„Za polskość i patriotyzm nas wywieziono”

Wypowiedź dla Radia Maryja Zofii Kalisz, sybiraczki

Jesteśmy jako Sybiracy niemal wszyscy z terenów wschodnich – dziś już należących do Ukrainy, ale dawniej to były nasze, polskie ziemie. Ja, pochodzę z Wołynia.

Wiadomo, że większe deportacje Polaków na Sybir zaczęły się od powstania styczniowego. Największe zaś miały miejsce na początku lat ’40. XX wieku. 10 lutego 1940. roku nastąpiła pierwsza, a 21 czerwca 1941.  czwarta wywózka. Sowieci wywozili Polaków do roku ‘56 i w tych deportacjach już po wyzwoleniu, wywozili także z naszych byłych terenów na wschodzie. Część nie wróciła aż do późnych lat ’50 – ci, którzy nie zdążyli się ewakuować do Polski, a nie chcieli wstąpić do spółdzielni produkcyjnych; ci, którzy mieli podejrzenia o szlacheckie pochodzenie. No i oczywiście akowcy. W 43-44 roku jechały pełne transporty młodych chłopców – akowców. Po prostu.

Ojciec? Pierwszym jego przewinieniem było to, że był Polakiem. Tak, jak wszystkich Polaków, którzy byli wywożeni. Drugie jego przewinienie to patriotyzm. Ojciec był u Hallera, brał udział w Bitwie Warszawskiej. Był także pracownikiem administracji państwowej. Te rzeczy były wrogie dla komunizmu i Związku Sowieckiego. Dlatego za polskość i patriotyzm nas wywieziono. A wywieziono całą rodzinę – tatę, mamę i mnie do środkowej Syberii, gdzie były potworne mrozy i głód. Miałam wtedy 2 latka. Część Polaków zesłano też do Kazachstanu, ale to już zupełnie inna historia. Tam w ramach czystek etnicznych Sowieci zaczęli z naszych terenów wywozić już w 1936. W roku 1940, w drugiej deportacji większość pojechała do Kazachstanu. Ponieważ ja jestem z pierwszej deportacji, mnie przypadły najcięższe czasy, największy głód w środkowej Syberii…

Mój ojciec i mama razem z resztą pracowali przy wyrębie lasu, nie przygotowani na takie mrozy w sensie fizycznym, bez odpowiednich ubrań; a wycinka była na ogół zimą. Mawia się na Syberii, że tu 10 miesięcy zimy, a 2 miesiące lato – piękna słoneczna, gorąca pogoda. Kiedy chowałam ojca, 26 września, śniegi były już ponad kolana i mrozy. Jeszcze w Zielone Świątki leżał głęboki śnieg. A to lato krótkie, ale bardzo gorące.

W większości wróciliśmy w 1946., ale byli też tacy, z innych obozów, którzy powracali nawet w 1957. Wysiedlenia trwały aż do ’56.

RIRM

drukuj