fot. @DanielWachowiak

[NASZ WYWIAD] Ks. D. Wachowiak: Mądry człowiek, mimo iż widzi grzechy Kościoła – nie odchodzi od niego. Odchodzi ktoś, kto ma problem z własnym sumieniem

Dosyć mówienia o grzechu, także w Kościele, językiem nieewangelicznym. Jeżeli katolicy świeccy zapragną odnowienia Kościoła w duchu Ewangelii, to jednocześnie odnowi się stan kapłański, a skutkiem tego będzie również duchowa odnowa wszystkich wiernych świeckich. Każdy z nas musi czuwać! Nikt z nas do końca życia, póki jest na ziemi, nie jest pewien siebie samego. Wszyscy musimy się modlić, aby Pana Jezusa nie zdradzić – zaznaczył ks. Daniel Wachowiak, proboszcz parafii w Piłce, podczas rozmowy z portalem Radia Maryja.

Portal Radia Maryja: Obecnie bardziej niż kiedykolwiek aktualne wydają się słowa Prymasa Tysiąclecia: „Nie Kościół ma się dostosowywać do świata, lecz świat do Ewangelii”. Trzeba wciąż przypominać tę prawdę, gdyż są wierni, którzy domagają się reform w Kościele, ale nie na korzyść poprawienia relacji między człowiekiem a Bogiem, lecz na korzyść… własną. Od duszpasterzy oczekuje się wprowadzenia szeroko rozumianej nowoczesności np. do liturgii Mszy św.

Ks. Daniel Wachowiak: Jest taki fragment w jednej z modlitw eucharystycznych: „Panie Boże, spraw, aby Kościół odnowił się w świetle Ewangelii”. Kościół poniekąd jest przestrzenią, która nieustannie się reformuje w Bożym duchu, tzn. my ufamy, że jeżeli wierzymy w Pana Jezusa, a Kościół jest Jego oblubienicą, to nieustannie jesteśmy młodzi duchem. Duch nas prowadzi w odpowiednim dla siebie kierunku. Jeżeli Go słuchamy, to nieustannie się reformujemy, ale według woli Bożej. Kościół w ten sposób nie dostosowuje się do świata, ale świat przemienia duchem Ewangelii. Jeżeli pojawiają się głosy przeciwne, które są wyrazem pozornej troski, żeby Kościół zmieniał się w związku z tym, że świat się zmienia i należy Kościół nieustannie unowocześniać, to jest to fałszywa troska. To Kościół powinien być stałym lądem, nieustannym odniesieniem dla zmieniającego się świata. Jest takie łacińskie powiedzenie, że „Świat się zmienia, Krzyż trwa”. Człowiek w tym cywilizacyjnym pędzie potrzebuje punktu odniesienia, którym powinien być Kościół zawsze prowadzący do Pana Jezusa.

Wielu duchownych mówi, że odnosi się wrażenie, iż część polskich katolików nie przychodzi do nich z prośbą o Pana Jezusa, i o to, żeby pomóc im w żywym spotkaniu Chrystusa, ale przychodzi, by Msza św. była elementem ich rodzinnej ceremonii. Wówczas odnosi się wrażenie, że Święta Liturgia – wierzymy, że każda Eucharystia jest uaktualnieniem Golgoty i pustego grobu – jest jakby przy okazji, że nie jest w centrum. O tym przepięknie mówił dość niedawno Ojciec Benedykt XVI, a mianowicie, że nie może być tak, że my podczas spotkań rodzinnych przy okazji pójdziemy na Mszę św. Liturgia ma być dla człowieka w centrum. Jeżeli świeccy wierni będą oczekiwać tego od księży, to jestem przekonany, że ci, którzy chcą kapłaństwo traktować inaczej niż powołanie, pięć razy zastanowią się, czy rzeczywiście jest to dla nich odpowiednie miejsce. Jeżeli katolicy świeccy zapragną odnowienia Kościoła w duchu Ewangelii, to jednocześnie odnowi się stan kapłański, a skutkiem tego będzie również duchowa odnowa wszystkich wiernych świeckich.

Nieuleganie kapłanów „zachciankom” ze strony wiernych i stanowcze trwanie przy kartach Ewangelii wiąże się jednak ze stałym atakiem personalnym bądź całościowym na Kościół.

