fot. M. Banach/Pomoc Kościołowi w potrzebie

Wiosna, która spłynęła krwią

Kiedy niemal trzy lata temu wszystkie media donosiły o rozpoczęciu protestów w wielu krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, niezbyt mający pojęcie o tym rejonie świata politycy okrzyknęli „zwycięstwo demokracji nad tyranią”.

W Tunezji i Egipcie doszło do obalenia prezydentów rządzących tam od dziesięcioleci, choć właściwie była to kompilacja dyktatury i reżimu wojskowego. W krajach, gdzie panują monarchie – Jordania, Maroko czy Arabia Saudyjska – procesy te przebiegały inaczej. Przed zaognieniem sytuacji w Egipcie niepokoiły nas dramatyczne doniesienia z Syrii. Od wojny w Iraku można powiedzieć, że tamten rejon świata, z różną intensywnością, spływa krwią. Najczęściej niewinnych kobiet, dzieci czy starców, a często chrześcijan różnych obrządków, na których wyładowują swoją złość muzułmanie. Niezależnie, czy są to sunnici, szyici, czy też inne radykalne grupy.

W adhortacji „Ecclesia in Medio Oriente” (34) Ojciec Święty Benedykt XVI pisał: „Bliski Wschód bez chrześcijan lub z nielicznymi chrześcijanami nie jest już Bliskim Wschodem, ponieważ wraz z innymi ludźmi wierzącymi tworzą oni tak szczególną tożsamość regionu. Jedni są odpowiedzialni za drugich przed Bogiem. Dlatego ważne jest, aby przywódcy polityczni i religijni rozumieli tę rzeczywistość i unikali polityki lub strategii, która uprzywilejowuje jedną tylko wspólnotę, co prowadziłoby ku jednobarwnemu Bliskiemu Wschodowi, który w niczym nie odzwierciedlałby swej bogatej rzeczywistości ludzkiej i historycznej”. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że podpisany podczas pielgrzymki do Libanu dokument okazał się proroczym wołaniem tego wielkiego Papieża.

Bezrobocie młodych

Powszechnie za przyczyny wybuchu tych niepokojów społecznych uznaje się nagromadzenie problemów na płaszczyźnie ekonomicznej, społecznej i politycznej. Gniew społeczny, który dał początek tym wystąpieniom, swoją pożywkę miał w ogromnym bezrobociu młodych ludzi w wieku 15-24 lata, którzy stanowią około 20 proc. populacji tego rejonu (R. Assaad, F. Roudi-Fahimi, Youth in the Middle East and North Africa: demographic opportunity or challenge?).

To determinacja młodego Tunezyjczyka Mohameda Bouaziziego zapoczątkowała fale gniewu w Tunezji, a później w Egipcie. Protestujący domagali się utworzenia miejsc pracy, obniżenia inflacji i ukrócenia wszechobecnej korupcji.

Większość obywateli Egiptu żyje dzisiaj za 4 dolary dziennie, a ceny po wprowadzeniu reform znacznie wzrosły. Aby zapobiegać jeszcze większym niepokojom społecznym, chleb i gaz dotowane są przez państwo. Najtańszy bochenek subsydiowanego chleba kosztuje 5 piastrów, czyli około 3 groszy i nie ma ograniczeń w jego zakupie. Tamtejszy rząd uczy się na swoich błędach – w 1977 roku, po wprowadzeniu racjonowania chleba, wybuchły zamieszki. Z doniesień prasowych wiemy, że po niemal 3 latach niepokoju w państwowej kasie brakuje pieniędzy. Na dofinansowanie idzie około 25 proc. wydatków budżetu. Podczas mojej rozmowy z jednym z dyplomatów w Kairze w lutym br. stwierdził on, że wystarczy pieniędzy jeszcze na 2-3 miesiące, a później wojna. Niestety, słowa te się potwierdziły.

