Nauczycielka wiary

Swoje wspomnienie o Mamie – miałem tę przyjemność tak mówić o pani Mariannie Popiełuszko – rozpocznę od 30 października 1984 roku. W mojej pamięci na zawsze pozostało to, co wówczas przeżywałem. Wcześniej przez dziewięć dni i nocy czekaliśmy na modlitwie, mając nadzieję, że ks. Jerzy wróci do nas cały i zdrowy.

30 października 1984 roku podano wiadomość, że wyłowiono z Zalewu Wiślanego jego ciało. Kiedy zakończyliśmy Mszę św., jako pierwszy odważył się przekazać tę informację wiernym ks. Andrzej Przekaziński. Nie mógł jednak dokończyć wypowiedzi, gdyż w kościele wybuchł ogromny płacz i szloch. Drugim kapłanem, który chciał przekazać wieść o odnalezieniu ciała, był ks. Antoni Lewek. Jemu nie udało się dokończyć modlitwy „Wieczny odpoczynek…”. W kościele wybuchł jeszcze większy szloch. Ten płacz do dziś pamiętam i słyszę.

Wtedy ja jako trzeci podszedłem do ambony i przekazałem, iż otrzymaliśmy informację o odnalezieniu ciała ks. Jerzego. Wiernych trudno było uspokoić. Wówczas powiedziałem, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Dodałem, że mamy nowego orędownika w Niebie, bo ks. Jerzy nie umarł ze starości, lecz z miłości. Posłużyłem się słowami modlitwy „Ojcze nasz”. Zacząłem mówić „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” i dopiero po trzykrotnym powtórzeniu tych słów zebrani w kościele wierni wyciszyli się i zaczęli się modlić.

Później ogarnęły mnie pewne wątpliwości, czy miałem prawo jako pierwszy mówić o przebaczeniu. Nazajutrz zgromadziliśmy się wieczorem na Mszy Świętej. Wśród nas byli także rodzice księdza Jerzego – Marianna i Władysław Popiełuszkowie. W czasie Eucharystii powtórzyłem te same słowa modlitwy „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Mamunia kochana zwróciła się do wiernych i w ręku trzymając różaniec, trzykrotnie powiedziała: „Przebaczam, przebaczam, przebaczam”. Wówczas kamień spadł mi z serca.

Te słowa stały się świadectwem mówiącym o tym, kim jest Mama księdza Jerzego. Przebaczyła tym, którzy dokonali zabójstwa jej syna, co więcej – pragnęła, aby osoby te się nawróciły. Wiedziała, że sprawiedliwie osądzi ich tylko Pan Bóg. Mamunia zresztą każdą sytuację w swoim życiu opierała na Bogu.

Wielokrotnie spotykałem się z nią i całą rodziną ks. Jerzego po Mszach św. czy w domu w Okopach. Widziałem, że z życia tej niezwykle skromnej osoby promieniowała Boża łaska pokoju. Skromność Mamuni wyrażała się poprzez niezwykłą godność i dostojeństwo. Kiedyś po Mszy św. za Ojczyznę zapytałem: „Mamo, czy Mama nie boi się wracać wieczorem? Nie lękasz się iść przez las?”. Nie zapomnę, jak odpowiedziała mi wówczas: „Nie. Niekiedy idąc przez las, to jakbym słyszała głos Jurka mówiącego: ’Mamo, mamo’”. Całym życiem ukazywała nam mądrość chodzenia w obecności Boga. Mamunia na wszystko patrzyła przez pryzmat wiary.

Kolejnym wielkim znakiem ogromnej ufności i głębokiej wiary była decyzja o pochowaniu ks. Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Rozważane były różne miejsca pochówku. Władzom bardzo na rękę byłoby, gdyby został on pochowany w Suchowoli.

Pojawiły się także propozycje pochowania ks. Jerzego na warszawskich Powązkach oraz przy kościele św. Stanisława Kostki. Ksiądz Prymas Józef Glemp zwrócił się z zapytaniem do ks. prałata Teofila Boguckiego, ówczesnego proboszcza, który od razu wyraził aprobatę dla tej propozycji. Mama pięknie wtedy powiedziała: „Oddałam go Kościołowi i nie zabiorę go Kościołowi. Tutaj pracował, tutaj kochał i cierpiał. Tutaj są ludzie, którzy go kochają. Niech więc tu zostanie”. To także wielkie przesłanie nam przekazane.

Mamunia nawet przy spotkaniach z wielkimi tego świata pozostawała tą skromną, pokorną kobietą w chusteczce na głowie. Niezapomniane dla mnie jest jej spotkanie z niebawem świętym Janem Pawłem II, który podziękował Mamie, że dała Kościołowi takiego syna. Ona odpowiedziała z prostotą wówczas, że to Pan Bóg jej go dał.

Mógłbym wiele opowiadać i przytaczać szereg wspomnień. W tych wszystkich obrazach Mama staje przed nami jako człowiek istniejący z zawierzenia Bogu i Matce Najświętszej. Wymowna jest także nieustanna obecność w jej rękach różańca.

To, co pozostało mi we wspomnieniach, to jej zwyczajność, bo Mama – Marianna Popiełuszko – była zwyczajną kobietą ze wsi, pracowitą i umiejącą wszystko przeżywać na modlitwie.

W sercu noszę dziękczynienie, że miałem to szczęście spotkać na swej drodze życia dobrą Mamę – nauczycielkę wiary, miłości Boga i ludzi, tego, że Kościół to także Polska.

Dziękuję za taką Mamę, która będzie szczególną orędowniczką dla nas, abyśmy zmądrzeli i mieli świadomość, skąd nasz ród oraz jakich wspaniałych, świętych orędowników mamy.

Ks. Feliks Folejewski SAC

drukuj