My, księża, jesteśmy najpierw ludźmi. Każdy człowiek potrzebuje jakiejś akceptacji, szacunku, wdzięczności. Każdy z nas źle znosi nienawiść ze strony bliźniego. Zawsze jest tak, że kapłan głoszący Słowo Boże musi napotykać na przeciwności – taki jest skutek głoszenia Ewangelii. Ksiądz, który wierzy w moc Słowa Bożego, jakie głosi, gdy napotyka go przeszkoda, musi zmierzyć się z pokusą: „Czy mi się nadal chce w to brnąć? Bo jeżeli będę dalej głosił Słowo Boże, a ono jest wymagające i ostre jak miecz, to spotkam się z wrogością wielu moich słuchaczy”. Być może zrobią to nieświadomie, ale grzech, który Słowo Boże chce ukazać, może spowodować nieprzyjemności, które do mnie wrócą. Czasami ksiądz ulega pokusie i mówi sobie: „Wolę święty spokój. Wolę podjąć takie tematy, które nie zbulwersują”. Taki ksiądz przegrywa i z pokusami, i z sobą, a ostatecznie przegrywamy my wszyscy. Jeżeli widzę misję w swoim kapłaństwie doprowadzania ludzi do zbawienia, to muszę się narażać także sobie samemu, bo jestem pierwszym słuchaczem Słowa Bożego, które głoszę.

Przykładem wojny wymierzonej w Kościół, także w ostatnich dniach, jest przylepianie duchowieństwu łatki: ksiądz-pedofil. Oczywiście żadnych przestępstw nigdy nie wolno usprawiedliwiać. Dane jednak stanowczo ukazują, że procent nadużyć seksualnych wobec dzieci wśród duchowieństwa jest zdecydowanie niższy, aniżeli wśród innych grup społecznych. Mimo twardych faktów kłamstwo wciąż znajduje swoich wyznawców, a media „grillują” jedynie kapłanów. Dlaczego ludzie ulegają frazesom i nie dążą do poznawania prawdy? Gdzie jest sedno problemu?

Mam podejrzenie, które jest blisko pewności, że ludzie prawdziwie ukształtowani w duchu Ewangelii mówią to, co mówiły nasze babki, nasi dziadowie: „Ja nie idę do kościoła dla księdza. Ja idę dla Pana Jezusa. Nawet jeśli ten ksiądz jest gorszym grzesznikiem niż ja – w tym Kościele pozostaję”. Jest to myślenie bardzo Chrystusowe. Wszyscy ci, którzy tak myślą, nawet jak spotykają się z bardzo ciemnymi stronami   kapłaństwa, także z przypadkami pedofilii, to jeszcze bardziej rozkochują się w Kościele. Natomiast wszyscy ci, którzy mają nieporządek w relacji z Panem Bogiem, często na tego typu tematy reagują tak, że swoje zabrudzone sumienia utwierdzają w tym brudzie, usprawiedliwiając się tym, że ci, którzy są księżmi „wcale od nas nie są lepsi”. Trudne tematy są ważne, żebyśmy je przerobili, bo nie możemy uciekać od prawdy. Nawet, jeżeli jest to margines wśród kapłanów, to prawda nam nie zaszkodzi. Ta prawda nawet może przyczynić się ku odnowie i oczyszczeniu Kościoła. Prawda nie zaszkodzi ludziom mądrym.

Dzisiaj wielu ludzi ma ukryty w sobie antyklerykalizm. Tego typu sytuacje uzewnętrzniają to, co w ich wnętrzu jest nieuporządkowane od lat. Tutaj może pojawić się problem pedofilii, ale także zupełnie inny wątek i z tych ludzi i tak wyjdzie jakiś nieporządek ewangeliczny.   Jest także grupa ludzi rzeczywiście skrzywdzona przez Kościół i duchownych. Znam takie osoby. Część z nich mimo krzywdy, jakiej doświadczyła, nadal kocha Kościół, a pozostała grupa – tutaj nie osądzam – oddaliła się od Kościoła. To już Pan Bóg będzie sądził, być może mieli słabszy charakter, być może mieli trudniejsze doświadczenia (…). Jeżeli ktoś jest mądry, to mimo iż widzi grzechy Kościoła – nie odchodzi od niego. Odchodzi ktoś, kto ma problem z własnym sumieniem.

