rozumiemy to hasło jako naturę biologiczną. W tym momencie to, co było zdominowane przez naturę racjonalną człowieka w sytuacji, w której tę racjonalność wyrzuciliśmy, staje się elementem wiodącym, czyli człowiek zostaje sprowadzony do natury biologicznej, najniższej sfery ludzkiego życia, czyli zostaje sprowadzony do poziomu animalnego, tego poziomu zwierzęcego, poziomu czysto instynktowego – powiedział.

RIRM

drukuj