Kłamstwo jest okrutne i nieprawdopodobne

Wypowiedź Ewy Błasik wdowy po gen. Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych. (Zginął 10 kwietnia w katastrofie Smoleńskiej)

 

Wystawa ku czci generała

W piątek, 24 sierpnia pojechałam razem z dziećmi do Dęblińskiej Szkoły Orląt, gdzie otwierałam wystawę poświęconą Andrzejowi Błasikowi, mojemu mężowi. Spotkanie było nieformalne, bardzo kameralne.

Najpierw zanim otworzymy i udostępnimy tę wystawę dla oglądających chciałam zobaczyć okiem żony poległego generała i ojca moich dzieci, jak wyglądają  eksponaty. Chciałam zobaczyć, czy wszystko jest tak, jakbym sobie tego życzyła. Zresztą pan Generał Brygady Jan Rajchel, obecny Komendant i Rektor Dęblińskiej Szkoły Orląt opiekuje się naszą rodziną i dba o należytą, dobrą pamięć o moim mężu. To jego zasługa, że wyraził zgodę, a wręcz bardzo chciał, żeby ta wystawa była otworzona przed Świętem Lotnictwa właśnie w tej szkole. Pan Generał i wszyscy lotnicy dobrze wiedzą, jak bardzo mój mąż był związany z Dęblinem. Zresztą po śmierci mojego męża nadano mu Honorowe Obywatelstwo miasta Dęblin. Mój mąż spędził tam wiele lat, bo był w liceum lotniczym, później studiował w Oficerskiej Szkole Lotników, a w którymś momencie swojej kariery, był również Komendantem i Rektorem tejże uczelni. Spędził tam wiele lat. Dla mnie i dla rodziny, ta wystawa jest bardzo ważna. Ogromnie się cieszę i dziękuję, że pan Generał miał odwagę przełamać tę tzw. zmowę milczenia.

Podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych, zostanie odsłonięta tablica, poświęcona mojemu mężowi, Andrzejowi Błasikowi. Ta tablica jest już wystawiona, można ją zobaczyć. Na tych uroczystościach będę z rodziną. Jak napisałam w artykule „Spirala kłamstwa” w Naszym Dzienniku – później ta wystawa będzie częściowo przeniesiona do Sanktuarium w Leśnej Podlaskiej, do oo. Paulinów. To właśnie tam uczestniczyłam z mężem w naukach przedmałżeńskich i stąd ta szczególna wymowna gościnność i serdeczność oo. Paulinów .

Ojcowie chcą mi pomóc uczcić okrągłą rocznicę urodzin mojego męża, na ziemi podlaskiej, tam gdzie go poznałam. Mąż właśnie nad tą ziemią uczył się latać i zdobywał swoje umiejętności lotnicze, na lotnisku, które muszę powiedzieć z ogromną przykrością obecny prezydent, pan Bronisław Komorowski zamknął. Pomimo tego, że na każdym kroku podkreślał, że bardzo brakuje mu tego szkolnego lotniska.

 

Spotkanie ze Sławomirem Orłowskim 

W czasie tej wystawy wydarzyło się coś czego nie spodziewałam się ani ja, ani pan Generał Rajchel. Nie spodziewali się także organizatorzy. W pewnym momencie, gdy w sali z eksponatami i pamiątkami po moim mężu stałam obok sztandarów na których jest napisane: Bóg, Honor, Ojczyzna, kiedy byliśmy wszedł zmęczony pan Sławomir Orłowski. Niewiele go znałam, ale pamiętałam, jak mój mąż mówił, że studiował w Dęblińskiej Szkole Orląt na wydziale politycznym.

