fot. PAP

Górnik z Jagiellonią przyćmiły stracie liderów

Hitem 28 kolejki spotkań piłkarskiej Ekstraklasy miało być spotkanie Legi Warszawa z Lechem Poznań. Niestety mecz ten raczej rozczarował niż wzbudził głębsze emocje. Chyba, że weźmiemy tu pod uwagę kontrowersyjną bramkę dającą zwycięstwo aktualnym mistrzom Polski. Na całe szczęście to czego zabrakło w sobotnie popołudnie w stolicy zwróciło nam się z nawiązka w innych spotkaniach. Szczególnie w wyniszczającej wymianie ciosów w Kielcach i Zabrzu.

Jak to nasza Ekstraklasa ma już chyba w zwyczaju i 28 kolejka rozpoczęła się sennie. W spotkaniu Ruchu Chorzów Z Podbeskidziem Bielsko Biała, czyli rewelacji rozgrywek z ekipa walcząca o utrzymanie faworyt był tylko jeden. Jednak zawiódł i to trzeci raz z rzędu. Chorzowianie przegrali u siebie z wydawało by się idealną drużyna na przełamanie, co zapewne zmienia nastroje wśród niebieskich o 180stopni w porównaniu z tymi jakie mieli jeszcze trzy tygodnie temu. A Górale znowu pokazują swoją nieugiętość włączając się do walki o utrzymanie. Trzeba jednak przyznać, że karny z którego Sokołowski zdobył jedyną bramkę meczu został podyktowany po błędzie sędziego.

Podczas drugiego piątkowego spotkania można już było narzekać tylko na głupotę miejscowych kiboli (postanowili sobie złamać przepisy – szczycąc się tym na transparencie) przez których mecz został na pewien czas przerwany. Kielczanie nie byli również zachwyceni postawą arbitra (kolejny kontrowersyjny karny w tej kolejce) i ich byłego zawodnika. Chodzi oczywiście o Marcina Robaka, który zdobył dla gości ze Szczecina dwie bramki zapewniając im jeden punkt. Robak wyrównał po strzale z rzutu karnego w 85min spotkania. Wcześniej w pierwszej połowie Korona prowadziła już dwoma bramkami. Największym bohaterem tego pojedynku był oczywiście pewnie zmierzający po koronę króla strzelców Robak. Zawodnik Portowców zdecydował się wystąpić w tym spotkaniu pomimo rodzinnej tragedii. Zawodnik będąc już w Kielcach dowiedział się o śmierci matki.

Zapowiadany mecz kolejki rozegrano w sobotę. Prowadząca w tabeli Legia Warszawa podejmowała Lecha Poznań. Ponad 28 tysięcy kibiców mogło jednak czuć satysfakcję tylko ze zwycięstwa gospodarzy. Poziom spotkania nie zachwycił. Jedynego gola zdobył głową w 37. minucie Miroslav Radovic, który po raz piąty w tej rundzie wpisał się na listę strzelców. Sytuacja w jakiej padła bramka była bardzo kontrowersyjna. Sędzia Paweł Gil nie zauważył, że Serb z polskim paszportem chwilę wcześniej popchnął pilnującego go Marcina Kamińskiego. Po przerwie goście stworzyli sporo sytuacji do zdobycia bramki, ale zawiodła ich  skuteczność.

W sobotę nie popisała się Cracovia. Drużyna walcząca o grę w play off w tzw. grupie mistrzowskiej została pierwszą w tym sezonie ekipą, która nie potrafiła pokonać na własnym stadionie Widzewa Łódź. Prowadzenie dla „Pasów” krótko przed przerwą uzyskał Giannis Papadopoulos. To jego drugie trafienie na polskich boiskach. Skazywany na pożarcie ostatni zespół w tabeli nie rezygnował i 62. minucie wyrównał Piotr Mroziński. Łodzianie, dopiero po raz trzeci w tym sezonie nie przegrali dwóch kolejnych meczów.

Sprawdzają się w tym sezonie Ekstraklasy „nowe miotły” – przynajmniej na krótką chwilę. Świetnie w roli nowego szkoleniowca Lechii Gdańsk wypadł Ricardo Moniz. Pod wodzą Holendra, który w czwartek zastąpił na tym stanowisku Michała Probierza, biało-zieloni pokonali Piasta Gliwice 3:1. Gospodarze wszystkie bramki zdobyli po przerwie, po prostu masakrując rywali w 15min. W dodatku dwa gole strzelili, gdy – po czerwonej kartce za brutalny faul dla Zaura Sadajewa – musieli grać w dziesiątkę. Gliwiczanie honorowego gola uzyskali tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra.

