fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Ekstraklasa. Pół dobrego meczu w Poznaniu

Dobra pierwsza połowa i niezbyt wiele akcji w drugiej części meczu – tak wyglądał hit kolejki. Lech podejmował Jagiellonię, która z Poznania wywiozła jeden punkt po remisie 1:1.


Ekstraklasa w ostatnich latach dość rzadko serwuje wybitne mecze. Kibice śledzący ligę na bieżąco muszą wyczekiwać naprawdę dobrych spektakli. Być może na ten poziom emocji nie weszli piłkarze Lecha i Jagiellonii, ale ich starcie (a przynajmniej jego pierwszą połowę) oglądało się z niekłamaną przyjemnością.

Piłkarze potrafili rozegrać akcję inną niż „laga do przodu” i wymienić po kilkanaście podań na połowie rywali. Nie brakowało też celnych strzałów na bramkę. W tej statystyce górowali gospodarze. Na ich drodze stawał jednak dobrze dysponowany Damian Węglarz. Nie tylko nie wypuszczał futbolówki z rąk po uderzeniach Lechitów, ale kiedy trzeba było, w tempo wychodził do piłki na przedpole. Prowadzenie objęli jednak goście. Bartosz Bida dostrzegł wychodzącego na czysta pozycję Patryka Klimalę i dograł mu tak, że ten znalazł się sam na sam z golkiperem Lecha, który nie miał w tej sytuacji zbyt wielu argumentów.

Poznaniacy nie wyglądali na pozbawionych pewności siebie. Wręcz przeciwnie – próbowali szybko odrobić straty. Nieznacznie niecelny strzał głową z trudnej pozycji oddał Lubomir Satka. Sytuacja mogła się zmienić w 30. minucie, ale Mickey van der Hart popisał się świetną paradą po „główce” Tarasa Romańczuka. Dziewięć minut później był już 1:1, bo rzut karny na gola dla gospodarzy zamienił Paweł Tomczyk.

Po przerwie stroną dominującą byli poznaniacy. Miejscowi zaczęli od efektownego, aczkolwiek niecelnego strzału Jakuba Kamińskiego. Piłkarze Dariusza Żurawia częściej gościli pod bramką rywali, ale brakowało im pomysłu na rozegranie akcji w końcowej fazie. Kolejne fragmenty nie obfitowały więc w wiele groźnych strzałów.

Obie ekipy wyglądały nie tyle na zadowolone z wyniku, co na takie, które zdecydowanie nie wiedzą, jak rozpracować przeciwnika. Arbiter przedłużył spotkanie aż o 10 minut ze względu na pomoc medyczną, jaką dwukrotnie musiał otrzymywać Thomas Rogne. Ten czas kibice mogliby jednak przeznaczyć w sposób bardziej produktywny. Na przykład na powrót do domu.

Jagiellonia, przynajmniej do soboty, pozostanie wiceliderem rozgrywek ze stratą jednego oczka do liderującej Pogoni Szczecin. Lech plasuje się na ósmej pozycji.

***

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:1 (1:1)
Paweł Tomczyk 39’(k.) – Patryk Klimala 22’

Lech: Mickey van der Hart – Robert Gumny, Lubomir Satka, Thomas Rogne (78’ Tomasz Dejewski), Tymoteusz Puchacz – Pedro Tiba, Karlo Muhar (85’ Mateusz Skrzypczak) – Kamil Jóźwiak, Joao Amaral (68’ Darko Jevtić), Jakub Kamiński – Paweł Tomczyk

Jagiellonia: Damian Węglarz – Jakub Wójcicki, Ivan Runje, Zoran Arsenić, Guilherme Sitya – Martin Pospisil, Taras Romańczuk – Bartosz Bida (57’ Tomas Prikryl), Jesus Imaz, Martin Kostal (60’ Juan Camara) – Patryk Klimala (84’ Przemysław Mystkowski)

Żółte kartki: Kamil Jóźwiak, Mateusz Skrzypczak (Lech) oraz Martin Kostal, Ivan Runje, Zoran Arsenić, Przemysław Mystkowski (Jagiellonia)

Sport.RIRM

drukuj