fot. PAP/EPA

Nadal trwają walki na Wschodzie Ukrainy

Mimo zawarcia rozejmu prorosyjscy separatyści wznowili intensywne walki na wschodzie Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że zawarte porozumienie istnieje już tylko na papierze.

Najgroźniejsza sytuacja panuje w obleganym Debalcewe. Przedstawiciel ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko poinformował, że rozejm na wschodzie Ukrainy jest łamany i dlatego armia nie wycofa broni ciężkiej z linii frontu.

Debalcewe – to tu panuje najgorsza sytuacja. Miasto znalazło się w ogniu separatystów, którzy traktują je jako swój przyczółek. Rozejm z Mińska nie rozwiązuje sytuacji.

– Jesteśmy w stanie wojny. Nie jest złe to, co robią. Więc przyszedłem tutaj z Rosji. Będę tu, na tej ziemi, dla tych ludzi, dla moich chłopaków – powiedział prorosyjski separatysta.

Wobec ukraińskich żołnierzy i ludności cywilnej coraz częściej wykorzystywane są systemy rakietowe Grad. Separatyści otworzyli ogień nawet w miejscowościach, w których nie ma ukraińskich wojsk. Mowa o całkowicie kontrolowanym przez rebeliantów Doniecku, który ostrzelano z moździerzy, a także Popasną, gdzie użyto Gradów. Prorosyjscy separatyści wszystkiemu zaprzeczają i całą winą obarczają Ukraińców.

– Chcemy zakończyć to wycofanie ciężkiej broni synchronicznie z ukraińskimi siłami rządowymi. Obie strony powinny całkowicie wycofać ciężką broń w ciągu 14 dni, począwszy od 16 lutego. Jednak, sądząc po obecnej sytuacji, ukraińskie siły rządowe zwiększyły liczbę broni ciężkiej – powiedział Vladimir Kononov, minister obrony samozwańczej Ludowej Republiki Doniecka.

Tak naprawdę – jak zauważa prof. Marek Piertaś – Rosja nie chce zawieszenia broni. Gra toczy się o coś więcej – o geopolityczną przyszłość Ukrainy.

– Federacja Rosyjska nie jest zainteresowana przerwaniem walk, wręcz przeciwnie jest zainteresowana, jak się okazuje niezależnie od eskalacji sankcji zachodnich, kontynuacją tych walk i wywieraniem presji na Ukrainę. To jest część – w moim rozumieniu – planu strategicznego Federacji Rosyjskiej – zaznaczył prof. Marek Piertaś, kierownik Zakładu Stosunków Międzynarodowych UMCS.

W tym kontekście profesor wskazuje, że niezrozumiała jest postawa państw Europy, zwłaszcza zachodniej, które nie chcą dostarczać broni Ukrainie.

– Uzbrojenie Ukrainy nie oznacza eskalacji konfliktu w sensie, że Ukraina zaatakuje Federacje Rosyjską, ale oznacza znaczne podniesienie kosztów operacji przeciwko Ukrainie, kosztów ponoszonych przez Federacje Rosyjską, więc w tym kontekście działania państw zachodnich dla mnie są niezrozumiałe – dodał prof. Marek Piertaś.

Tego samego zdania jest dr Marcin Paluch, który wskazuje, że Ukraińcy są postawieni pod ścianą, bo nie mają nawet zakładów produkujących amunicje.

– W pierwszej kolejności powinni otrzymać amunicje artyleryjską. Ta artyleria ukraińska, którą często widzimy na zdjęciach i w przekazach medialnych, po pewnym czasie ma już poważne braki amunicyjne. Brakuje pocisków 203, 152 i 122 mm. Oni naprawdę nie mają amunicji i to jest ważna sprawa. Żeby odpierać ataki separatystów czy bronić swoich oddziałów musi nastąpić wsparcie artyleryjskie – powiedział dr Marcin Paluch.

Tymczasem – jak wskazuje dr Marcin Paluch – jeśli już dochodzi do dozbrajania Ukrainy to dostaje ona przestarzały sprzęt wojskowy.

– Brytyjczycy przekazali już, poprzez swoje prywatne firmy, 20 pojazdów transporterów opancerzonych typu Sakson. To są lata ’70 XX wieku- całkowicie nie nadające się na współczesne pole walki. Ten pojazd nie wytrzyma ostrzału artyleryjskiego, nie wytrzyma odłamków. Ten pojazd nie jest odporny na wybuch min – podkreślił dr Marcin Paluch.

Poważne zaniepokojenie utrzymującymi się walkami w mieście Debalcewe i w jego okolicach wyraził Departament Stanu USA. W opublikowanym oświadczeniu stwierdził, że bacznie obserwuje nową kolumnę rosyjskiego sprzętu wojskowego, która podąża w stronę wschodniej Ukrainy. Te agresywne działania i oświadczenia wspieranych przez Rosję separatystów zagrażają zawartemu rozejmowi. – głosi oświadczenie.


TV Trwam News/RIRM

drukuj