Zdecydowanie najlepszym spotkaniem w tej kolejce był pojedynek w Zabrzu. Gospodarze pragnący odnieść pierwsze zwycięstwo na wiosnę wyszli na murawę niezwykle skoncentrowaniu. Po pierwszym gwizdku wprost runęli na zdezorientowanych piłkarzy z Białegostoku. po 33. minutach prowadzili z Jagiellonią 3:0. Na listę strzelców wpisali się kolejno: Przemysław Oziębała, Radosław Sobolewski i Bartosz Iwan. Gospodarze panowali na murawie niepodzielnie. Wygrać jednak nie zdołali. Jeszcze przed przerwą po rzucie wolnym Daniego Quintany w polu karnym gospodarzy refleksem popisał się Adam Dźwigała i znalazł drogę do siatki. Zachęceni tym golem goście w drugiej połowie zaatakowali śmielej. Ich akcje szybko przyniosły skutek. Co prawda Dawid Plizga nie wykorzystał sytuacji sam na sam z zabrzańskim bramkarzem, ale po chwili z karnego pokonał Grzegorza Kasprzika Quintana. Piłkarze z Białegostoku wyrównali w 81. minucie, ponownie trafiając z karnego. Tym razem jedenastkę zamienił na gola Plizga. Górnik na ligowe zwycięstwo czeka od 3 grudnia 2013, kiedy pokonał Widzew Łódź 3:2.

W drugim niedzielnym meczu Zawisza Bydgoszcz pokonał u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Niezwykle cenną bramkę w 83. minucie zdobył Kamil Drygas. Gospodarze musieli sobie radzić bez trenera Ryszarda Tarasiewicza, który został ukarany przez Komisję Ligi zakazem prowadzenia zespołu w dwóch ligowych spotkaniach. Szkoleniowiec pojedynek oglądał z trybun. Dzięki zwycięstwu Zawisza jest bardzo blisko zapewnienia sobie gry w grupie mistrzowskiej. Śląsk to natomiast największe rozczarowanie obecnych rozgrywek. Mistrz kraju sprzed dwóch lat i trzecia drużyna poprzedniego sezonu okupuje dolne rejony tabeli.

Na zakończenie 28 kolejki w Lubinie miejscowi podejmowali Wisłę Kraków. Pierwsza bezbramkowa połowa minęła nam pod znakiem świetnych interwencji golkipera gości Michała Miśkiewicza. Zagłębie wyraźnie czekało na kontry dając Białej Gwieździe konstruować akcję.

Mur obrony gospodarzy udało się Wiśle zburzyć w 73 min po dość przypadkowej akcji. Chrapek po rajdzie lewą stroną dośrodkował przed pole karne do Guerriera, który źle przyjął piłkę, ale dopadł do niej Burliga i płaskim strzałem wpakował futbolówkę do bramki. Kiedy wydawało się że Wisła kontroluje przebieg spotkania i spokojnie dowiezie skromne zwycięstwo do końca. Zagłębie zafundowało swoim gościom zabójczą końcówkę. Najpierw cudownym strzałem z rzutu wolnego ok 20 m od bramki Miśkiewicza popisał się Portugalczyk Curto. Cztery minuty później Piech niespodziewanie strzelił z za przed pola karnego, piłka odbiła się od Piotra Brożka co uniemożliwiło Miśkiewiczowi skuteczną obronę. Ale to co stało się w 91 min będzie pokazywane w powtórkach jeszcze długo po tym spotkaniu. W niegroźnej sytuacji Nalepa wycofał piłkę do swojego bramkarza, który nie trafił w futbolówkę i ta wtoczyła się do bramki. Miśkiewicz przed kolejnym spotkaniem w Lubinie chyba dobrowolnie usiądzie na ławce – występy tam ewidentnie mu nie służą. Rok temu puścił w tym mieście aż cztery bramki.

Ruch Chorzów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1 (0:0)

Marek Sokołowski (74-karny).

Czerwona kartka za drugą żółtą – Podbeskidzie Bielsko-Biała:

Dariusz Łatka (90+3).

Korona Kielce – Pogoń Szczecin 2:2 (2:0)

Siergiej Chiżniczenko (19), Przemysław Trytko (39) – Marcin Robak (61),

Marcin Robak (85-karny).

Czerwona kartka za drugą żółtą – Korona Kielce: Piotr Malarczyk (81-faul).

Legia Warszawa – Lech Poznań 1:0 (1:0)

Miroslav Radovic (37-głową).

Cracovia Kraków – Widzew Łódź 1:1 (1:0)

Giannis Papadopoulos (39) – Piotr Mroziński (62).

Lechia Gdańsk – Piast Gliwice 3:1 (0:0)

Piotr Grzelczak (49), Maciej Makuszewski (57), Stojan Vranjes (64),  – Ruben Jurado (90+5).

Czerwona kartka – Lechia Gdańsk: Zaur Sadajew (52).

Zawisza Bydgoszcz – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)

Kamil Drygas (83).

Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok 3:3 (3:1)

Przemysław Oziębała (23), Radosław Sobolewski (28), Bartosz Iwan (33) – Adam Dźwigała (42),

Dani Quintana (50-karny), Dawid Plizga (81-karny).

Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 3:1 (0:0)

Łukasz Burliga (73) – Manuel Curto (86), Arkadiusz Piech (90), Michał Nalepa (90+1s)

ekstraklasa 28 kolejka - tabela

Kliknij, aby powiększyć

Sport/RIRM

drukuj