Ponieważ pamiętałam jego wypowiedź z filmu pt.: „Generale służba trwa”, nie miałam żadnych podejrzeń. W tym filmie bardzo mądrze mówił prawdę, zabierał głos o moim mężu. Film jest poświęcony pamięci mojego męża. Był nawet emitowany w II rocznicę po katastrofie smoleńskiej w TVP1. Nie miałam żadnych powodów, aby nie przywitać się z tym oficerem. On niespodziewanie wręczył mi książkę, która ma bardzo zachęcający tytuł: „Pokolenia dywizjonu 303”.  Na okładce są zdjęcia naszych lotników walczących podczas II wojny światowej. Na samej górze jest oczywiście autor tej książki, Sławomir Orłowski a na dole napis: od generała Skalskiego do generała Błasika. Na okładce jest też piękna biało-czerwona szachownica. Natomiast z tyłu książki jest krótki życiorys autora, czyli Sławomira Orłowskiego i jego zdjęcie.

Moją uwagę zwróciło dopiero to, że jemu na tym naszym spotkaniu bardzo zależało, żebym ja tą książkę trzymała w ręku. Ten pan szedł z kilkoma mężczyznami, nie byłam w stanie tego zauważyć, myślałam, że to są jacyś pracownicy, którzy pomagają tę wystawę organizować. Nie zwracałam więc na to uwagi. Byłam bardzo spokojna i szczęśliwa, że możemy razem tworzyć to wszystko. Zwróciłam uwagę, że robią mi zdjęcia, że pan Orłowski przybył ze swoim fotografem i jeszcze z kilkoma osobami. Najbardziej zależało mu na zdjęciach.

Pomyślałam, że może chce mieć pamiątkę. Wpisał mi dedykację: „Dla Ewy od kolegi Andrzeja z promocji 1995 Sławek”. To spotkanie było krótkie i niczego nie podejrzewałam. Patrząc co się dzieje, że robią mi zdjęcia, zapytałam go czy przypadkiem nie jest jakimś agentem. A on odparł: Ty też jesteś agentem. To była bardzo krótka rozmowa, ale z tego co pamiętam, co ujawniłam w Naszym Dzienniku, to on powiedział coś wyrwanego z kontekstu. Powiedział, że to wszystko wina Parulskiego, nie wiem czy miał na myśli Generała Parulskiego. Wydawało mi się to dziwne i zaczynałam nabierać podejrzeń.

 

Kłamstwa pod adresem generała Błasika  

To spotkanie trwało krótko. Kiedy poskładam sobie wszystko w całość zrozumiałam, że jemu chodziło o to, abym trzymając tę książkę w ręku, uwiarygodniła ją i promowała. Wracając z Dęblina wraz z dziećmi, otworzyłam tę publikację. W spisie treści możemy przeczytać m.in., że Polacy musieli radzić sobie sami. Nie mogę powiedzieć, czy wszystko w tej książce jest prawdą, albo kłamstwem. Trzeba żeby w tej kwestii wypowiedzieli się fachowcy. Mogę natomiast powiedzieć co jest kłamstwem, jeżeli chodzi o mojego męża, o pana prezydenta i pana ministra Szczygło.

Najbardziej zbulwersowały mnie twierdzenia, które autor umieścił na stronie 119. Jest takie zdanie, że prezydentowej Marii Kaczyńskiej na każdym kroku towarzyszyła małżonka Generała Błasika, Ewa. Późniejsze zażyłe relacje, na które często powoływała się pani Ewa zaczęły się właśnie w tym dniu. Opisuje on dzień, kiedy do Polski przyleciał pierwszy samolot F16. Odbywało się to na lotnisku w Krzesinach. Mój mąż był wtedy dowódcą brygady i jemu podlegało lotnisko w Krzesinach. Ta brygada mieściła się w Poznaniu, dlatego m.in. lotniska, gdzie były F16 w Łasku i w Krzesinach podlegały mojemu mężowi. Z tej racji wiadomo, że mąż tego dnia był na lotnisku bardzo zajęty. Ja też mogłam być wtedy na tym lotnisku, kiedy był pan prezydent z małżonką i pani prezydentowa nadawała imiona naszym samolotom F16. Wypowiadała wtedy takie znamienne słowa, na pewno wszyscy pamiętają. Właśnie w tym momencie Sławomir Orłowski zaczyna kłamać, że jakoby wtedy poznałam panią prezydentową i sugeruje tymi kłamstwami, których wszystkich nie jestem w stanie przytoczyć i przeczytać, że kariera mojego męża przede wszystkim polegała na mojej znajomości z panią prezydentową i naszych zażyłych relacjach.

