fot. PAP

Sześć bramek w Gdańsku – czyli kolejne emocję w Ekstraklasie

Piłkarze z Chorzowa do Gdańska przylecieli prosto z Kijowa, gdzie jeszcze w czwartek ambitnie, ale niestety bezowocnie walczyli o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Niezrażeni tym niepowodzeniem Niebiescy do spółki z gospodarzami stworzyli nad morzem pełne emocji i zwrotów akcji widowisko, zakończone ostatecznie podziałem punktów.

Ruch rozpoczął sezon od falstartu, ale w LE udowadniał co tydzień, że stać go na wiele. W Gdańsku powstała latem niemal nowa drużyna, która miała być “trzecią siłą” ligi, ale porażki z Lechem i Wisłą sprowadziły po trochu włodarzy klubu i kibiców na ziemię. W dzisiejszym meczu obie ekipy pokazały ogromne ambicję, potwierdzając,  że mimo kilku wpadek będą groźnymi przeciwnikami dla każdego zespołu z Ekstraklasy.

Od samego początku spotkania to goście odważnie zaatakowali bramkę strzeżoną przez Dariusza Trelę. Swój cel osiągnęli w 26. Minucie. W tej sytuacji pięknym uderzeniem przewrotką popisał się co prawda Starzyński, ale w zdobyciu przez pomocnika „niebieskich” pierwszej w tym sezonie bramki wydatny udział mieli także niemrawi obrońcy Lechii. Najpierw Tiago Valente pozwolił na centrę z prawej strony Jakubowi Kowalskiemu, a jego koledzy z defensywy przyglądali się jak Starzyński składa się do ekwilibrystycznego strzału.

Emocjonujący był także początek drugiej połowy. W 48. minucie Starzyński otrzymał podanie od byłego zawodnika gdańskiego zespołu Łukasza Surmy, ograł Mateusza Możdżenia, ale piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na słupku. Ta niewykorzystana okazja błyskawicznie się zemściła, bo 60 sekund później po strzale Stojana Vranjesa był remis. Tym samym po trzech wykorzystanych w tym sezonie karnych bośniacki pomocnik uzyskał pierwszego gola z gry.

W 59. minucie po akcji Kowalskiego golkiper Lechii nie miał nic do powiedzenia. Prawy pomocnik Ruchu bez problemu ograł najpierw Pietrowskiego, a później po jego strzale piłka odbiła się od Ariela Borysiuka i zmyliła Trelę. Kibice nie mogli się nudzić także pod koniec spotkania. W 81. minucie po błędzie w środku pola Michała Helika oraz zagraniu Macieja Makuszewskiego do siatki trafił Colak i był remis 2:2. Za chwilę prowadzenie gościom dał Eduards Visniakovs – przy strzale debiutującego w Ruchu łotewskiego napastnika nie popisał się z kolei bramkarz biało-zielonych.

Gdańszczanie uratowali punkt w ostatniej minucie. Ponownie zagrywał Makuszewski, a kiks Marcina Kusia wykorzystał inny debiutant, reprezentant austriackiej młodzieżówki Kevin Friesenbichler, który sprytnym uderzeniem pokonał Kamińskiego.

Lechia Gdańsk – Ruch Chorzów 3:3 (0:1) 

Stojan Vranjes (49), Antonio Colak (81), Kevin Friesenbichler (90)  – Filip Starzyński (26), Jakub Kowalski (59), Eduards Visniakovs (82)

Lechia Gdańsk: Dariusz Trela – Mateusz Możdżeń (68. Adam Dźwigała), Rafał Janicki, Tiago Valente, Marcin Pietrowski – Maciej Makuszewski, Ariel Borysiuk (63. Daniel Łukasik), Stojan Vranjes, Danijel Aleksic (46. Kevin Friesenbichler), Bartłomiej Pawłowski – Antonio Colak.

Ruch Chorzów: Krzysztof Kamiński – Marcin Kuś, Marcin Malinowski (31. Michał Helik), Piotr Stawarczyk, Rołand Gigołajew – Jakub Kowalski (90. Martin Konczkowski), Bartłomiej Babiarz, Łukasz Surma, Filip Starzyński, Marek Zieńczuk – Grzegorz Kuświk (70. Eduards Visniakovs).

Sport/RIRM/PAP

drukuj