fot. PAP/EPA

Ile wydrze Putin

Rosjanie grożą szturmem ukraińskim jednostkom na Krymie

Na przeprawie promowej Krym – Kaukaz w Cieśninie Kerczeńskiej, oddzielającej Rosję od Krymu, trwa koncentracja sprzętu wojskowego – poinformowała wczoraj ukraińska Państwowa Straż Graniczna. Do koncentracji sprzętu dochodzi po stronie rosyjskiej Cieśniny Kerczeńskiej, naprzeciwko krymskiego miasta Kercz. Jak wyjaśniła straż, w dalszym ciągu odbywa się także intensywne przemieszczanie okrętów rosyjskiej marynarki wojennej do basenu Morza Czarnego z i do portu w Sewastopolu. Chodzi najprawdopodobniej o okręty rosyjskich flot: Czarnomorskiej, Bałtyckiej i Północnej. Siły rosyjskie miały też zablokować łączność komórkową w niektórych rejonach. Ukraińskie ministerstwo obrony poinformowało, że w nocy z niedzieli na poniedziałek rosyjskie myśliwce dwukrotnie naruszyły ukraińską przestrzeń powietrzną nad Morzem Czarnym.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy podało, że Rosjanie koncentrują sprzęt wojskowy również na granicy z obwodami charkowskim, ługańskim i donieckim.

Ostatniej doby miało także dochodzić do systematycznych ataków żołnierzy rosyjskich na ukraińskie jednostki straży granicznej na Krymie. Na kilka jednostek napadły uzbrojone grupy ludzi dysponujące specjalistycznym ekwipunkiem. Siły specjalne zaatakowały m.in. oddział straży granicznej w Kerczu. Wybito okna, wyważono drzwi, zniszczono sprzęt służący do nawiązywania łączności oraz miejsca pracy. Były także ataki na kerczeński i sewastopolski oddział straży morskiej, gdzie w momencie napaści przebywało niewielu żołnierzy. Jak zapewniają ukraińscy żołnierze, straż graniczna powstrzymuje napastników i nie dopuszcza ich do pomieszczeń, w których jest przechowywana broń.

W związku z zaostrzającą się sytuacją na Krymie premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk oświadczył na konferencji prasowej w Kijowie, że Ukraina nikomu nie odda półwyspu. Szef rządu uprzedził samozwańcze władze Krymu o odpowiedzialności prawnej. – Krymu nikt nikomu nie odda. Rosja nie miała, nie ma i nie będzie miała żadnych podstaw do użycia siły przeciwko Ukraińcom i pokojowym mieszkańcom w celu wprowadzenia kontyngentu wojskowego – powiedział Jaceniuk.

Odpowiedź Jaceniuka jest związana także z wydarzeniami minionego weekendu, kiedy po zajęciu gmachów Rady Najwyższej i rządu w Symferopolu przez niezidentyfikowanych, uzbrojonych ludzi deputowani krymskiego parlamentu mianowali premierem lidera partii Rosyjska Jedność Siergieja Aksjonowa. Ten oświadczył, że uważa odsuniętego od władzy Wiktora Janukowycza za prawowitego prezydenta Ukrainy. Wówczas Aksjonow poinformował, że władze krymskie przejmują całkowitą kontrolę m.in. nad siłami milicyjnymi i strażą graniczną na półwyspie.

Siergiej Aksjonow powiedział, że władze nawiązały współpracę z Flotą Czarnomorską w zakresie ochrony obiektów ważnych dla życia Autonomii. Pełniący obowiązki prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow wydał dekret, w którym uznał, że mianowanie Aksjonowa szefem krymskiego rządu odbyło się z naruszeniem konstytucji Ukrainy oraz Krymu.

Optymizm premiera

Jaceniuk rozmawiał też w Kijowie z przedstawicielami europejskiego biznesu. Podczas tego spotkania ocenił, że Ukraina i Rosja mają już za sobą najpoważniejszą fazę kryzysu w stosunkach. – Mam nadzieję, że słowa, które powiedział mi rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew, że decyzji o wprowadzeniu wojsk nie podjęto, odpowiadają rzeczywistości – oświadczył.

Według niego, podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE otworzy nowe możliwości przed stosunkami Kijów – Moskwa. – Ukraina nie tylko zbliża się do Unii Europejskiej. Ukraina podpisze umowę stowarzyszeniową z UE, która powinna otworzyć dodatkowe możliwości dla stosunków rosyjsko-ukraińskich. W żadnym wypadku nie będzie ona przeszkodą – powiedział.

Oznajmił, że Kijów jest gotów na „nową jakość” w stosunkach z Rosją, w których Ukraina stanowi część wielkiej przestrzeni europejskiej. Jaceniuk zapewnił też, że Kijów spełni wszystkie wymogi Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby otrzymać kredyt – „z tego prostego powodu, że nie mamy innego wyjścia”.

Premier poruszył również wątek Krymu. Sytuację na półwyspie nazwał trudną i po raz kolejny zaapelował do Rosji o wycofanie stamtąd swoich żołnierzy. Ostrzegł też nieuznawany przez Kijów rząd krymskiej autonomii przed przywłaszczaniem ukraińskiego majątku.

