fot. sxc.hu

EWANGELIA

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Mt 14,13-21

***

Czemu wydajecie pieniądze na to co nie jest chlebem?

Pytanie jak najbardziej zasadne i wtedy i dziś. Czasy w których żył prorok Izajasz nie były najlepsze dla narodu wybranego. I niełatwą misję otrzymał wraz z powołaniem wobec tegoż narodu. Miał nawoływać do poprawy z grzechów, zapowiadać zagładę królestwa Izraela i Judy jako karę za niewierność Bogu. Brał on bardzo żywy udział w życiu politycznym swego kraju, walczył o „teokrację”, czyli Boże panowanie w narodzie. Ciągle przypominał, że Bóg sam jest zbawieniem Izraela i dlatego naród wybrany powinien w Nim tylko pokładać całą swą ufność.

Nie miałby łatwo Izajasz i dziś w naszej Polsce, bo bardzo szybko powiedzieliby, że się wtrąca w politykę, że domaga się jakiegoś królowania Jezusa w Polsce, a przecież my jesteśmy w jaśnie oświeconej Europie, a nie w jakimś ciemnogrodzie.

Wydaje się, że warto sobie zadawać pytanie, czy naprawdę wydajemy pieniądze na to co potrafi nas nasycić? Gdy patrzymy na to wszystko czym żyje Polska i świat oraz wielu z nas to refleksje nie są najbardziej optymistyczne. Szukamy błyskotek, biegniemy za jakimiś świecidełkami tylko dlatego, że tak łatwiej. Bo nas przekonano, że mamy żyć łatwo, lekko, przyjemnie.

Owszem, jest to możliwe, ale pod warunkiem o jakim mówi Bóg przez Izajasza – słuchajcie mnie!

Z tym posłuszeństwem Bogu jest u nas chyba coraz gorzej. I nie za bardzo wiadomo dlaczego? Odpowiedzi pewnie mogłyby różne padać. Jedną z nich może być to, że jednak coś, albo ktoś odłączył nas od miłości Boga. I wcale nie jest to ani utrapienie, ani ucisk, ani prześladowanie. Raczej poczucie, że mamy dostatek wszystkiego i nie potrzebujemy zwracać się do Tego, w Którego (tak się wydaje) coraz mniej wierzymy.

Powie ktoś, że przesadzam.

No to pomyślmy chwilkę. Jeśli pogoda nie zawsze sprzyja, pada deszcz w letnim czasie to zewsząd słyszymy narzekania o tym, jakie to straty ponoszą ci, co żyją z turystów. Fakt – ponoszą wtedy stratę.

Mniej natomiast jest mowy o trudnościach przy zbieraniu tego co na polach urosło. No, dla żyjących w mieście jest to poniekąd obojętne. Tak czy tak pójdą do jakiejś Biedronki, Lidla czy Reala i dostaną to, co potrzebują do życia. Mało słychać o tym, by ktoś się modlił o dobrą pogodę, sprzyjającą czy to wypoczynkowi czy żniwom.

Wszyscy spragnienie przyjdźcie do mnie – wzywa nas poprzez Izajasza sam Bóg. Czy faktycznie przychodzimy do niego? Trzeba i nam tu przy ambonie i ołtarzu uderzyć się w piersi, bośmy też nieco o tej modlitwie zapomnieli.

Czemu wydajecie waszą pracę na to, co nie nasyci?

Owszem, praca może zaspokoić nasze materialne potrzeby i dziś wielu wie, jak trudno się żyje, gdy tej pracy nie ma. Jednocześnie wiemy dobrze, że człowiek to nie tylko ciało. Potrzebuje również wartości duchowych.

Zatem warto zadawać sobie pytanie, czy to o co się tak bardzo troszczę, zabiegam – faktycznie zaspokoi wszystkie moje pragnienia. Czy jest w tym moim zabieganiu miejsce dla Boga, dla Jezusa Chrystusa? Tu niemal klasyczne zapytanie o nasze uczestnictwo we Mszy św. Niedzielnej. Jeśli już tu jesteśmy tu to pozostaje pytanie o nasze apostolstwo.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilkę przy Ewangelii. W środku wakacji, ale przecież i w tym czasie, gdy wielu trudzi się około chleba na polach wyrosłego, Kościół poddaje nam ku przemyśleniu cudowne rozmnożenie chleba.

Najkrócej mówiąc – była bieda i tę biedę dostrzegli apostołowie. To im się chwali, ale mniej się im chwali, że tak łatwo chcieli pozbyć się kłopotu. Każ im się rozejść, niech sobie kupią!

Tylko, czy jak się rozejdą skończy się bieda? Nie, ale rozproszy się, nie będzie się tak rzucać w oczy i sumienie oni będą mieć spokojne. Nic nowego i w naszych czasach. Stracić z oczu potrzebującego i mamy wszystko z głowy.
Jezus ma jednak inny plan.

Wy dajcie im jeść! Nie ma mowy o kupowaniu, mają dać! Niejednemu z nas też podniosłyby się brwi ze zdziwienia, niejeden podrapałby się po głowie. Jak to zrobić?

To takie proste. Jak jest Jezus i jest choć trochę chleba, to nie ma biedy. On ma moc z owych pięciu chlebów nakarmić pięć tysięcy. Potrzebne jednak było owo spojrzenie w niebo! Potrzebne było błogosławieństwo!

Te chleby symbolizują ludzki wkład w to zaspokajanie ludzkich potrzeb. Tu zachodzi jakieś takie dziwne matematyczne działanie. Poprzez dzielenie dokonuje się pomnożenie. To dzielenie się prowadzi do obfitości. W sumie wszyscy mają wystarczająco dużo.

Jednocześnie wiemy dobrze, że nie o zwykły tylko pokarm Jezusowi chodziło. Tak jak manna na pustyni, tak pomnożony chleb jest znakiem i zapowiedzią tego chleba, który daje życie wieczne. Tu się w pełni realizuje owo „przyjdźcie do mnie, a wasza dusza żyć będzie”.

Chciejmy przychodzić często i ufnie.

Jeśli w naszym życiu będzie Jezus to nie będzie biedy. Zwłaszcza tej na wieczność.

 

Autor: o. Piotr Andrukiewicz CSsR – Misjonarz Warszawskiej Prowincji
Redemptorystów – Kraków

redemptor.pl

drukuj