fot. PAP

Akt oskarżenia Wąsacza ponownie trafi do sądu

Gdańska prokuratura skierowała ponownie do sądu w Warszawie akt oskarżenia, w którym zarzuca b. ministrowi skarbu Emilowi Wąsaczowi niedopełnienie obowiązków przy prywatyzacji PZU w 1999 r. Obrona Wąsacza liczy na uniewinnienie.

Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku Mariusz Marciniak poinformował PAP, że w poniedziałek akta sprawy wraz z aktem oskarżenia są przewożone do stolicy. Marciniak dodał, że akta zostały uzupełnione i uporządkowane, m.in.: dodano brakujące tłumaczenia dokumentów sporządzonych w językach obcych, dołączono analizy zestawień połączeń telefonicznych i zestawień transakcji bankowych.

Rzecznik poinformował też o zmniejszeniu liczby dokumentów, które mają zostać przedstawione w czasie procesu. „Materiał dowodowy jest zawarty w 103 tomach akt głównych i w 356 tomach załączników” – wyjaśnił. 1 lutego ub.roku Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie z grudnia 2011 r. o zwrocie gdańskiej prokuraturze aktu oskarżenia przeciwko Wąsaczowi.

Troje sędziów SA uznało, że materiał zgromadzony przez prokuraturę w 700 tomach akt ma „rażące braki” i został „zachwaszczony”. SA wymienił m.in. nieprzetłumaczenie na język polski 11,7 tys. stron akt; brak poświadczeń za zgodność kilkuset dokumentów i brak analizy 1800 stron billingów. „Prokurator ma zdecydować, czy te wszystkie materiały w ogóle są przydatne; a może to są śmieci, które trzeba wyrzucić z akt sprawy?” – mówił wówczas sędzia SA Jerzy Leder.

Dodał, że prokuratura powinna ograniczyć materiał do 20-30 tomów, by nie uniemożliwiać oskarżonemu obrony. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku sporządziła akt oskarżenia ws. Wąsacza w lutym 2010 r. Według śledczych nadzorując w 1999 r. przebieg prywatyzacji PZU, Wąsacz akceptował działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Eureko oraz BIG Bank Gdański, co miało przynieść szkodę interesowi publicznemu.

Zdaniem śledczych Wąsacz m.in. nie podjął działań, które dawałyby możliwość uzyskania wyższej ceny za sprzedawane akcje PZU i doprowadził do wyboru w procesie prywatyzacji oferty, która „nie była najkorzystniejsza i która nie spełniała najpełniej celów i oczekiwań Skarbu Państwa oraz potrzeb spółki PZU, a także doprowadził do przyjęcia niekorzystnych dla Skarbu Państwa postanowień umowy sprzedaży”. Śledczy zarzucili Wąsaczowi m.in., że przy sprzedaży akcji PZU odstąpił od negocjacji równoległych z dwoma oferentami: firmą AXA oraz konsorcjum Eureko i BiG BG, i prowadził negocjacje wyłącznie z drugim z oferentów.

Jak zauważyli śledczy, b. szef resortu nie zaprosił do negocjacji firmy AXA nawet wtedy, gdy w czasie przewidzianym na wyłączne negocjacje z konsorcjum Eureko i BiG BG, nie udało się ustalić zasadniczych elementów umowy sprzedaży akcji. Zdaniem śledczych Wąsacz „naruszył też zasady uczciwości i konkurencyjności”, nie pytając AXA o to, jak wpłynęłoby na ofertę tej firmy ewentualne przyznanie jej (jak to miało miejsce w przypadku konsorcjum Eureko i BiG BG) roli inwestora strategicznego.

Kolejny zarzut śledczych dotyczy tego, że w negocjacjach z konsorcjum Eureko i BiG BG najpierw ustalono cenę, a dopiero później miano negocjować wpływ konsorcjum na zarządzanie PZU. „Prokuratura naraża nas wszystkich na koszty, kierując ponowny akt oskarżenia w sprawie, która nie ma szans w sądzie” – powiedział PAP obrońca Wąsacza mec. Grzegorz Długi. Według niego żaden zarzut nie jest wystarczająco udokumentowany, a prokuratura tylko nieznacznie „odchudziła” akta. „Nadal jest tam jednak wiele rzeczy niemających niczego wspólnego ze sprawą” – dodał adwokat.

W lipcu 2005 r. Sejm IV kadencji przyjął uchwałę o pociągnięciu Wąsacza do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za domniemane nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP S.A. i Domów Towarowych „Centrum”. Komisja uznała, że sprzedaż pakietu akcji PZU Eureko w 1999 r. doprowadziła do problemów, w tym rozpraw przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym. Uznano też, że wycena DT Centrum była zaniżona. W przypadku prywatyzacji TP S.A. Wąsacz miał niekorzystnie wybrać firmę doradczą, co doprowadziło do ok. 25 mln zł strat. Podczas pierwszej rozprawy w listopadzie 2006 r. TS uznał, że dokumenty Sejmu nie spełniały warunków prawnych aktu oskarżenia.

Jednak w 2007 r. sprawa wróciła do TS. Wobec końca kadencji Sejmu proces Wąsacza formalnie się nie zaczął. W połowie lutego ub.roku Sejm miał powołać posła PO Jerzego Kozdronia (dziś wiceministra sprawiedliwości) na oskarżyciela sejmowego ws. Wąsacza, poseł wyraził zgodę, ale poprosił o zwłokę w głosowaniu nad jego powołaniem, by mógł się zapoznać ze sprawą. Do głosowanie jak dotąd nie doszło. Szef sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzej Halicki (PO) w grudniu ub.roku zwracał uwagę, że sprawa odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza za prywatyzację PZU, TP S.A. i Domów Centrum może być przedawniona. Halicki informował, że sygnał o możliwym przedawnieniu pojawił się w ekspertyzie prawnej zamówionej przez komisję. Według rzecznika prokuratury Marciniaka sprawa karna przedawni się w 2024 r.

Zdaniem mec. Długiego, termin przedawnienia zależy od tego, jaką ostatecznie kwalifikację prawną przyjmie sąd. Adwokat Wąsacza dodał, że sprawa przed TS jest już zaś przedawniona. Wąsacz w obu sprawach nie przyznaje się do winy (w sprawie karnej grozi mu do 10 lat więzienia) i mówi o ich politycznym tle.

PAP

drukuj