fot. PAP/EPA

Formuła 1. Lewis Hamilton mistrzem świata!

Brytyjczyk Lewis Hamilton wygrywając Grand Prix Abu Dhabi zdobył swój drugi tytuł mistrza świata. Jego jedyny kontrkandydat i kolega z zespołu Niemiec Nico Rosberg był dopiero 14. Ostatnie tegoroczne podium uzupełnili kierowcy Williamsa – Felipe Massa i Valtteri Bottas.


Przed dzisiejszym wyścigiem fani Formuły 1 na całym świecie zacierali ręce. Z wypiekami na twarzy czekali na pojedynek o mistrzowski tytuł. Do finałowego wyścigu stanąć mieli Nico Rosberg i Lewis Hamilton. Dwóch zdecydowanie najlepszych kierowców na świecie. Pierwszy z nich przed tym weekendem miał na koncie pięć zwycięstw, drugi aż dziesięć, ale dzięki równej jeździe Rosberga i podwójnie punktowanym wyścigu w Abu Dhabi, obydwaj liczyli się w walce o tytuł. Brytyjczyk miał 17 punktów przewagi. Jego rywal by zdobyć tytuł potrzebował zwycięstwa i najwyżej trzeciego miejsca Hamiltona.

Emocje pod ostrzałem mediów

Tuż przed startem odegrano hymn Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wszyscy kierowcy wraz z szefem Formuły 1 – Bernie Ecclestone i przedstawicielami rządu zebrali się na linii startu. Na prostej start-mety kłębili się dziennikarze, szukając kierowców, którzy nie zbyt chętnie dają się namówić na wywiad tuż przed rozpoczęciem zmagań. Był nawet szef Międzynarodowej Federacji Samochodowej – Jean Todt. Ale to nie jedyni wspaniali goście. Na wyścig, podczas którego Brytyjczyk może zostać mistrzem świata przyjechał sam książę Harry. W paddocku mogliśmy podziwiać takie legendy Formuły 1 jak: Niki Lauda (trzykrotny mistrz świata), Alain Prost (czterokrotny mistrz świata), David Coulthard, Mikka Hakkinen (dwukrotny champion) oraz Pierro Ferrari, syn słynnego założyciela marki Ferrari – Enzo. Na Yas Marina zawitały także rodziny głównych bohaterów z Nicole Scherzinger (dziewczyną Lewisa) i Anthonym Hamiltonem (ojcem) na czele. Nico wiernie wspierała jego żona Vivian Sibold. W garażach Red Bulla żegnano Sebastiana Vettela, który w ten weekend jeździł na kasku z krótkim, ale mówiącym wiele: dziękuje.

Walka Rosberga z samym sobą

O godzinie 14. naszego czasu kierowcy ustawili się na miejscach startowych. Wyruszyli w okrążenie formujące. Mechanicy pędząc ile sił w nogach udali się do alei serwisowej, z której nomen omen miał startować zdyskwalifikowany we wczorajszych kwalifikacjach duet Red Bulla. Wszystkie kamery były zwrócone na Rosberga i Hamiltona. Charlie Whiting uruchomił procedurę startową. Nad prostą start-metą rozbłyskały się czerwone światła. Szefowie ekip z zapartym tchem śledzili ekrany monitorów. Genialnie wystartował Lewis Hamilton, słabo Rosberg, Daniił Kvyat i Valtteri Bottas. Na trzecie miejsce awansował Felipe Massa. W środku stawki rozgrywała się zacięta walka m.in. pomiędzy Ferrari, a McLarenem. Startujący z alei serwisowej Australijczyk Daniel Ricciardo i oddający dziś koronę mistrza Sebastian Vettel przebijali się z końca stawki. Po dwóch okrążeniach Nico tracił do Lewisa przeszło sekundę. Strefy DRS zostają aktywowane po trzech kółkach, ale by  móc użyć samego systemu, trzeba mieć mniej niż sekundę starty do poprzedzającego bolidu. Piękny manewr wyprzedzania na koledze z teamu zaliczył Fernando Alonso. Hiszpan już na siódmym okrążeniu zjechał na zmianę opon. Tuż za nim Hamilton i Rosberg, który musiał pozostać rundę dłużej na torze od Brytyjczyka. Po wyjeździe strata Niemca wynosiła już +3.200 sekundy. Na 16. okrążeniu błąd popełnił Rosjanin Daniil Kvyat (Toro Rosso). Jego bolid obrócił się i zgasł. Wywieszono żółtą flagę. Służby porządkowe szybko uporały się z samochodem, na którym zapaliła się zielona lampka. Umieszczona nad głową kierowcy dioda daję znak czy można zbliżyć się do bolidu. Czerwony kolor oznacza niebezpieczeństwo.

Nico Rosberg wykręcił dwa razy z rzędu najszybsze okrążenie wyścigu. Strata do Lewisa momentalnie spadła do dwóch sekund. O 6. pozycję walczyli Magnussen, Vettel, Button i Alonso. Na ekranach na zmianę pojawiały się przebitki z kamer umieszczonych przy lusterkach kierowców Mercedesa.

Po 20 z 55 okrążeniach klasyfikacja wyglądała następująco: Hamilton, Rosberg, Massa, Ricciardo (nie był jeszcze na pit stopie), Bottas, Magnussen, Vettel (obaj nie zmieniali ogumienia), Button, Alonso, Raikkonen. Na torze zaczęło robić się co raz ciemniej. W mgnieniu oka zaświeciły się olbrzymie reflektory rozlokowanie po nitce Yas Marina Circuit. Rolę „czerwonych latarni” grały duety Saubera (Gutierrez i Sutil) oraz Caterhama (Kobayashi i Stevens), który dzięki zbiórce pieniędzy w ogóle przyjechał do stolicy Zjednoczonych Emiratów.