Czynniki społeczno-polityczne

Masowe protesty nie miały charakteru ideologicznego, antyreligijnego czy antyzachodniego, a główne ruchy islamistyczne nie odegrały w nich głównej roli – przynajmniej na początku. Wiele jednak wskazuje na to, że to właśnie one są głównym beneficjentem zaistniałej sytuacji. Choć większość Egipcjan to ludzie religijni, to podczas protestów nie domagali się oni wprowadzenia państwa muzułmańskiego czy szariatu, ale poprawy warunków życia i większej swobody obywatelskiej. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że ten spontaniczny ruch młodych Egipcjan zapoczątkowany na placu Midan Tahrir w Kairze miał inne cele. Świadczy o tym chociażby fakt, że na początku, kiedy młodzi muzułmanie modlili się, chrześcijanie tworzyli „żywą tarczę, by ich chronić”, i na odwrót – gdy w niedzielę chrześcijanie modlili się, muzułmanie czynili podobnie.

Do analogicznych sytuacji dochodziło w tzw. dzielnicy śmieciarzy – Mukattanie – gdzie do dziś gromadzą się razem na modlitwie prawosławni i katoliccy Koptowie oraz muzułmanie. Po początkowej fazie to Bractwo Muzułmańskie nałożyło na ten spontaniczny protest „swoją ideologiczną czapę”. Wykorzystano entuzjazm młodych ludzi i skanalizowano protesty, aby doprowadzić do uczynienia z Egiptu państwa z prawem szariatu – czyli wszyscy muszą przestrzegać zasad Koranu, nawet chrześcijanie! Za rządów prezydenta z Bractwa Muzułmańskiego pogorszyła się sytuacja gospodarcza, odpowiedzią na protesty były represje, jednym słowem – przypomina się Orwell ze swoim „Folwarkiem zwierzęcym”. Mursi nie dotrzymał też obietnic w stosunku do chrześcijan, że jeden z wiceprezydentów będzie chrześcijaninem, wręcz przeciwnie – dążył do islamizacji kraju. Gniew ludu okazał się straszny! To ważna przestroga nie tylko dla Egiptu.

Sytuacja chrześcijan

Sytuacja chrześcijan w Egipcie była trudna, a staje się dramatyczna. Papieskie stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie wraz z całym polskim Kościołem w listopadzie ubiegłego roku w ramach Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym modliło się i zbierało środki na pomoc tamtejszym chrześcijanom. Kiedyś słowo „Kopt” znaczyło „Egipcjanin”. Drugie imię Kościoła koptyjskiego to Matka Męczenników. Od 258 roku Koptowie posiadają własny kalendarz z imionami męczenników, tak wielu ich było. Pod rządami reżimu mieli wiele utrudnień związanych z remontami czy budową kościołów. Cierpieli, gdy porywane były ich córki i na siłę wydawane za muzułmanów. Policja jak zawsze nie znajdowała sprawców. Obecnie żyją w terrorze, niepewni o swój los. Bractwo Muzułmańskie poszukuje winnych swoich nieudanych rządów, jak zawsze w tym rejonie są to chrześcijanie!

Wypadki ostatnich dni, zniszczonych kilkadziesiąt kościołów, w tym katolickich, są tego najlepszym dowodem. Koptyjsko-katolicki biskup Kyrillos William Samaan z Asjut, który gościł w Polsce, powiedział: „Islamiści biorą odwet na nas, chrześcijanach”, „To jest oczywiście absurd. 33 mln Egipcjan domagało się jego rezygnacji. My, chrześcijanie, nie byliśmy jedynymi, którzy demonstrowali przeciwko Mursiemu”. Obecna sytuacja martwi księdza biskupa, ale nie chce on podejmować żadnych kroków prawnych. Uważa, że policja i inne organy państwa są obecnie zajęte utrzymaniem islamistów pod kontrolą. Podkreśla jednak, że nastawienie do chrześcijan w Egipcie bardzo się zmieniło od upadku Mursiego: „Czujemy, że Egipt znowu jest naszym domem”, „To jest prawdziwy Egipt: chrześcijanie i muzułmanie są zjednoczeni!”.

Według niego, tegoroczne przesłanie Papieża Franciszka na zakończenie ramadanu zostało przyjęte bardzo pozytywnie. Po raz pierwszy Ojciec Święty wykorzystał okazję, aby osobiście zwrócić się do muzułmanów na całym świecie. W Egipcie żyje około 350 tysięcy katolickich Koptów i około 8-12 milionów prawosławnych (to duże rozbieżności, gdyż Koptowie mówią o niemal 12 czy nawet 15 milionach, rząd o blisko 8).

