fot. PAP/Marcin Bielecki

Dobra koniunktura przemysłu poligraficznego

Choć poziom czytelnictwa w Polsce nie jest zadowalający, okazuje się, że coraz częściej kupujemy książki. Rośnie również liczba publikowanych tytułów. Dzięki temu pozytywne skutki odczuwa przemysł poligraficzny.

Od 1991 r. publikowane tytuły wzrosły trzykrotnie – wskazał Waldemar Lipka, prezes Kompap.

– Każdy z nas ma w domu dziesiątki książek, które kiedyś ma zamiar przeczytać. (…) Jak ktoś mnie zapyta, ile ja czytam, to wcale nie będzie znaczyło, ile kupuję książek. Podobnie jest z albumami. Kupuje się je, żeby ładnie wyglądały, żebyśmy mogli sobie obejrzeć Bieszczady, Tatry czy piękne ptaki nad Narwią – powiedział Waldemar Lipka.

Wzrost liczby publikowanych tytułów to dobra wiadomość dla przemysłu poligraficznego. Oznacza bowiem dobrą koniunkturę. Chodzi tu szczególnie o książki z twardą oprawą. To one zapewniają najwyższe marże. Coraz więcej firm stawia jednak na druk cyfrowy, który jest znacznie tańszy niż tradycyjny. Dla branży poligraficznej wyzwaniem jest spadający nakład publikowanych tytułów.

– W Polsce drukuje się 37 tys. nowych tytułów. Nakłady 10 lat temu były 5-6 tys., a teraz są poniżej 2,5 tys. Przy czym jest kilkanaście tytułów rocznie, które przekraczają 100 tys., a reszta to są nakłady tysiąc i dużo mniej – dodał.

Wszystkie nakłady poniżej tysiąca nadają się na druk cyfrowy – wskazał Waldemar Lipka.

– Druk cyfrowy moim zdaniem jest uzupełnieniem, w którym jakość już zaczyna dorównywać drukowi offsetowemu, którym my się zajmujemy. Dlatego bacznie przyglądamy się drukowi cyfrowemu. Zmienił się model dostawy książek, tzn. ktoś zamawia 1 tys. książek w pierwszym nakładzie, a następnie 100–300, żeby nie magazynować i nie ponosić kosztów – zwrócił uwagę prezes Kompap.

Główną bolączką branży poligraficznej są opóźnienia w płatnościach, a  także słaba kondycja wydawców.

TV Trwam News/RIRM

drukuj