Chciałam zdementować, że ja nie byłam tego dnia na lotnisku, nie poznałam tam pani prezydentowej Kaczyńskiej. Miałam tylko jeden raz przyjemność rozmawiać z nią, kiedy był Dzień Wojska Polskiego i kiedy byłam z żonami innych generałów w Pałacu Prezydenckim na tym święcie. Wtedy rozmawiałyśmy z panią prezydentową i pamiętam, że prosiłam o spotkanie z wdowami po pilotach, lotnikach, którzy ginęli w różnych katastrofach. Na pewno wiele spraw jest bolących, one chciały żeby małżonka zwierzchnika Sił Zbrojnych o wszystkim wiedziała. To było jedyne nasze spotkanie, później byłam gdzieś obok, ale nie rozmawiałyśmy. Ja nie jestem osobą, która by przeszkadzała, znam swoje miejsce w szyku.

Jest mi ogromnie przykro, że zarzuca się takie rzeczy. Mogłabym wiele opowiadać o życiorysie mojego męża, o tym jak bardzo był oczekiwany w strukturach NATO. Temu tematowi na pewno poświęcimy wiele czasu, bo to jest ważne.

Nie mogę milczeć. Ta książka mogłaby stać się wodą na młyn. Przecież wiadomo, jaka jest propaganda rosyjska i polska. Z jaką siłą działa i niszczyła mojego męża. Dlatego szczególnie zależy mi na tym, żeby ludzie, którzy chcą znać prawdę a wiadomo, że ojcowie i cała Rodzina Radia Maryja a także Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk, wszyscy chcemy tej prawdy, więc ja z całą przyjemnością tę prawdę będę przekazywać.

Wracając do tej książki to autor napisał, że zaraz po przyjeździe do Wojskowego Portu Lotniczego, Dowódca Sił Powietrznych zaprosił na odprawę cały personel. Mówimy cały czas o tym dniu 10 kwietnia 2010. On opisuje co zrodziło się w jego fantazji i umyśle. Bo nie chcę wiedzieć co się mogło dziać ze Sławomirem, że dopuścił się takich perfidnych kłamstw. Miał jeszcze odwagę wręczyć mi książkę z takimi kłamstwami. To są bardziej kłamstwa niż pomówienia mojego męża, śp. pana prezydenta i pana ministra Szczygło. Zrobił to patrząc mi w oczy. Ma odwagę napisać, że mój mąż zaprosił na odprawę cały personel pokładowy TU 154 M, miał uprawnienia instruktorskie na ten typ statku powietrznego i zapewne chciał wykorzystać ten lot jako inspekcję. Prywatnie też zadbał, aby ten lot był wymarzoną podróżą prezydenta do Smoleńska. Zaczynała się kampania prezydencka, lądowanie odbywało się na terenie Rosji i Andrzej miał okazję zabłysnąć przed głową państwa.

Przede wszystkim tego dnia, nie było żadnej odprawy personelu pokładowego. Poza tym takie odprawy dokonuje dowódca eskadry bądź dowódca bazy, ale nie mój mąż. Rola mojego męża sprowadzała się w tym wylocie tylko do roli jednego z wielu pasażerów.

 

Kłamstwo jest okrutne i nieprawdopodobne. Chciałam zdementować informację o tym, że mój mąż miał uprawnienia instruktorskie na ten typ statku powietrznego i zapewne chciał wykorzystać ten lot jako inspekcję. On już w tym jednym zdaniu mówi, że mój mąż na pewno był w kokpicie, znał się na typie tego statku i chciał zabłysnąć, więc wszedł do kabiny i robił wszystko, żeby piloci wylądowali ponieważ on chciał uzyskać awans do USA. Sugestia jest przerażająca. Sugeruje, że cała wina za śmierć pasażerów tego samolotu jest winą mojego męża, który był można podejrzewać nieodpowiedzialny, tak można wywnioskować jeśli ktoś nie zna prawdy.