Starta Rosberga do lidera wynosiła +2.370 sekundy, Massy +10.620, Ricciardo +28,186, a Bottasa +29,437.

Na 22 kółku do alei serwisowej zjechali Magnussen i Vettel, który miał problemy przy zmianie opon. Pastor Maldonado, właśnie Magnussen, Gutierrez i kierowca numer jeden ostatnich czterech lat walczyli zaciekle o 12. lokatę.

Skazany na porażkę

Tymczasem Bottas tracił na każdym kółku do swojego partnera z Williamsa, Felipe Massy. Brazylijczyk miał dzisiaj ochotę na coś więcej niż trzecie miejsce. Jechał znakomicie. Błąd popełnił Nico Rosberg. Na tej feralnej rundzie stracił do Lewisa aż trzy sekundy! Po chwili do Niemca w ekspresowym tempie zaczął zbliżać się Massa. W ciągu sześciu okrążeń odrobił aż 8 sekund. Brazylijczyk minął Niemca bez walki. To był początek końca marzeń o tytule Rosberga.

Na 28. okrążeniu z Lotusa Pastora Maldonado zaczął wydobywać się dym. Sytuacja „zaogniła się” gdy na tylnej części pojawiły się płomienie. Wenezuelczyk zachował zimną krew. Szybko zatrzymał bolid na poboczu i ewakuował się z niego. W drugim sektorze doszło do pasjonującej walki pomiędzy Fernando Alonso i Jensonem Buttonem. Po wyjeździe mistrza świata z 2009 na pobocze, Hiszpan przeskoczył „oczko” wyżej. Tym czasem Felipe Massa odrobił do Lewisa trzy sekundy na czterech kółkach. Kierowca z numerem 44. zjechał na pit lane. Za nim do mechaników podążył Rosberg. Wkrótce zostaje wyprzedzony przez Bottasa.

Na 40. kółku jest już siódmy. Wicelider klasyfikacji generalnej ma poważne kłopoty z układem kierowniczym. Pomiędzy jego inżynierem wyścigowym jest prawdziwa „gorąca linia”. Kierowca z Wiesbaden tracił już 64 sekundy do Hamiltona. Walka Pereza i Vettela, kończy się błędem kierowcy Red Bulla. Rosberg miał nadal kłopoty. Układ kierowniczy zawodził na całej linii. Na Nico patrzyło się z bólem serca. Nie mógł nic zrobić. Był skazany na porażkę.

Lewis „dokłada” jeszcze najszybsze okrążenie w wyścigu. Hulkenberg wyprzedza Alonso. Na 43. kółku Massa dostaje polecenie zjazdu. Wyjeżdża na super miękkich oponach i traci do Brytyjczyka 10 sekund. Meksykanin z Force India wyprzedza również drugiego kierowcę Ferrari – Kimiego Raikkonena. Kamui Kobayashi kończy wyścig. Przyczyną są problemy techniczne. Kierowcy Ferrari mają poważne problemy z tempem wyścigowym. Vettel również wyprzedza Hiszpana. Na ekranach telewizorów widać było zafrasowaną minę Claire Williams i Nikiego Laudy. Massa już tylko 4 sekundy za Lewisem. Ricciardo poprawia czas Hamiltona. Rosberg spada na 13 miejsce. Prawdopodobnie gdyby nie finałowy wyścig, to już dawno kierownictwo nakazałoby mu wycofanie się z wyścigu.

Łzy szczęścia

Ostatnie okrążenie. Rodzina Lewisa Hamiltona patrzyła w monitory jak w obraz. To miała być powtórka z 2008, a nie 2007 roku, kiedy to Lewis w ostatnim GP Brazylii przegrał rywalizację z Kimim Raikkonenem. Wreszcie jest biało-czarna szachownica. Lewis Hamilton w fantastycznym stylu zdobywa swój drugi tytuł mistrza świata Formuły 1. W połączeniu z kierownictwem słychać niesamowitą radość Brytyjczyka. Cieszy się jak przed sześcioma laty. Jest to uczucie nie do opisania. Na niebie rozbłysły fajerwerki. Cały ten krajobraz tworzył jedyną i niepowtarzalną wizytówkę królowej sportów motorowych. Po rundzie honorowej wszyscy zjechali do alei serwisowej. Tam na nowego mistrza czekała już ekipa Mercedesa i jego rodzina. Po wejściu do pomieszczenia dla najlepszej trójki, po policzkach Lewisa zaczęły cieknąć łzy. Gratulacje od Toto Wolffa, Felipe Massy, Bottasa i w końcu wzruszająca scena podziękowań za wspaniałą walkę i spotkanie z Nico. Na podium kolejne łzy wzruszenia podczas grania hymnu Wielkiej Brytanii. Jedenaście zwycięstw w sezonie i wyrównanie drugiego rekordu w historii (11 zwycięstw Sebastiana Vettela w 2011 roku. Rekord należy do legendarnego Michaela Schumachera – 13 wygranych w sezonie 2004) dało Lewisowi najbardziej prestiżowy tytuł mistrza świata wśród kierowców. Tak kończy się sezon 2014. To była wspaniała przygoda. Dziewiętnaście wyścigów, jedenaście zespołów i dwudziestu dwóch kierowców dawało nam w niedzielne popołudnia wiele emocji i niezapomnianych chwil. Teraz czas na zimową przerwę. Oby następny sezon był jeszcze piękniejszy od tegorocznego.

Sport/RIRM

drukuj