fot. TV Trwam

Bł. ks. bp Grzegorz Chomyszyn – zapomniany orędownik pojednania polsko-ukraińskiego

Jesteśmy świadkami trudnych chwil w relacjach polsko-ukraińskich; jest to sprawa związana z obciążeniem historycznym, nie rozliczono zbrodni ludobójstwa. W tej sytuacji ważną postacią staje się osoba ks. bpa Grzegorza Chomyszyna – podkreślił dr Włodzimierz Osadczy, dyrektor Centrum UCRAINICUM KUL w TV Trwam podczas „Rozmów niedokończonych”.

Ks. bp Grzegorz Chomyszyn wywodził się z rodziny chłopskiej z Podola spod Husiatyna. Od młodych lat poczuł powołanie do stanu kapłańskiego. Jako kapłan wykształcony w seminarium grecko-katolickim we Lwowie podnosił swoją formację intelektualną i kapłańską w Wiedniu. Wykształcony teolog powrócił w 1902 roku do Lwowa (…) i został powołany przez ks. bpa Andrzeja Szepteckiego, ówczesnego zwierzchnika kościoła grecko-katolickiego, na rektora miejscowego grecko-katolickiego seminarium (…). W 1904 r. jako młody i energiczny kapłan został mianowany na bpa stanisławowskiego – przybliżył historię dr Włodzimierz Osadczy.

Na terenie Galicji funkcjonowały wówczas: kościół greko-katolicki, kościół rzymsko-katolicki i ormiańsko-katolicki. Mocno podkreślano, że kościół w Galicji jest niczym „trzy siostry rodzone jednej matki”.

Galicja była opóźniona pod względem rozwoju cywilizacyjnego, stąd istniała otwartość tamtejszej ludności na nurty liberalne i radykalne. Świadomość katolicyzmu wśród społeczeństwa chłopskiego była znikoma. Środowisko greko-katolików przeżywało trudny okres i potrzebowało pasterza, który by potrafił wyprowadzić z sukcesywnie mnożących się błędów.

– Postępowały nacjonalizmy, w powietrzu wisiała atmosfera wojny (…). Środowisko Rusinów (Ukraińców) nurtował wielki ferment z samookreśleniem się, a także oddziaływaniem różnych sił, które podobnie, jak w dniu dzisiejszym, próbują rozgrywać geopolityczne karty na terenach pogranicza. Wśród greko-katolików był bardzo silny ruch zbliżający się do prawosławia – zaznaczył dyrektor Centrum  UCRAINICUM KUL.

W czasie okupacji kościół w Galicji uległ wielkim perturbacjom – mówił gość TV Trwam.

– Metropolita Andrzej Szeptycki został internowany w 1914 r. w głąb Rosji. W Przemyślu w 1915 r. umiera ks. bp Czechowicz i w zasadzie ks. bp Chomyszyn zostaje sam. W 1916 r. zarządza nieoczekiwane zmiany w życiu kościelnym: wprowadza kalendarz gregoriański – wielka zmiana, która podkreśla przywiązanie do tradycji katolickiej (…). Swoją władzą pasterską zarządza celibat duchowieństwa (…). Bardzo mocno podkreślał potrzeby krzewienia wśród ludu pobożnych praktyk, np. nabożeństwa eucharystycznego, kultu Serca Jezusowego, kultu Maryjny, różańca, kultu katolickich świętych – tłumaczył dr Włodzimierz Osadczy.

Jak wskazywał gość „Rozmów niedokończonych”, ks. bp Grzegorz Chomyszyn podejmował wszelkie działania zmierzające ku temu, by pokazać przynależność do kościoła katolickiego, a nie do prawosławnego.

– W tym czasie z internowania powraca ks. abp Andrzej Szeptycki, którego ideą było nawrócenie całej Rusi. Środkiem do osiągnięcia tego celu miało być maksymalne zbliżenie się do prawosławia i wyrzucanie z tradycji unickiej wszystkiego, co przez wieki wchodziło z kościoła łacińskiego. Podobnie, jak w przypadku ks. bpa Chomyszyna, były to radykalne zmiany – akcentował dyrektor Centrum.

Zderzają się dwie wizje kościoła: jedna maksymalnie podkreślająca katolickość, druga prawosławność za wszelką cenę.

– Ks. abp Szeptycki przed internowaniem poczynia trudne do zrozumienia kroki, np. wystosowuje list do cara Mikołaja II, w którym gratuluje wkroczenia wojsk rosyjskich na tereny Galicji i  dziękuje za to. Kilka tygodni wcześniej napisał list do narodu ukraińskiego, w którym zwracał uwagę, że tylko pod sztandarami cesarza Franciszka Józefa Ukraińcy zdobędą swoje prawa narodowe na ruinach cesarstwa rosyjskiego. Widzimy tu dwa sprzeczne orędzia (…). W późniejszych latach list podobnej treści był wystosowany, m.in. do Adolfa Hitlera i Józefa Stalina – mówił gość TV Trwam.

To, co działo się w kościele unickim było dość rażące wobec części duchowieństwa, które reprezentował ks. bp Grzegorz Chomyszyn. Chciano po cichu przemycać wiarę katolicką – bez ewangelizacji i większego wysiłku. Z taką wizją nie zgadzał się ks. bp Chomyszyn.

– Uważał, że najpierw trzeba określić się jako katolicy i dopiero wtedy – jako misjonarze – można świadomie głosić Chrystusa tak, jak nas papież uczy, jak przedstawia to kościół powszechny: idziemy i podajemy w całej prawdzie. Nie przemycamy, tylko głosimy – wskazywał dr Włodzimierz Osadczy.

Ks. bp Grzegorz Chomyszyn zachowywał szacunek względem ks. abpa Andrzeja Szeptyckiego, ale stanowczo podkreślał jego błędy. Głosił tezy niepopularne, bezkompromisowe, jakie godziły w środowisko ukraińskie, które w okresie międzywojennym uległo wielkiej demoralizacji.

Z tego powodu próbowano go szykanować z każdej strony – był tępiony przez ukraińskich nacjonalistów, socjalistyczny nacjonalizm Adolfa Hitlera czy NKWD. Ostatecznie został aresztowany przez Sowietów. W wyniku dręczenia i wycieczenia umarł śmiercią męczeńską w 1945 r. w więziennym szpitalu w Kijowie.

27 czerwca 2001 r. we Lwowie papież Jan Paweł II włączył ks. bpa Grzegorza Chomyszyna w poczet błogosławionych.

 

RIRM

 

drukuj