Kościół ma swoje bolączki, ale są to jednostkowe przypadki, które nie powinny rzutować na całą naszą wspólnotę. W jednym z wpisów na Twitterze napisał Ksiądz: „Marzę, by do stanu duchownego przybywali nie ci, którzy widzą w tym powołaniu zawód, gdzie można się dobrze ustawić, ale wyłącznie odważni mężczyźni niebojący się być zranieni przez świat. Bywało różnie. Z tego powodu cierpi dziś cały Kościół, bo wśród nas za wielu niewierzących”. Czy mógłby Ksiądz rozwinąć tę myśl?

Wielu zauważa, że struktura obecnego Kościoła umożliwiła przychodzenie do seminariów niepoukładanym mężczyznom. Ten mój wpis jest pewną modlitwą i marzeniem, żebyśmy tak zmienili struktury Kościoła, aby tym ludziom nie chciało się wchodzić w Kościół. Jeżeli jest to mężczyzna, który ma w sobie nieuporządkowanie, np. seksualne, żeby on nie widział dla siebie drogi w stanie kapłańskim. To jest moje marzenie. Jeżeli będziemy budować Kościół oparty o Ewangelię, Kościół, w którym (jeśli głosimy Słowo Boże), to nas     spotykają różnego rodzaju przeciwności, to ludziom widzącym co innego w Kościele niż oblubienicę Chrystusa odechce się do Kościoła przychodzić. Być może będzie to też dla nich sygnał, że jeżeli chcą przyjść, to sami najpierw muszą pragnąć Chrystusa. Jest takie piękne zdanie, które funkcjonuje w Kościele od wielu wieków: „Jeżeli ktoś odchodzi z Kościoła z powodu Judasza, to nigdy nie przyszedł do niego z powodu Chrystusa”. Zawsze będą wśród nas ci, którzy będą następcami Judasza, ale może też być tak, że ktoś jest na drodze świętości, a w pewnym momencie schodzi na złą drogę. Każdy z nas musi czuwać! Nikt z nas do końca życia, póki jest na ziemi, nie jest pewien siebie samego. Wszyscy musimy się modlić, aby Pana Jezusa nie zdradzić. A nawet, jak Go zdradzimy, żebyśmy byli jak św. Piotr, a nawet jak nim nie będziemy, żebyśmy chociaż w ostatniej chwili byli jak dobry, a nie zły łotr. Kościół nigdy nie będzie miał doskonałych członków. Jedynym świętym jest Pan Jezus.

Zacznijmy na nowo o grzechach mówić językiem Ewangelii. My dzisiaj o grzechach mówimy językiem tego świata, a świat o grzechu często wypowiada się w sposób niesprawiedliwy. Świat o grzechu mówi często w sposób niemiłosierny. O innych bardzo łatwo mówi, że są grzesznikami, ale o swoją świętość nie dba. My w Kościele na nowo musimy przywracać język Kościoła i Ewangelii o grzechu. Grzesznicy zawsze będą, także w Kościele. Grzesznicy nigdy nie są skreśleni, póki żyją zawsze mają szansę na nawrócenie. Ale grzech potępiamy. Musimy więcej przypominać o pokucie, o tym mówi Matka Boża z Fatimy: „Pokutujcie”. A wówczas, nawet najgorsi grzesznicy, którzy są nawet na wysokich urzędach kościelnych – mają szansę się nawrócić i dzięki pokucie grzechy Kościoła nie będą aż tak znaczące, jak dobre uczynki ludzi Kościoła.

Rano wrzuciłem na Twittera pozdrowienie Pana Jezusa: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Zerknąłem po kilku godzinach, jak wiele polubień ma ten wpis, ile osób podało dalej, zareagowało ponad 50 tys. osób. Myślę, że dlatego, iż my mamy już trochę dosyć tego szamba. Ludzie mądrzy chcą powiedzieć: „Tak, my to wszystko wiemy, musimy zrobić porządek w Kościele – niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Dosyć tego mówienia o grzechu, także w Kościele, językiem nieewangelicznym. My to wszystko wiemy, nie dajmy sobie wmówić, że my wszyscy jesteśmy do skreślenia. Nawet najgorszy grzesznik ma jeszcze szansę nawrócenia i odpokutowania. Wierzę, że przyjdzie oczyszczenie.

Monika Bilska/RIRM

 

 

 

 

 

drukuj