 

Musimy walczyć o prawdę

To jest paszkwil i musimy o tym mówić, nagłaśniać jak najwięcej, żeby prawda była bardzo jasna. Trzeba jasno powiedzieć, że to są kłamstwa, że mój mąż przede wszystkim nie robił żadnych odpraw, ani tego dnia ani w ogóle, bo mój mąż miał od tego ludzi. Mój mąż miał za wysokie stanowisko żeby przeprowadzać odprawy. To nie ten poziom, nie ten stopień. To wszystko świadczy o złej woli tego oficera.

Oprócz wywiadu ze mną w Naszym Dzienniku pt.: ”Spirala kłamstw”, wcześniej 25 sierpnia ukazał się artykuł na portalu wpolityce.pl pt.: „Ujawniamy, znów oczerniają Generała Błasika – Ewa Błasik: wykorzystano mnie do legalizowania paszkwilu na mojego męża”. I drugi artykuł, który ukazał się w święto lotnictwa, też na tym samym portalu pt.: „W NATO nikt nie rozumie czemu ma służyć propaganda kłamstw na temat Andrzeja Błasika”.

Te dwa artykuły są bardzo ważne. Właśnie w tym ostatnim wywiadzie ujawniam, że 25 marca w Dowództwie Sił Powietrznych, a wcześniej jeszcze 23 marca, mój maż spotkał się z panem Ministrem Obrony Narodowej w Ministerstwie. Pan Bogdan Klich złożył mojemu mężowi propozycję objęcia drugiej kadencji dokładnie 23 marca. Mam to wszystko wynotowane. Wiedziałam, jaka odpowiedzialność spada na barki mojego męża i wyczułam, że może nie wiadomo co się zdarzyć i że mogą mi być potrzebne różne notatki i informacje, które w tej chwili są bardzo ważne i istotne.

W moich kalendarzach jest właśnie data 23 marca 2010 roku – mój mąż na ul. Klonowej w Ministerstwie Obrony Narodowej, usłyszał z ust urzędującego wtedy pana ministra  Bogdana Klicha, propozycję objęcia drugiej kadencji.

25 marca 2010 roku w Dowództwie Sił Powietrznych byłam obecna na spotkaniu Wielkanocnym i pan minister Bogdan Klich mówił publicznie, że mój maż powtórzy kadencję. Pan minister Szczygło, szef BBN-u bardzo cieszył się, że ta propozycja została złożona. Uważam, że pan minister Szczygło i prezydent  mogli o tym wiedzieć, że mój maż zrobił tyle dobrego dla Sił Powietrznych. Był tak oczekiwanym dowódcą w NATO i że byłoby najlepiej żeby nigdzie by się nie wybierał, tylko pozostał na tym stanowisku. Myślę, że w pewnym momencie generałowie będą mogli mówić prawdę, nie będą im zamykane usta i wszystko powtórzą, co teraz ujawniam.

Mój mąż był bardzo potrzebny, aby kontynuować wielkie zmiany. To on przeprowadził reformę. Tak naprawdę czekano na generała mądrego, kompetentnego, myślącego analitycznie i przyszłościowo.

To co on zastał będziemy ujawniać w swoim czasie. Dlaczego nikt go nie broni? Ci, którzy wcześniej dowodzili boją się ujawnienia tego, do jakiego stanu było doprowadzone lotnictwo. Mój mąż to wszystko odnawiał, wprowadzał, nowelizował, reformował, modernizował. Tam był włożony ogromny wysiłek, a  jego ludzie po katastrofie zostali zdymisjonowani.

Chcę jasno zdementować, że mój mąż nie wybierał się za wielką wodę, że nie miał takiej propozycji. To są tylko zasłyszane medialne plotki, insynuacje i spekulacje. To nie miało nic wspólnego z rzeczywistością.

