fot. PAP/EPA

NBA: Potęga własnego parkietu

Dziś w NBA rozegrano 2 spotkania. Oba zakończyły się zwycięstwami gospodarzy. Golden State Warriors pokonali Chicago Bulls 102:87,natomiast Brooklyn Nest ograli San Antonio Spurs 103:89.

Spurs przyjechali na Brooklyn w bardzo okrojonym składzie. Tony Parke, Tim Duncan, Manu Ginobili, Kawhi Leonard i Boris Diaw nie grali. Greg Popovich wystawił piątkę, w której przeważali gracze spoza USA. Zaczęli dobrze, bo od prowadzenia 18:6. Nie trwało to długo. Pierwszą połowę wygrali zawodnicy z Brooklynu, 40:39.

Przełomowym punktem meczu, było rzucenie 11 kolejnych punktów przez Alana Andersona na przełomie 3 i 4 kwarty. Dzięki temu, Nets objęli przewagę, której nie oddali do końca.

Dla gości, najskuteczniej grał Danny Green. Amerykanin rzucił 17 punktów, na skuteczności 6/11 z gry trafiając w tym 3 trójki na 4 próby. W drużynie gospodarzy 22 punkty rzucił Alan Anderson, a Deron Willams dołożył 16 oczek i 8 asyst.

***

W drugim spotkaniu, „Wojownicy” musieli radzić sobie bez Davida Lee i Andrew Boguta. Poradzili sobie. Na początku Bulls prowadzili +13 na start drugiej kwarty, jednak Stephen Curry w odpowiedniej chwili złapał za pochodnię i nie oddał jej do końca. Na przestrzeni całego spotkania trafił  13 z 19 rzutów w tym 4 na 6 za 3, notując ostatecznie 34 punkty i dokładając 9 asyst.

Klay Thompson otrząsnął się  z rdzy z poprzednich spotkań i rzucił 22 punkty na 50% skuteczności. W drużynie gospodarzy dobry mecz zagrał Taj Gibson. Amerykanin rzucił 26 punktów i zebrał 13 piłek. W pierwszej połowie był  jedynym święcącym „Bykiem” w drużynie  z Chicago.

Sport/RIRM

drukuj