Pozostaje smutne pytanie, gdzie ta „sprawnie” działająca dyplomacja unijna. Przecież na naszych oczach strzela się do niewinnych ludzi! Czy wszyscy ministrowie spraw zagranicznych wyjechali na urlop? Ilu ludzi musi jeszcze zginąć, aby podjęto działania?

Cena „demokracji”

Przypomnijmy, w Iraku ceną za wprowadzenie tam „demokracji” był spadek liczby chrześcijan z blisko 1,4 miliona do około 200 tysięcy. Podczas wizyty w Bagdadzie w lutym br. tamtejsi chrześcijanie mówili mi: tu nie ma dla nas przyszłości.

Podobnie dramatycznie wygląda sytuacja w Syrii. Niestety, tam też ofiarą rozgrywek pomiędzy rządzącą mniejszością – alawitami, a większością, czyli sunnitami, są chrześcijanie. Skazani na cierpienie, gdyż świat nie umie czy nie chce znaleźć wyjścia. Powstańcy, pomiędzy którymi jest wielu bandytów szkolonych w obozach opłacanych przez różne kraje muzułmańskie, biorą za cel chrześcijan jako najsłabszych i utożsamianych z Zachodem; w pewnym uproszczeniu, dla radykalnego muzułmanina Zachód to zło, przynosi zepsucie i niszczy religie. Wezwania duchownych muzułmańskich, by gwałcić chrześcijanki, najlepiej oddają poziom terroru, w jakim żyją tamtejsi wyznawcy Chrystusa. A cały Zachód przygląda się i nie ma nic do zaoferowania. Wielu ginie, ale tymi, którzy tracą najwięcej, są chrześcijanie.

– „Arabska wiosna” to jedynie gigantyczny rozlew krwi, w którym toną nadzieje społeczeństw zbuntowanych przeciwko dotychczasowym reżimom – w ten sposób sytuację w krajach arabskich skomentował dla agencji ANSA ks. abp Elias Chacour, zwierzchnik melchickich katolików w Izraelu. W jego opinii, nieporozumieniem jest nadanie miana „arabskiej wiosny” wydarzeniom zachodzącym na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce, biorąc pod uwagę to, co działo się czy dzieje w Tunezji, Egipcie, Iraku, Libii, a ostatnio w Syrii. Jest to szczególnie niebezpieczne dla wyznawców Chrystusa. Ich wspólnoty już topnieją w wyniku uchodźstwa, jak to się dzieje w ogarniętej wojną domową Syrii. Wcześniej podobny los spotkał chrześcijan w Iraku. – Nie byliśmy szczęśliwi pod totalitarnymi rządami – powiedział ks. abp Chacour. – Ale i teraz nie jest wcale lepiej, gdy zagraża nam szariat. Jego wprowadzenie byłoby czymś potwornym – dodał.

Perspektywy

Jeden z najlepszych znawców islamu o. Samir Khalil Samir, egipski jezuita, doradca Stolicy Apostolskiej ds. islamu, uważa, że Egipt ma szanse na wyjście z tego kryzysu. W jego opinii, możliwy jest powrót do sytuacji z przełomu XIX i XX wieku, gdzie pokazano, że islam toleruje demokrację.

Jako chrześcijanie musimy pamiętać o modlitwie i wyrażaniu naszej solidarności z cierpiącymi braćmi. Ważne jest również przypominanie reprezentującym nas posłom i europosłom o tym, że jednym z podstawowych praw każdego człowieka jest prawo do swobodnego wyznawania swojej wiary. Parlamentarzyści mają większe możliwości nacisku na instytucje europejskie i krajowe, które – jak się wydaje – w sytuacji kryzysu znowu się nie sprawdziły.

Ks. dr hab. Waldemar Cisło

Autor jest dyrektorem sekcji polskiej stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (http://www.pkwp.org/pokoj_dla_egiptu_2/), pracownikiem naukowym UKSW.
drukuj