fot. redemptor.pl

Ewangelia na sobotę

Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem”. Inni mówili: „To jest Mesjasz”. „Ale – mówili drudzy – czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem, skąd był Dawid?” I powstał w tłumie rozłam z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie podniósł na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: „Czemu go nie pojmaliście?” Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek”. Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszy uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i nie zbada, co on czyni?” Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj i zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”. I rozeszli się – każdy do swego domu.

(J 7, 40-53)

Wobec Jezusa utworzyły się dwa stanowiska, dwa poglądy wobec osoby Zbawiciela. Mamy dwie grupy ludzi, przy czym każda z nich ma własną odpowiedź na pytanie: „Kim jest Jezus?”.

Jedni z entuzjazmem głoszą: „To prorok! To Mesjasz! Sprawiedliwy!”. Drudzy z nieukrywanym oburzeniem wołają: „To bluźnierca! To zagrożenie! Burzyciel porządku!”.

Jedni szperają w przepowiedniach i mówią o owocach tego, co czynił, drudzy w swych opiniach opierają się na autorytecie uczonych w prawie. Ale prawda jest taka, że każdy ostatecznie własną miarą i według własnej skali wartości przedkłada argumenty tak, by wyszło, że „to JA mam rację, a nie ONI”. Dla obu grup wydaje się, że to kwestia obrony wiary i racja stanu, a tych drugich postrzegają jako zasadzkę na sprawiedliwego, niezależnie od strony sporu.

Jezus jest jednocześnie zaakceptowany i odrzucony. Wystarczy po prostu skłonić swe ucho w odpowiednią stronę, by usłyszeć odpowiednią wersję zdarzeń w zależności od upodobań.

W taką dwubiegunowość względem Jezusa rozwijamy się jako ludzkość do dziś. Człowiek pogrąża się w opinii ludzkości, bowiem zauważamy z jednej strony pogłębienie wiary na przestrzeni lat. Nasza wiara przestaje być zabobonna, przestaje być pusta. Ale jednocześnie dostrzegany liczne odejścia od Kościoła, a wręcz walkę z nauczaniem Chrystusa. Choć, prawda, ten drugi wariant jest o wiele bardziej krzykliwy.

Jezus Chrystus jest postacią, tak po ludzku bardzo kontrowersyjną zarówno wtedy, jak i dziś.

Dobry świat, skażony grzechem, zniekształca myśl Bożą, wypacza ją i godzi sam w siebie. Zadaje pytania, szuka odpowiedzi, ale czyni to po omacku i nie może znaleźć. Zauważa, że się zagubił, ale idzie w zaparte.

I choć nie mówi tego głośno, to widzi po tej „drugiej stronie” możliwość pomocy w sytuacji bezsensu życia, relatywizmu wartości czy kryzysu relacji między opinią a faktami.

Podobnie jak Herod, który żył jak żył i jest winien śmierci Jana Chrzciciela, ale przecież chętnie go słuchał i nie miał zamiaru podnosić na niego ręki, choć sam sprowokował tę sytuację, która doprowadziła do tragedii.

Inny przykład: Kardynał Stefan Wyszyński – dla swojej epoki i oponentów człowiek jakby nie z tego świata. Wymierzono przeciw niemu najbardziej surowe oceny, osądzano go od wszystkiego, co wartościowe. Ale rzeczywistość to zweryfikowała. Dziś jednoznacznie przyznaje się mu rację.

Poznaliśmy Chrystusa. Nie jest łatwo być Jego wyznawcą i uczniem. I nigdy nie było. Ale to On jest naszym źródłem i szczytem. Tylko On ma słowa życia wiecznego. Tylko on nam pozostanie. Tylko On.

o. Stanisław Gruszka CSsR

drukuj