fot. PAP/Leszek Szymański

Przed Euro 2016. Gladiatorzy – „smudowska“ pierwsza połowa i happy end w ogniu francuskiej tragedii

Kiedy przychodzi się na mecze reprezentacji Polski oczekujemy od swoich ulubieńców bramek, zaangażowania i walki o każdy centymetr boiska. Na Stadionie Narodowym w meczu z Islandią było wszystko: gole, zwroty akcji, kontuzje. Białoczerwoni pierwszy test przed Euro 2016 zdali na czwórkę, albowiem do piątki trochę zabrakło.


Atmosfera, którą tworzyła 56-tysięczna publiczność na stadionie Narodowym w Warszawie jest niepodrabialna i podobna do tylko jednej rzeczy. Na trybunach fanatyczni kibice, spiker już czeka, aby wykrzyczeć, kto jest zdobywcą gola dla Polski, a z głośników muzyka która przenosi nas na arenę gladiatorów starożytnego Rzymu. Wiwatująca publiczność domaga się krwi (czyt. goli), walki na śmierć i życie (czyt. wartkiej akcji meczu) oraz presji na sędziach (czyt. Cezar, który ma władzę zostawić przy życiu, bądź skazać na śmierć walczącego). W roli gladiatorów – piłkarze Polski i Islandii.

Jakub B³aszczykowskiPoczątek zespołu Adama Nawałki przypominał jednak klasyczną grecką tragedię. Już w 4. minucie, po wątpliwym rzucie karnym, Wojciech Szczęsny musiał skapitulować. Ledwo Polacy otrząsnęli się z pierwszego nokautu, a już dostali kolejny cios. W 12. minucie boisko musiał opuścić Jakub Błaszczykowski. Były kapitan reprezentacji po jednym z dryblingów złapał się za kolano i pokazał charakterystyczny gest w stronę ławki rezerwowych. Rozochoconego do gry Błaszczykowskiego zmienił Maciej Rybus. Ta zmiana jednak niewiele wniosła dobrego do gry kadry w pierwszej połowie meczu. Kamil Glik i Łukasz Szukała w defensywie nie mieli za dużo pracy. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że kiedy Islandczycy zbierali się do ataku, to ich akcje były bardzo groźne i właściwie po pierwszej połowie powinniśmy się cieszyć, że przegrywaliśmy różnicą tylko jednej bramki.

W bloku ofensywnym wszystkie oczy były skupione na  Piotrze Zielińskim. Polak robi furorę we włoskim Empoli, w kadrze do tej pory zawodził, a zawodnik łączący formację obronną z atakiem jest nam bardzo potrzebny. „Zielu“ nie był jednak sobą, prezentował się słabo. Nie miał kluczowych podań – grał zdecydowanie poniżej oczekiwań. Rózga za grę w pierwszej połowie należy się również Kamilowi Grosickiemu. Pomocnik Rennes, grał z przysłowiową „głową w kolanach“ i ponownie zasłużył na tytuł „jeźdźca bez głowy“. Na trybunie prasowej narzekań nie było końca, dziennikarze z zegarkami w ręku wyczekiwali końca „smudowskiej“ pierwszej połowy. Brakowało kreatywności, sytuacji pod bramką przeciwnika, dobrych interwencji w obronie – brakowało wszystkiego.

Piłkarze w strefie mieszanej jednoznacznie stwierdzali, że w szatni nie było krzyków. Wystarczyła spokojna analiza tego, jak zagraliśmy mając na przeciw siebie rosłych Islandczyków. Gra Polaków zmieniła się diametralnie. Nasi znów byli reprezentacją Adama Nawałki – solidną, wykazującą efektywność w ataku, stwarzającą groźne sytuacje, skuteczną do bólu, konsekwentną i agresywną w obronie, pewną siebie i w końcu dobrze zarządzaną w środku pola. Zobaczyliśmy w końcu Piotra Zielińskiego, który był aktywny, bardzo dobrze rozprowadzał piłkę i asystował przy bramkach. Grosicki podrywał swoich kolegów do ataku, a świeżości dodali dwaj krakowianie – Krzysztof Mączyński oraz Bartosz Kapustka. Zawodnik Cracovii po raz kolejny wchodząc z ławki rezerwowych strzelił bramkę i powoli może pakować walizki do Francji. Blok defensywny spisywał się całkiem nieźle, choć niedopuszczalny błąd przy drugiej bramce Islandczyków popełnił Łukasz Szukała.

Polscy kibiceArkadiusz Milik Ragnar Sigurdsson

Czy ta kadra jest gotowa na Euro 2016? Odpowiedź jest jednoznaczna – NIE. Polacy muszą grać na pełnych obrotach przez 90 minut, a nie tylko 45. Rozwiązanie z jedną lepszą, drugą słabszą połową oglądaliśmy cztery lata temu, kiedy to drużyna Franciszka Smudy nie wyszła z grupy, pokazując całemu światu mierny futbol. Potrzebny jest obrońca, który może stanowić alternatywę dla Łukasz Szukały. W tym miejscu trener Nawałka musi liczyć na Michała Pazdana. Bardzo szkoda kontuzji Jakuba Błaszczykowskiego, gdyż widać było w nim dużą chęć do gry, tym bardziej, że zawodnik Fiorentiny osiągnął optymalną formę. Martwi brak obecności w składzie Tereka Grozny Macieja Rybusa. Po skrzydłowym widać było brak ogrania i czucia piłki, co jest spowodowane nieregularnymi występami w lidze rosyjskiej.

Bartosz KapustkaPlusem meczu z Islandią było to, że znów pokazaliśmy jakim jesteśmy zespołem, którego siłą jest wspólny cel. Po raz kolejny można rozpisywać się na temat Roberta Lewandowskiego. Tym razem jednak damy spokój kapitanowi kadry, gdyż niemniej oblegany przez dziennikarzy był wczoraj Bartosz Kapustka. Zawodnik Pasów strzelił bramkę dającą prowadzenie i miał udział przy kolejnej strzelonej przez Lewego. To dobry prognostyk, a kto wie może po Euro z Krakowa przeprowadzi się do innego pięknego miasta w Europie? Cieszą również trafione zmiany oraz to, że wnoszą one coś do zespołu. Brawo Panowie! PS: Jeszcze dużo pracy przed wami!

W podsumowaniu meczu Polska – Islandia nie mogło zabraknąć wspomnienia o fatalnych w skutkach atakach terrorystycznych w pobliżu stadionu Stade de France w Paryżu. Nie żyje ponad 120 osób, co dla świata – również sportowego – było niewiarygodnie smutną wiadomością. Delgacje z całego świata złożyły już kondolencje. Wyraz sprzeciwu aktom terrorystycznym dali również piłkarze reprezentacji Polski.

Mamy nadzieje, że organizatorzy mistrzostw Europy we Francji zapewnią bezpieczeństwo kibicom podczas tej wielkiej imprezy – mówił po meczu Kamil Glik. Oby słowa kapitana Torino ziściły się.

Sport.RIRM

drukuj