Wiele razy byłam w prokuraturze i zeznaję o tym wszystkim, żeby panowie prokuratorzy wiedzieli o wszystkim. Żeby kiedyś nie powiedzieli, że o czymś nie wiedzieli. Zeznaje i informuje, żeby była pełna wiedza bo oni chwilami sami już nie wiedzą gdzie jest prawda, jak słuchają i oglądają to, co się dzieje wokół mojego męża. Nie dziwię im się, szczególnie tym młodym prokuratorom, którzy prowadzą śledztwo.

Nie ukrywam, że czekam jedynie na raport prokuratury, mam nadzieję, że będzie wiarygodny, na tyle na ile to będzie możliwe. Bo podejrzewam, że oni też dostają wszystko od Rosjan. A przecież Rosjanie nie ujawnią i nie pokażą niczego, co by wskazywało na ich winę. Taka jest prawda.

Informacje zawarte w tej książce na temat mojego męża są kłamliwe. Przecież mąż nie chciał lecieć za „wielką wodę”, chciał być w kraju, chciał wyprowadzić wszystko na właściwy tor.

 

Na zakończenie chciałabym życzyć polskim lotnikom dużo lotniczego szczęścia, bo zdrowie też jest bardzo ważne, ale ci, którzy niekiedy giną w katastrofach lotniczych na pewno mają zdrowie. Mówię w tej chwili o pilotach – bo oni nie mogliby inaczej latać. Ale niekiedy brakuje im szczęścia lotniczego. Życzę im żeby przede wszystkim mogli realizować się w powietrzu. Oni wszyscy, tak jak mój mąż, kochają to, co robią. To jest najważniejsze, żeby być powołanym do tego, co się wykonuje w życiu.

To była wielka pasja mojego męża, on się wzorował na lotnikach z czasów II wojny światowej i na ich dokonaniach. Życzę wszystkim lotnikom pogody ducha, szczęścia rodzinnego. To jest bardzo ważne, szczególnie w środowisku lotniczym, kiedy pilot musi być w harmonii. Musi być także jeden cel, my żony pilotów, poświęcamy się dla ich pasji. Bo my zapewniamy im warunki do tego, żeby oni mogli realizować się w powietrzu ponieważ wiadomo, że powietrze to środowisko nienaturalne dla człowieka. Przecież tam o życiu decydują sekundy, dlatego oni muszą mieć stworzone odpowiednie warunki. Stwarzamy je my żony lotników i ja żona poległego na służbie Ojczyźnie.

Oni wszyscy lecieli uczcić pamięć tych, których wcześniej pomordowano. Więc oni jakby reprezentowali nas wszystkich i chcieli nas reprezentować na tej nieludzkiej ziemi.

Z okazji święta lotników pragnę życzyć z całego serca naszym pilotom, ludziom w stalowych mundurach wszystkiego najlepszego. Pragnę też, aby wszyscy poznali prawdziwe przyczyny tego, co się wydarzyło pod Smoleńskiem. To jest bardzo ważne, żeby ich dowódca był oczyszczony z tych okrutnych zarzutów, które nie mają nic wspólnego prawdą. Lotnicy też czekają na prawdę. Mam ogromne wsparcie lotników, którzy są ze mną, nie występują przed kamerami, a niekiedy chcą, ale nie mogą bo taki zakaz wprowadził następca mojego męża, Generał Lech Majewski. On robi wszystko, żeby zrzucić całą winę na nieżyjącego mojego męża za wszystko, co było złe w lotnictwie przez całe 20 lat. To są właśnie takie metody. Ten generał jest wybrany nieprzypadkowo, skończył akademię na ziemi rosyjskiej. Te metody są wzięte żywcem z Układu Warszawskiego, winni są ci, którzy nie żyją.

Dziękuję Wam, Kochani za to, że jesteście po stronie prawdy, a tego od nas oczekuje nasza Ojczyzna i wszyscy, którzy dla niej oddali swoje życie. Dziękuję i wszystkich pozdrawiam, niech Bóg prowadzi.

 

Wypowiedź Ewy Błasik dla Radia Maryja

drukuj