Na objęty kryzysem Krym ma wkrótce udać się misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Jej obecny przewodniczący Didier Burkhalter poinformował, że celem misji będzie zbadanie incydentów, do jakich dochodzi w tej części Ukrainy. Burkhalter powiedział też, że OBWE próbuje zwołać międzynarodową grupę kontaktową w sprawie Ukrainy, która wspierałaby ten kraj podczas okresu przejściowego i koordynowałaby międzynarodową pomoc. Zaapelował do wszystkich graczy, by pomogli zażegnać kryzys na Ukrainie. Na wysłanie misji OBWE na Ukrainę miał w czasie rozmowy z Angelą Merkel wyrazić zgodę także Władimir Putin. Deklaracje Burkhaltera są także odpowiedzią na apele Stanów Zjednoczonych, które zażądały natychmiastowego wysłania na Ukrainę obserwatorów OBWE. Według wstępnych ustaleń, mieliby oni zapewniać ochronę praw mniejszości i nadzorować poszanowanie integralności terytorialnej Ukrainy.

Zdrajca szuka sojuszników

Były dowódca Marynarki Wojennej Ukrainy Denys Berezowski z grupą żołnierzy rosyjskich dostał się do sztabu floty wojennej Ukrainy w Sewastopolu, chcąc przekonać marynarzy do przejścia na stronę władz Krymu. Wojskowi odmówili. W sztabie znajdował się w tym czasie nowy dowódca ukraińskiej marynarki wojennej Serhij Hajduk. – Członkowie dowództwa potwierdzili swoim postępowaniem przysięgę złożoną narodowi Ukrainy i odmówili przejścia na stronę władz krymskich – poinformował przedstawiciel sztabu. Jak podaje agencja Interfax-Ukraina, wejście i wyjście z niego zostało zablokowane przez rosyjskich żołnierzy, a ukraińscy marynarze pozostają na swoich miejscach. Dowódca Floty Czarnomorskiej Aleksandr Bitko postawił ukraińskim żołnierzom ultimatum. – Jeśli do godziny piątej rano we wtorek nie poddadzą się, rozpocznie się rzeczywisty szturm pododdziałów i jednostek sił zbrojnych Ukrainy na całym Krymie – powiedział przedstawiciel resortu obrony Ukrainy. Berezowski został w niedzielę zdymisjonowany przez p.o. prezydenta Ukrainy Ołeksandra Turczynowa, a Prokuratura Generalna wszczęła przeciwko niemu śledztwo w sprawie zdrady stanu. Berezowski został odsunięty od pełnienia obowiązków w związku z wydaniem przez niego rozkazu dowódcom jednostek na Krymie, by w razie blokady przez żołnierzy rosyjskich nie stawiali żadnego oporu i przekazywali broń, amunicję Rosjanom.

Protesty na wschodzie

Niespokojnie było wczoraj także w Doniecku. Prorosyjscy demonstranci wdarli się do gmachu administracji obwodowej. Rano ponad 2 tys. osób z rosyjskimi flagami protestowało na zewnątrz przeciwko mianowaniu szefem obwodu oligarchy Serhija Taruty. Jak relacjonują ukraińskie media, demonstranci odepchnęli żołnierzy wojsk wewnętrznych ochraniających budynek i zaczęli wyłamywać drzwi oraz wybijać okna. Milicja nie interweniowała. Tłum skandował: „Rosja” i „Milicja z narodem”. Zajęto dwie kondygnacje budynku. Ludzie, którzy wdarli się do siedziby władz obwodowych, uniemożliwiali wcześniej deputowanym i pracownikom rady obwodowej, a także dziennikarzom opuszczenie gmachu, nazywając ich „Banderami”. Taruta został mianowany szefem administracji obwodu donieckiego w niedzielę przez pełniącego obowiązki prezydenta Ukrainy Ołeksandra Turczynowa, który zmienił także szefów większości innych obwodów w kraju.

Sytuacja na Krymie nie wpłynie na tranzyt do Europy rosyjskiego gazu przez terytorium Ukrainy – zapewnił wczoraj minister energetyki Ukrainy Jurij Prodan. Z kolei rosyjski Gazprom nie wyklucza zakłóceń w dostawach surowca na Stary Kontynent – podaje rosyjska agencja ITAR-TASS, powołując się na materiały koncernu.

W sobotę źródła w ministerstwie energetyki Rosji i przedstawiciel Gazpromu informowali, że Rosja może nie przedłużyć na II kwartał porozumienia z Ukrainą o obniżeniu ceny surowca.

Źródła w ministerstwie oznajmiły, że skoro Ukraina nie opłaca bieżących rachunków i nie uregulowała długu za rok 2013, to nie będzie sensu utrzymania dla niej zniżki. Rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow przypomniał, że porozumienie o zniżce „zakładało pełne i terminowe opłacanie dostaw”.

W grudniu 2013 r. podczas spotkania z ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem w Moskwie, do którego doszło po odstąpieniu przez Kijów od podpisania umowy o stowarzyszeniu z Unią Europejską, prezydent Rosji Władimir Putin zgodził się na obniżenie o jedną trzecią ceny rosyjskiego gazu dla Ukrainy i przedłużenie terminu płatności za błękitne paliwo odebrane przez stronę ukraińską w 2013 roku.

Zgodnie z ustaleniami Putina i Janukowycza od stycznia Ukraina płaci za surowiec 268,5 dol. za 1000 metrów sześciennych. Wcześniej płaciła 410 USD. Obniżka ceny nie jest jednak stała, Gazprom musi ją co kwartał potwierdzać, co oznacza, że w każdej chwili może zażądać wyższej ceny.

Zadłużenie ukraińskiego Naftohazu za rosyjski gaz otrzymany od października do grudnia ubiegłego roku wynosiło 2,7 mld dolarów. W myśl grudniowych ustaleń prezydentów Kijów miał je spłacić do 25 stycznia, ale tego nie zrobił. W styczniu zadłużenie Naftohazu za odebrany surowiec wzrosło o 650 mln dolarów i osiągnęło 3,35 mld USD. W lutym ukraiński koncern uregulował część należności.

Łukasz Sianożęcki

drukuj